Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 15 min czytania

Be my angel....Rozdział 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mijał już drugi dzień, a dziewczyna nie odzyskała przytomności. Spędzał przy niej każdą wolną chwilę. Jego matka i siostra ciągle się go o nią wypytywały, Sarah nawet była w szpitalu. Mówiła mu by dał sobie spokój, że policja pomoże tej dziewczynie, ale on nie mógł tak po prostu odejść gdy ona jeszcze śpi. Lekarze mówili, że jej stan ogólny uległ lekkiej poprawie, ale i tak nie dawali jej zbyt dużych szans na to by, z tego wyszła. On jednak siedział przy jej łóżku i wsłuchiwał się w niemiarową aparaturę i czekał - czekał na cud. Nie wiedział dlaczego, ale miał dziwne przeczucie, że to, co dopadło go na cmentarzu, te omamy nie były zwykłymi omamami. On miał pomóc tej dziewczynie, miał o nią dbać. A skoro tak ma być, to ona przeżyje. Położył swoją rękę na jej dłoni, tak małej i kruchej. W dotyku zdawała się być jeszcze bardziej delikatna, a gładka, zimna skóra biała jak śnieg. Straciła mnóstwo krwi, zrobiono jej transfuzję. Ale czy to coś da? - Alex... - To była jego siostra. - Alex, choć do domu. Już wieczór, pielęgniarki i tak pewnie za chwilę cię wyrzucą... - Nie, mam pozwolenie. Saro, proszę cię, dajcie sobie z matką spokój. Nie zostawię jej samej. - Co ona ma w sobie takiego, co cię tak przy niej trzyma? - zapytała ze zdziwieniem. - Nie mam pojęcia. Ale chcę tu być. - Alex... - Sarah spojrzała na niego z ukosa zmartwiona. - To nie jest Alice, nie ratuj jej po raz drugi i nie cierp po raz drugi... - Wiem, że to nie Alicja... - warknął na nią zły. - Doskonale zdaję sobie z tego sprawę. Proszę, zostaw... W tym momencie jego dłoń drgnęła, ale nie on nią poruszył, to ręka dziewczyny. Poruszyła palcami, a po chwili uniosła do góry całe ramię, zrzucając przy tym jego. - Biegnij po lekarza - rozkazał siostrze, natomiast sam zaczął mówić do dziewczyny. - Hej słyszysz mnie? - spytał z nadzieją. - Jesteś w szpitalu, już nic ci nie grozi, obudź się już... – Jego głos nabrał błagalnego tonu.

Słyszała czyjś głos, ale go nie rozumiała. Nie chciała otwierać oczu, tak było jej dobrze, bo nie czuła bólu. Jednak ten głos był naprawdę uparty, chodź nie wiedziała co do niej mówił. Może w jakimś obcym języku? Gdzie ona jest, dlaczego wszystko ją tak boli? Plecy, tak bardzo bolą ją plecy... Sięgnęła do nich ręką i to był jej największy błąd. Gdy tylko dotknęła palcami miejsca tam, gdzie są żebra, zawyła z bólu i natychmiast otwarła oczy. - Ciii, zaraz przyjdzie lekarz i da ci coś przeciw bólowego. Na razie staraj się tam nie dotykać. Skierowała głowę w stronę głosu i napotkała ciepłe, przepełnione strachem szare oczy. Chciała mu coś powiedzieć, ale nie wiedziała co. Nie miała pojęcia jak sklecić kilka słów, miała pustkę w głowie, jakby zapomniała jak się mówi. A może ona nigdy nie mówiła? Z ruchów rąk mężczyzny wywnioskowała, że ma nie sięgać do tyłu, więc położyła je na łóżku. Wpatrywała się w niego nie wiedząc co się dzieje, kim on jest, gdzie ona się znajduje. Rozejrzała się po pomieszczeniu i zobaczyła białe ściany. Z boku dobiegał ją jakiś piszczący dźwięk, albo coś jak pikanie, które zwalniało i nasilało się. Mężczyzna spoglądał na jej zdezorientowaną minę, złapał ją za rękę i pogładził jej wierzch tak, jakby chciał ją uspokoić. Wydawał się jej nieznajomy, ale miała dziwne przeczucie, że już go gdzieś widziała. Nie mogła sobie tylko przypomnieć gdzie. Jej uwagę przykuła teraz inna sprawa. Do sali wszedł inny mężczyzna o ciemnych włosach i czekoladowych oczach wraz z nim blond włosa kobieta. Oboje byli ubrani w biel. Ciemnowłosy coś do niej mówił, a kobieta kładąc rękę na ramieniu szarookiego wskazała mu drzwi, gdzie stała młoda dziewczyna bardzo podobna do niego. Biała niewiasta chciała go pociągnąć w głąb korytarza, ale on nie słuchał. Stał za szybą i wpatrywał się w dziewczynę, a ona czuła, że musi się patrzeć na niego. Natomiast mężczyzna w biały fartuchu ciągle coś u niej sprawdzał, chciał jej zaświecić jakimś światełkiem w oczy, ale odsunęła się gwałtownie, co wywołało koleją falę bólu,. Chyba krzyknęła, ale słyszała swój głos jakby z oddali. A może on nie należy do niej? Spojrzała ostatni raz w kierunku drzwi, chciała na niego patrzeć ale ból był nie do zniesienia. Chyba lepiej będzie jak zamknie oczy i znów odpłynie w krainę snów.

Alex stał na zewnątrz wyproszony przez pielęgniarkę. Sarah chciała go odciągnąć, ale on nie ruszył się z miejsca, tylko wpatrywał się w oczy dziewczyny, która wyrwała się lekarzowi, gdy ten chciał sprawdzić odruch źrenic. Sprawiła sobie tym ból, ale patrzyła się na niego. Widział malujące się na jej twarzy cierpienie i dezorientację. Była taka bezbronna, słyszał jak krzyczy, po chwili odleciała. Myślał, że po prostu zemdlała z bólu, ale to nie było to: na monitorze pokazała się cienka, przeraźliwie piszcząca linia.... ***

Znów ten sam ból… To ciepłe - a może zimne? – uczucie, które ją zalewa. Na początku ból atakował plecy, z czasem ogarnął jej ciało i umysł nie pozwalając się go pozbyć. A po chwili znowu spada w dół, jak zawsze…. Zna te wydarzenia dobrze, jednak nic nie potrafi zrobić - to się po prostu dzieje. Przed oczami przewijają się kolorowe obrazy, które wydają się być bardzo znajome, lecz ona nie potrafi ich rozpoznać i dopasować . Gdzieś w oddali słyszy krzyk, swój własny...

Nim zdążyła się porządnie wybudzić z koszmaru, on już przy niej był i tulił ją do siebie. Nawet nie musiała otwierać oczu by widzieć jak jego ręka wędruje na jej włosy i głaszcze je w uspokajający sposób. Nie musiała słuchać, by wiedzieć jakie słowa zaraz padną z jego ust, nadstawiać specjalnie czoła, by je ucałował. Robił to co noc gdy tylko usłyszał jej krzyk, czasem zdawało jej się, że nie sypiał całe noce by tylko zaraz być przy niej. Ona wtulała się wtedy w niego mocno, z początku płakała, ale tygodniu już się przyzwyczaiła. Już nie przerażało jej to, co odczuwała podczas snu. Lekarz wytłumaczył jej co czuła, że są to naturalne ludzkie reakcje w stanach zagrożenia. Więc skoro tak, to dlaczego z jej ust ciągle wydobywa się ten przerażający krzyk, gdy zaczyna spadać? Tego nikt jej nie potrafi wytłumaczyć. - Już dobrze? - Z zamyśleń wyrwał ją głos jej towarzysza. Delikatnie uwolniła się z jego objęć i spojrzała mu w twarz. Jego szare, stalowe oczy wpatrywały się w nią ze zmartwieniem wyczekując odpowiedzi. Nie wiedziała jak mu odpowiedzieć, bo czy naprawdę już wszystko było dobrze? Znów mu odpowie, że tak, a jutrzejsza noc będzie wyglądała identycznie. Przygryzła dolną wargę i odwróciła wzrok w stronę okna, skąd zza zasłony wdzierało się światło księżyca. Chciała mu coś powiedzieć, ale nic nie przychodziło jej do głowy. Nic, co by miało jakiś sens. Bo jak można powiedzieć coś o kimś, kto nie pamięta nic ze swojego życia, tylko budzi się pewnego dnia a w głowie ma pustkę i nie potrafi nawet wydusić z siebie słowa, bo nie wie jak się składa zdania? Jak można powiedzieć coś o kimś, kto dopiero niedawno znów nauczył się rozumieć czym są ludzkie odczucia takie jak strach? Kilka dni temu zaczął rozróżniać czym jest ciepło, a czym zimno… Nauczył się i zrozumiał czym jest przyjaźń i potrzeba posiadania drugiego człowieka obok… Nie tylko na własnej skórze, ale przez otaczających ją innych ludzi. Na przykład jak ten tutaj, siedzi przed nią, znalazł ją Bóg wie gdzie, Bóg wie w jakim stanie. Zawiózł ją do szpitala i oddał w ręce lekarzy. Mógł ją tam zostawić i odejść, nie interesować się jej losem. Ale nie, on wrócił na drugi dzień i wypytywał o nią. W jakim jest stanie, jak się czuje, czy jej rodzina się

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%