Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 6 min czytania

Bęben

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kuśtyk..., kuśtyk..., kuśtyk - wysoki mężczyzna o słusznej postawie, białej rasy, z trudem dźwigał na obolałych kolanach swoje nieco za duże wymiary, w stosunku do wzrostu - liczył sobie metr osiemdziesiąt z hakiem. Głuchy rytm afrykańskiego bębna niósł się, hen daleko, odbijając się echem od zielonych wód parkowego jeziora, trafiając rykoszetem do uszu nielicznych spacerowiczów i upartych joggingowców, których nigdy tutaj nie brakuje. Wiosna z bólem rodziła nowe życie, obficie siejąc zielenią traw i kwiatami, które dumnie pięły się w górę, karmiąc swą urodę promieniami słońca. Drzewa nie wystrzeliły jeszcze korkami liści, nie wierząc himerycznej, nowojorskiej pogodzie o której mówi się, że jest zmienna jak kobieta. Prospect Park rozłożył swe ogromne cielsko w samym centrum kulturalnym kolorowej ludności zamieszkałej te okolice, w dzielnicy Flatbush. Natomiast południowa część parku kończyła się na Białasach zasiedlających ładny i bogaty kąsek Brooklynu, ciągnący się , hen daleko, aż do Oceanu Atlantyckiego, mieszającego swe wody z wielką rzeką Hudson, trzymającą dwiema odnogami, jak w kleszczach słynny skądinąd Manhattan. Nowy Jork, to Nowy Jork - wielki światowy zjazd kontrastów, który trzyma się kupy dzięki tolerancji. Pokojowe i zgodne mieszanie różnych nacji, to marzenie każdego mądrego polityka, jakże trudne do realizacji - to wie każdy. - Oj Ameryczka, Ameryczka - pomyślał Szymon i kuśtykał uparcie w kierunku głosu bębna, który przywoływał go jakąś dziwnie znaną dla ciała muzyczną mową. Wreszcie ścieżka z parkowego gąszczu wyrwała się z plątaniny krzaków i amerykańskich wysokich, łykowatych dębów topiąc się, jak rzeka w morzu w wielkim, nagim placu. Plac ten o kształcie koła, był ogrodzony niewysokim, ozdobnym murkiem z ciosanych kamieni i wyłożony także kamiennymi, regularnymi płytami w geometryczne wzory. Duża szopa na środku, kilka drzew i puste jeszcze kwietniki, kilka pomników zasłużonych dla miasta osobistości - światowej sławy muzyków i kilkanaście parkowych ławek, takich prostych, jakie można spotkać na ulicach miast i w parkach całego świata. Na jednej z takich ławek siedział wysoki, szczupły na łyso ogolony Murzyn i walił dłońmi obu rąk w skórę obity bęben. - Kuśtyk...,kuśtyk...,kuśtyk - nie pójdę do lekarza, sam się wyleczę, postanowił ni stąd ni z owąd Szymon. Następnie usadowił się trzy ławki dalej - ale tak, aby widzieć dziwnego perkusistę, którego ubiór do złudzenia był podobny do hinduskiego, "muślinowego" stroju. Za duże sandały osadzone na gołych stopach poruszały się w pozornie nie skoordynowanym ruchu, pod takt dziwnych zawirowań…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bęben — czytnik · opowiadania