Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 8 min czytania

Baśń.. bez tytułu :P

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dawno, dawno, dawno temu, za górami, za lasami znajdowała się ogromna kraina Regnum. Była ona tak duża, ponieważ składała się z malutkich podkrain. Każdą z nich zamieszkiwała inna rasa. Zwinne driady pochowane w gąszczach lasu przebywały na północy, wojownicze krasnoludy pracujące w kopalniach – na południu, nieprzyjazne trolle - w środkowej części krainy, małe gnomy – na zachodzie, a tajemnicze elfy – na południowym-wschodzie, gdzie również koczowały smoki. I właśnie jednym z nich był Bazyl. Mieszkał w wysokich górach Eken. Był to mały smok, który odizolował się od wszelkiej cywilizacji. Całe życie żył sam ze sobą, z czym było mu źle. Nie lubił przebywać z innymi smokami, co też mogło być przyczyną jego samotności. Pewnego dnia Bazyl obudził się - jak zwykle sam – i doznał jakby olśnienia. Pomyślał o swoim dawnym i chyba jedynym przyjacielu Gucisławie. Wstał, rozprostował swoje malutkie skrzydełka i od razu, nie czekając na nic, wzbił się w powietrze. Bazyl nie był ogromnym smokiem, toteż jego skrzydła były krótkie, a łuski miały kolor zielonkawy. Ogólnie wydawał się przyjazny i taki też był, choć sam nie chciał się do tego przyznać. Smok nawet nie zauważył, jak szybko przebiegła mu podróż. Odnalazł odpowiednią grotę i zapukał w nią. Nikt nie odpowiadał. - Halo!? Jest tu ktoś..? – zapytał wchodząc. Zamiast swojego przyjaciela zobaczył kartkę przybitą do ściany. Głosiła ona: „Jeśli chcesz zobaczyć Gucisława, to dostarcz mi na Górę Krzyku Srebrną Gruszkę Zgody, która znajduje się w czarodziejskim sadzie elfów. Pamiętaj! Ta podróż będzie niebezpieczna. Ale w końcu, czego nie robi się dla przyjaciół...” Podpisano Zły czarnoksiężnik Sierściuch

- Ojej! – zawołał smok – To straszne!! Muszę uratować mojego przyjaciela!! – zerwał wiadomość ze ściany i wybiegł z groty. Chwilę później leciał już nad polami, lasami i górami rozmyślając, do kogo zwrócić się o pomoc. On sam nie miał pojęcia, gdzie znajduje się ten sad. Nagle przypomniał sobie o magu. Od razu skierował się do gęstego boru, w którym żył stary, czarny elf. Tutejsze lasy były naprawdę bardzo ponure. Znajdowały się w nich bagna, a w najciemniejszych zakątkach czaiły się małe duszki, które zaganiały zagubionych wędrowców w czarne otchłanie. Z lasu mało kto wracał cały, ale Bazyl wiedział, że musi odwiedzić mędrca. Dość długo go szukał po leśnych zakamarkach, aż w końcu zobaczył złote płomienie wydobywające się z ogniska, przy którym siedział stary elf. -Dzień dobry... – powiedział nieśmiało smok – jestem Bazyl i... przyszedłem po radę. -Służę pomocą… -Bo chodzi o to, że porwano mojego przyjaciela i żeby go odzyskać, muszę… zdobyć Srebrną Gruszkę Zgody… -I w czym problem...? -Bo chodzi o to, że… ja nie wiem, gdzie jest ten sad. Prosiłbym o jakąś mapę… czy coś… Czarny elf schylił się i podniósł z ziemi malutki kamyczek. Rzucił go na ziemię. Obok narysował różne linie, które razem tworzyły mapę. W samym środku postawił X. Pstryknął palcami, a zamalowany kawałek ziemi zamienił się kartkę papieru. -Oto twoja mapa... Choć sądzę, że nie będzie Ci potrzebna. Życzę udanej podróży… A... powodzenia!. – powiedział podając mu papier. -Dzię… - zaczął smok, ale elfa już nie było. Spojrzał na mapę. – Hm…, więc gdzie się mam udać..?- Gdy tak studiował podarunek od mędrca, usłyszał za plecami jakiś szelest. Odwrócił się i zobaczył wielkiego trolla czającego się w krzakach, gotowego do rzucenia się na ofiarę. W tym przypadku miał nią być Bazyl. -Aaaa!!!! – zaczął wrzeszczeć smok i szybko wyleciał z lasu. – Uff.... Ledwo zdążyłem – stwierdził odwracając się, by spojrzeć na oddalające się koniuszki

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Baśń.. bez tytułu :P — czytnik · opowiadania