Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

filozofia · 6 min czytania

Baśń z tysiąca świetlistych poranków i gwieździsty

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

"Kiedy zarzucił sieć po raz pierwszy i chciał ją z powrotem wyciągnąć na ląd, uczuł, że jest bardzo ciężka. Wbił, więc w ziemię pal, przywiązał do niego koniec sieci, wszedł do wody i począł ze wszystkich sił pchać i ciągnąć sieć, aż wreszcie z wielkim trudem wydobył ją na ląd. Szybko rozwiązał sieć, aby zobaczyć, jaki to dobry połów przyniósł mu Bóg tego dnia, ale w sieci zamiast spodziewanych ryb znalazł tylko martwego osła."

Dźwięk rytmicznej muzyki słychać było już na schodach. Brązowe drzwi nieco odrapane z olejnej farby otworzyły się nagle i zostałam lekko popchnięta do środka. Sama nie weszłabym tu za nic w świecie a to przecież impreza dla samotnych. Teoretycznie wszyscy powinni tu przychodzić samotnie w poszukiwaniu tego drugiego samotnego. Tak naprawdę nie zauważyłam nikogo, kto wszedłby tu samotnie. Przybywający wchodzili parami lub kilkoosobowymi grupami najczęściej tej samej płci. Samotni razem, lub tylko niby samotni na potrzeby tego wieczoru.

Ustałam w rogu pierwszego pomieszczenia, które było szatnią, wejściem do toalet, miejscem z dużym lustrem gdzie samotni płci obojga poprawiali swój wygląd przed wejściem na salę główną i rozpoczęciem połowów. Pomieszczenie to było także miejscem gdzie ci już nieco złowieni mogli we względnej ciszy, cieple z zachowaniem granic bezpieczeństwa trochę porozmawiać. Miejsce to było także palarnią, rozmawiając można było, więc zaczerpnąć nieco ożywczej nikotyny, natomiast pozostawione w szatni okrycia wierzchnie bez względu na ich czystość i jakość chłonęły równo zapach dymu, który jutro z pewnością przypomni o dzisiejszym wieczorze. Najmocniej odczują to ci, którzy normalnie, na co dzień nie palą, ale teraz to nie miało znaczenia. Pomieszczenie to pełniło wiele funkcji a znudzony szatniarz nie dziwił się już niczemu. Udawałam oczywiście, że bardzo mi się tu podoba i wcale nie przeszkadza mi duszący dym, kiczowata muzyka, spoceni faceci w porozpinanych koszulach tak, aby każda z potencjalnie złowionych rybek zobaczyła błyskotkę na ich szyi w postaci grubego łańcucha złotego, srebrnego lub tylko ostatnio kupionego na bazarku, który będąc nowy jeszcze nie zdążył zgubić kawałków niby złota. Kobiety też miały błyskotki a jakże, cekinowe bluzki z angielskimi napisami, których to napisów znaczenia nikt nie znał były w tym miejscu aktualnie na topie.

Śmiałam się głośno razem z moimi niby samotnymi na ten wieczór koleżankami. Ja naprawdę byłam samotna a ten tłum, w który powoli wnikałam i ulegałam jego pulsowi wcale nie zmniejszał tego uczucia. Po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Baśń z tysiąca świetlistych poranków i gwieździsty — czytnik · opowiadania