podroze · 11 min czytania
Będziesz na wózku
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Ibrahim nie chciał w ogóle o tym dyskutować. „Będziesz na wózku, bo masz do tego prawo! Na lotniskach czasem trzeba iść dwa kilometry do kontroli paszportowej. Nie pozwolę, żeby mój mąż mi nagle zasłabł. Ty po prostu nie zdajesz sobie sprawy jak męczące dla organizmu są wielogodzinne podróże samolotem”. Jarosław opierał się jak mógł, ale w końcu skapitulował.
Po zawale spędził dwa miesiące na rehabilitacji, a teraz zbliżały się wakacje, mieli lecieć do Azji. Lekarz wypisał im certyfikat, że Jarosław jest co prawda pod stałą opieką lekarską, ale latać mu wolno. Ale używanie wózka inwalidzkiego na lotnisku? To wywoływało w głowie Jarosława jakiś zgrzyt. Przecież nawet nie ukończył sześćdziesiątki! Miał co prawda siwe włosy, co w wielu krajach automatycznie przekwalifikowywało go na osobę starszą. Ludzie ustępowali mu miejsca w metrze, a w niektórych krajach podawali rękę przy wstawaniu z fotela i przy przechodzeniu przez ulicę. Automatycznie, „na oko” dawano zniżki w muzeach, nawet w Polsce. Ta siwizna do głębi wkurzała Jarosława, a teraz po tym zawale pewnie jeszcze bardziej się postarzał…
Tego lata była przed nimi długa podróż, w niektórych miejscach mieli spędzać wakacje, w innych mieli sprawy zawodowe. Udało się Ibrahimowi to wszystko poukładać w jedną długą podróż, prawie dookoła świata.
Samolot Japan Airlines wylądował na lotnisku Changi w Singapurze. Ibrahim narzekał, że zamówienie wózka inwalidzkiego na Changi nie było łatwe, trzeba się było dobrze napocić i wypełnić kilka formularzy w Internecie. Jak zawsze w tym kraju, wszystkie „darmowe” usługi były wydzielane opornie i w minimalnej ilości.
Jarosława poproszono by opuścił samolot na samym końcu. Omal nie dostał ponownego zawału patrząc na grupę „wheelchair assistants” przy wejściu do samolotu! Byli to sami starcy, pomarszczeni, łysi i bezzębni! W rękach trzymali napisy z nazwiskami osób którymi mieli się zająć. Jarosław szybko znalazł starca, który miał się nim zaopiekować. Wydawało mu się, że to raczej on powinien tego staruszka posadzić na wózek! Co za wstyd. A staruszek, rozmawiający sam ze sobą w jakimś chińskim języku, może po kantońsku, może po fudzijańsku, a może po tioczowsku, pchał wózek z niesłychaną energią. Wkrótce dojechali na kontrolę paszportową, staruszek pokierował ręką Jarosława by pobrać odciski palców. Załadował też walizkę do taksówki. W Singapurze nie daje się napiwków, Jarosław był tak zawstydzony, że zakrywał twarz rękami a staruszek pewnie myślał, że Jarosława boli głowa.
Część 22 / 2
Dopiero potem poczytali w Internecie, że w Singapurze staruszkowie pracują niekoniecznie dlatego, że są biedni. Rząd zachęca osoby starsze do pracy po to, by nie czuły się wykluczone ze społeczeństwa. A popychanie wózka to przecież gimnastyka, od której nie da się wymigać i jeszcze za którą płacą pensję. Ale żadne czytanie w Internecie o zaletach pracy dla staruszków nie pomogło, Jarosław miał okropne wyrzuty sumienia. I jeszcze większe w drodze powrotnej, bo tym razem wózek pchała staruszka, która, bez jednego słowa po angielsku, zwinnie przebiegła kilometry po czyściutkich dywanach Changi.
Jarosław ubolewał nad swoim losem. Gdy wysiedli z samolotu w Kuala Lumpur, na zewnątrz czekały dziewczyny w hidżabach na głowach. Jarosław nie wyobrażał sobie w tej pracy dziewcząt, ale było to lepsze niż singapurscy staruszkowie. Trochę się dziwił, że w kraju islamskim pozwolono młodym dziewczynom zajmować się mężczyznami, przecież wiele zawodów które wymagają konktaktu z inną płcią to w krajach islamskich tylko mężczyzni. Ale Malezja była ciekawym zlepkiem kultur, a poza tym najwyraźniej uznano, że inwalida czy staruszek to po prostu dziecko. Dziewczyna dzielnie przejechała przez terminal lotniska, Jarosław trzymał na kolanach plecak i miał na szyi zawieszoną saszetkę z dokumentami. Ze swej obniżonej pozycji na wózku obserwował setki osób z całego świata, które ustępowały wózkowi. Jakoś nikt nie kwestionował obecności na wózku samego Jarosława, widocznie ta siwizna mówiła sama za siebie. Dziewczyna pomogła znaleźć taksówkę, kierowca, też kobieta, załadowała walizki do bagażnika. Wszystko przebiegło supersprawnie.
Ibrahim i Jarosław znaleźli się też w czasie tej wyprawy na lotnisku Denpasar w Bali w Indonezji. Przy wyjeździe, na stanowisku odprawy lotów, zakwestionowano nagle zdolność Jarosława do latania. Nie czuł się źle, wyglądał tak samo jak zawsze, a poza tym, jakoś przecież dotarł do Bali, podczas wizyty na wyspie nie chorował. Osoba na stanowisku odprawy miała jednak wątpliwości. I tu właśnie pomógł papierek od doktora! Jak się okazuje, nigdy nic nie wiadomo, papierki trzeba ze sobą zawsze mieć.
Do popychania wózka w Bali wybrano najpiękniejsze młode dziewczyny na wyspie. Jarosław był na wózku, więc na szczęście ciągle gapić się na tą osobę nie mógł, tylko miał poczucie, że popycha go jakaś niebiańska istota, jakiś rajski kwiat czy anioł. Widział tylko szeroko otwarte oczy patrzących się na nią turystów. A ona się tylko przesłodko uśmiechała. Jarosławowi wydawało się, że znalazł się jakby w jakiejś broszurze turystycznej o Bali. Najbardziej ubawiło to wszystko Ibrahima, który orzekł:…