biografia · 9 min czytania
Bemowo
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Bemowo Moje związki z Warszawą zaczęły się około roku 1983. Jeździło się tam z liceum na konkursy pianistyczne do Towarzystwa imienia Fryderyka Chopina w Zamku Ostrogskim na ulicy Ordynackiej. Zapach wnętrz tego zamku, dziś zwanego częściej Pałacem Gnińskich, do dziś powoduje u mnie skurcze w żołądku, rezultat dobrze zapamiętanej konkursowej tremy. Na czas tych krótkich wizyt zatrzymywałem się z babcią lub mamą w Domu Nauczyciela lub w Domu Chłopa. W pamięć wrył się pociąg ekspresowy „Odra” odjeżdżający z Wrocławia do stolicy o czwartej piętnaście rano i jadący w przeciwnym kierunku o godzinie szesnastej dwadzieścia. To właśnie w tym pociągu przeczytam w czasie studiów wiele książek. Na studia do Akademii Muzycznej zdawałem w czerwcu 1986 roku. Do miasta wprowadziłem się na pięć lat w październiku tegoż roku. Moja przygoda zaczęła się od osiedla drewnianych domków „Przyjaźń” na Jelonkach. Podróż z Jelonek do Akademii Muzycznej autobusem zabierała około godzinę w jedną stronę. Nie dziwię się wcale, że zajęciami, które notorycznie podczas mojego pierwszego semestru opuszczałem był cotygodniowy basen w Pałacu Kultury i Nauki, który miał miejsce o siódmej rano w czwartki. Po prostu nie dało się. W tych drewnianych domkach, zbudowanych dla radzieckich budowniczych Pałacu Kultury, było już w październiku zimno. Starsi koledzy opowiadali, że zimą na Jelonkach jest w pokojach tak zimno, że herbata zamarza w szklankach. Nie miałem zamiaru sprawdzać na własnej skórze czy to prawda czy to legenda. Pod koniec października wyprowadziłem się. Zamieszkałem koło Placu Zbawiciela, u emerytowanej śpiewaczki, pani Teresy, córki kompozytora Radosława F. Kompozytor już dawno nie żył. W mieszkaniu na trzecim piętrze były dwa fortepiany, ja miałem w moim pokoju jeden a drugi stał w pokoju, który zajmował student z Belgii. Pani Teresa miała dla siebie salon. Słuchała radia w przedpokoju i telewizji w salonie jednocześnie. A gdy w tym samym czasie obaj studenci pilnie ćwiczyli całe mieszkanie trzęsło się od hałasu. Towarzyszył nam też nieubłagany ruch samochodów na ulicy. Pani Teresa wietrzyła całe mieszkanie co wieczór, nawet gdy na dworze było minus dwadzieścia stopni. Raz w tygodniu przychodziła do mieszkania sprzątaczka, polerowała podłogę i za każdym razem przestawiała wszystkie meble. Ponieważ wszystko było kompletnie poprzestawiane, w pewnym sensie mieszkało się co tydzień w innym pokoju. Były też okresy spokojniejsze, kiedy pani Teresa wyjeżdżała do sanatorium do jakiegoś Ciechocinka, Karwi lub Buska. Odprowadzałem ją zawsze na Dworzec Centralny. Pamiętam, że w tych latach ciągle były problemy z zaopatrzeniem. Jadło się dużo serka homogenizowanego z Hali na Koszykowej i dużo rzodkiewek. Student z Belgii miał swoje jedzenie, belgijskie. Nie wiem co było powodem (może remont mieszkania?) że na drugim roku studiów zamieszkałem w małej kawalerce na Targówku. Nic specjalnego z tego nie pamiętam. Miało być bardzo niebezpiecznie, a było tylko dużo pijaków. Na trzeci rok, kiedy już zacząłem się czuć w tym mieście jak w domu i mniej jak ten ktoś „z terenu”, wróciłem do pani Teresy, tam najważniejszy był fortepian. Belga już nie było, za to pojawiali się na kilka dni przeróżni goście: jakaś pani z Danii, bardzo sławny profesor-chopinista, jeden pan z Włoch szukający w Polsce żony oraz kilkakrotnie, starszy pan, pianista ze Stanów Zjednoczonych. Jego akurat bardzo dobrze zapamiętałem, bo przywoził w prezencie przeterminowane produkty spożywcze. Wypiliśmy z panią Teresą podarowaną przez niego „amerykańską” kawę. Smakowała naprawdę obrzydliwie. Ku obopólnej konsternacji, wyczytałem na opakowaniu, że termin ważności upłynął w styczniu 1974 roku! Czasem przychodziła poćwiczyć jakaś studentka z Azji, przygotowująca się do konkursu chopinowskiego. Miała dziwne metody ćwiczenia. Puszczała sobie płyty z nagraniami jej profesora, laureata konkursu sprzed lat, i grała razem z nim. W Polsce miało w tym czasie miejsce dużo pozytywnych zmian politycznych, a w wyniku przeróżnych reform nadeszła niestety inflacja. Pani Teresa wolała mieć u siebie płacących w dewizach studentów zagranicznych. Wysłała mnie do swej kuzynki, pani Krystyny. Wynajmowałem u niej mały pokój w bloku na osiedlu Bemowo. Pani Krystyna, starsza i przemiła osoba, mieszkała w salonie, a ja