Romans · 8 min czytania
...because...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jakież to wszystko było proste, schematyczne i przez to żałosne. Patrzył co chwile na zegarek – kolejna przerwa mijała nieubłaganie, a jej nie było. Po tej lekcji skończy – pewnie wyjdą przed dzwonkiem, więc jej nie zobaczy. Nie... jeszcze nie wszystko stracone – nie wypuścili ich jeszcze z sali, więc może jednak… Stał rozmawiając z kolegami, że niby czeka na jakiegoś nauczyciela, ale tak naprawdę zerkał na tłum wysypujący się przez właśnie otwarte drzwi. Pomyślał, że może znów jej nie było, ostatnio naprawdę rzadko pojawiała się w szkole, w końcu miała prawo – klasa maturalna. A on co? Zwykły dzieciak, drugoklasista. Wstyd się przyznać, ale fascynowała go od początku. Kiedyś wpadł na nią, zupełnie przypadkiem, na schodach. Spojrzała na niego ze złością, ale po chwili ładnie uśmiechnęła i odeszła. Dopiero wtedy zauważył, że ma dwa dready, które później, niestety, ścięła. Z resztą wtedy też rzadko bywała w szkole. Wiedział o niej niewiele, tylko tyle, ile zdołał zauważyć na przerwach i wolnych lekcjach w kafejce. Miała garstkę znajomych z klasy (te nazwiska znał w kolejności alfabetycznej), ale za to niezliczoną ilość tych ze szkoły i nie tylko – często różni ludzie przychodzili po nią po lekcjach (lub w trakcie), często widywał ją z różnymi na mieście. Tych ze szkoły przynajmniej kojarzył z imionami. Nagle zauważył charakterystyczną torbę, kurtkę w ręce, grupkę ludzi naokoło i usłyszał jej głos. Z ręki wypadł jej zeszyt, a z niego miliony różnych kartek z notatkami i rysunkami. Gdyby nie stał po drugiej stronie korytarza na pewno by jej pomógł. I wtedy zauważył trzech kolesi, którzy wcześniej z nią nie rozmawiali. Podeszli spod okna i pomogli pozbierać wszystko, a ona siedziała na ziemi i śmiała się z całej tej sytuacji. Często tak robiła – gdy coś jej spadało, gdy sama się potykała – śmiała się, tak jak całe jej towarzystwo. Coś w tylu "a nie mówiłam?". No ale ci kolesie… pierwszaki, tacy… widać, że z kasą, muszą jeździć na deskach albo nartach – mieli kurtki charakterystyczne dla tych zimowych sportów, reszta ciuchów – Quiqsilver, Rossignole… Może ona właśnie takich lubi? Oddali jej wszystkie rzeczy, przywitali się pocałunkiem w policzek – jak to ona miała w zwyczaju, chwilę gadali. Zadzwonił dzwonek. - Idziesz? – z zamyślenia wyrwał go kumpel, w końcu stali nie na tym piętrze co trzeba, a nauczycielka wychodziła już z pokoju nauczycielskiego. - Już, już… - tamta czwórka nie wyglądała na śpieszącą się. Usłyszał kilka wyrwanych z kontekstu wyrazów "impreza", "wyjazd", "zdjęcia z ferii", "pozdrowienia od siostry", "co u…?", wiedział już że spędzili ze sobą trochę czasu w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Idąc kilka kroków za nauczycielką zastanawiał się gdzie powinien bywać i z kim, żeby móc kiedyś być na ich miejscu.
- No nie mów, że tego nie zauważyłaś…! – siedząca obok koleżanka aż skakała z podniecenia całą sytuacją. - Ale czego…? Przecież widziałaś, że wszystko mi wypadło… - zachichotała pod nosem - …a potem gadałam z tymi kumplami mojej siostry… no z tymi śmiesznymi… - A ja w tym czasie przyglądałam się temu "panu X", który całą przerwę ewidentnie się na ciebie gapił. Sprawdziłam nawet gdzie mieli mieć lekcje. Uwierz, że nie mógł stać tam gdzie stał przypadkiem. - Kompletnie oszalałaś. – rzuciła tylko w odpowiedzi i zaczęła szukać zeszytu, choć prawdę powiedziawszy nie miała nawet pojęcia jaka czeka ją teraz lekcja. - Weź zrób z tym coś… taki jest biedny, jak ciągle widzi cię z innymi znajomymi… - Moja wina? Niech sam podejdzie, zagada… czy cos, jeśli nawet tego nie potrafi, to co mam z nim robić, siedzieć w domu i oglądać filmy…? - No... właściwie masz rację…
Może była trochę szalona, trochę nieodpowiedzialna… ale była też ładna, zgrabna i słuchała podobnej muzyki, wyznawała podobne… no dobra. Nie wiedział na pewno, czy wszelkie związki z reggae i religią rasta były tylko kwestią mody, czy czymś więcej. Miał nadzieję, że