Opowiadania.pl · 6 min czytania
Belfer
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lucjan Grodzki uczył od niemal czterdziestu lat i nie miał w życiu nic równie bliskiego, jak szkolne mury. Uwielbiał klimat pokoju nauczycielskiego. Spory na tematy dydaktyczne i filozoficzne z osobami na podobnie wysokim poziomie inteligencji, co jego własny. Na szerzące wiedzę naukowe seminaria niejednokrotnie był wysyłany przez dyrekcję. Jednak ponad to wszystko najbardziej lubił szeroko otwarte oczy dzieci, które chłonęły od niego wiedzę i pasję do literatury. Starał się je nią zarazić. Nie miał nic piękniejszego na świecie ponad zasłuchaną gromadkę z otwartymi umysłami. Z biegiem lat czasy się zmieniały i ludzie również. Młodzież nie zaglądała już do książek dla przyjemności, żeby przenieść się w inny świat, z dala od szarej rzeczywistości PRL. Mało kto dawał się zarazić pasją do literatury, a szeroko otwarte oczy świadczyły częściej o zawartości narkotyków w organizmie, niż o zaciekawieniu wykładem. Młodzi uciekali w inny świat, bardziej kolorowy i, w mniemaniu Lucjana, łatwiejszy niż literatura. Internet dawał im rozrywkę, z którą nie mogła się równać nawet najciekawsza powieść. Tam wszystko działo się szybko, intensywnie, kolorowo i nie było czasu na piękne słowa. Lucjan tolerował Internet i starał się z nim zaznajomić, szukając tam miejsca dla siebie. Znalazł kilka interesujących go stron i forów, ale niedawno znalazł w nim przede wszystkim upokorzenie, za co szczerze znienawidził sieć. Wszystko za sprawą filmiku nagranego telefonem komórkowym przez któregoś z jego uczniów w szkolnej toalecie. Lucjanowi nie mieściło się w głowie to, że ktoś może nagrać nauczyciela w jednej z najbardziej intymnych czynności fizjologicznych, a później udostępnić to ogółowi. Wszystko tylko ku uciesze gawiedzi. Prywatne śledztwo doprowadziło nauczyciela właśnie do klasy 3c. Rozmowa z uczniami nie dała żadnego rezultatu. Milczeli jak grób, choć zdawali sobie sprawę, że pętla bardzo ciasno zacisnęła się właśnie na ich klasie. Kiedy zagroził im, że nakłoni dyrektora do odwołania majowej wycieczki, miał nadzieję, że ktoś pęknie i wyda sprawcę, ale uczniowie nadal trzymali się razem. – Odpowiedzialność zbiorowa to najgorsza możliwa forma kary, ale nie będę miał innego wyjścia – powiedział spokojnie. – Dam wam kwadrans na naradzenie się, a potem chciałbym, aby winni przyznali się i nie dopuścili do karania całej klasy. Zostawił na biurku swoją skórzaną torbę, zabrał pod pachę dziennik i wyszedł z klasy. – Stary dureń myśli, że nas złamie – roześmiał się na całą salę Maciek, zwany przez kolegów Dżastinem. Jego starannie przyczesana jasna grzywka, przywodziła na myśl jednego z idoli nastolatek zza oceanu. Stad wzięło się przezwisko. – Nigdy się nie dowie kto to zrobił – odezwał się Tomek. Ten był niemal wierną kopią swojego kolegi z ławki, ale niestety każdy zauważał, że tylko kopią. Jego grzywka nie była tak stercząca, jak ta Dżastina,…