Fantasy · 43 min czytania
BEORF. Król swego królestwa. II Narodziny Siły
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
BEORF Król swego królestwa
II Narodziny Siły
Podczas gdy Beorf rozbudowywał i umacniał Chemos, na południu w Tamuzie rosła nowa siła. Baron Dagous z Eket ogłosił siebie Królem Tamuza w 4833 roku i wręcz otwarcie dążył do zjednania okolicznych ziem przy pomocy armii. Tamuz był znacznie większy od Chemosu, mieszkało tam również więcej ludzi. Dagous miał również do dyspozycji znacznie większą armię niż w tym czasie Beorf. Jednak pod względem uzbrojenia i wyszkolenia daleko im było do chorągwi Chemosu. Miał jednak pieniądze, które bezwzględnie ściągał od mieszkańców kraju. Wiedział iż jego armia jest słaba, poszukiwał więc najemników, aż w grudniu tego samego roku znalazł poszukiwaną armię. Królu – Do komnaty Dagousa wszedł jeden z generałów, Aren – Chyba znalazłem rozwiązanie naszych problemów z wojskiem. Mów więc czym prędzej, wiesz jakie to ważne – Ta wieść tak go pobudziła iż nagle zerwał się z miejsca. Słyszałeś panie o orkach? Co nieco. To wielkie i silne stwory. Nigdy ich nie widziałem, lecz ponoć są świetnymi wojami. I mają potężną broń. Ale, w czym rzecz generale Aren? Dowiedziałem się że niedaleko stąd jest pełno orków. W Lesie Cieni, szwendają się tam bez celu. Są niezorganizowani i porozbijani, ale na pewno z chęcią zarobili by trochę złota. Gdyby ich tu ściągnąć i zbudować z nich chorągwie, na pewno zyskalibyśmy przewagę nad naszymi wrogami. To otwarło by nam drogę do podboju ziem na zachodzie i północy – Dagous zerknął na ogromną mapę Kety rozwieszoną na ścianie – Ilu można ich ściągnąć? Na początek sądzę że ok. trzystu, później może ok. dwóch tysięcy. Zależy ile trzeba będzie zapłacić. Doskonale. To będzie więc twe zadanie – opowiedział podniecony – Ruszaj więc czym prędzej i nie zważaj na koszty. Zapłać tyle ile będą chcieli – Aren ukłonił się i opuścił komnatę równie zadowolony. Dagous ponownie podszedł do mapy i wpatrywał się w nią – Wezwijcie Milona!! – krzyknął do strażników. Milon był drugim z generałów Dagousa. Zawsze lojalny i posłuszny, gotowy wykonać każdy rozkaz swego pana. Nawet te najbardziej brutalne i bezwzględne wykonywał bez chwili wahania. Witaj mój Królu – rzekł na wejściu. Witaj i siadaj. Poleciłem Arenowi udać się do Lasu Cieni po orków. Dzięki nim stworzymy armię, o jakiej marzymy. To uczyni nas niezwyciężonymi! – Milon wybuchł euforią choć to że Aren dostał to zadanie wyraźnie nie przypasowało mu do gustu. Jednak to ty obejmiesz dowodzenie nad nimi. Orki to bezwzględni i brutalni wojownicy. Ty zaś nadajesz się najlepiej aby skutecznie wykorzystać ich umiejętności. Za ich pomocą zbudujesz nowy porządek na podbitych ziemiach – Dagous usiadł obok Milona. Rozkaz mój panie – Generał z przyjemnością wysłuchał tych słów. Więc gdzie najpierw uderzymy? –Król podniósł się z fotela i ruszył ku mapie, za nim podążył Milon. A które krainy planujemy podbić wasza wysokość? Najpierw skierujemy nasze siły na zachód, tam gdzie są najsłabsi przeciwnicy. Potem swe wpływy rozszerzymy na północy a na końcu zajmiemy Ahad. Może na początek Talgidr albo Binyme? Co sądzisz Milonie? To duże krainy, w Binyme czeka nas walka w górach. Dla orków będzie to znaczna trudność. Więc co wobec tego proponujesz? Może na początek jakąś mała krainę. Sprawdzimy nasze chorągwie w boju, zdobędziemy doświadczenie dla naszych żołnierzy. Proponuję zatem Chemos na północy, bądź Ezo na południowy – wschód. Wiem, że wasza wysokość nie planowała zajmować Ezo, lecz będzie to najprostszy przeciwnik. I tak uczynimy. Chemos jest zbyt silny. Poza tym ciągną tam kupcy z całej Kety, którzy zatrzymują się w Eket. Wojna mogła by ich odstraszyć. Wiec uderzamy na Ezo? Tam właśnie uderzymy. Będziemy mieli bliżej do orków. Teraz zajmij się przygotowaniami do wojny. Nichaj to będzie początek nowego wielkiego państwa. Dagous zakończył rozmowę, a generał Milon ukłonił się i opuścił komnatę. Los tej części Kety został przypieczętowany. Król nie ukrywał swych wojennych zamiarów i przygotowań do wojny. Jego plany jednak nie obchodziły zbytnio jego sąsiadów. Nie sądzili iż zaatakuje tak szybko, a już na pewno nie sądzili iż po jego stronie znajdą się orki. A to miał być dopiero początek. 17 marca do Eket przybył Aren na czele 250 orków i 10 trolli. Ich chorągwie przemaszerowały przez miasto wzbudzając strach i sensację. Orki zostały stworzone przez Afabolisa jako odpowiednik ludzi. Niewiele jednak miały z nimi wspólnego. Typowy ork miał ok. 2 metrów wzrostu, ciemną skórę, długie poskręcane i posklejane włosy, dobrze umięśnieni niemal zawsze w żelaznych kolczugach lub zbrojach. Niektóre nawet noszą brody, lecz rzadko można takiego orka spotkać. Nie grzeszą inteligencją, choć zdarzają się przypadki niezwykle zdolnych i inteligentnych, czasem nawet honorowych orków. Jako jedyne potrafią porozumiewać się z trollami. Te zaś ludność Tamuzu przeraziły jeszcze bardziej. Podobne z wyglądów do orków, większe, ok. trzy metry wzrostu, bardziej umięśnione i łyse, oraz niezwykle tępe. W walce jednak niezwykle niebezpieczne. W dodatku Aren znalazł w Lesie Cieni niezwykłą grupkę troll. Były one uzbrojone w żelazne miecze i kolczugi orków. A to zdarzało się niezwykle rzadko. Trolle walczyły głównie swymi wielkimi łapami. Kiedy nowe chorągwie dotarły pod pałac Dagousa, ten poczuł się niezwykle dumny iż to pod jego kontrolą znalazły się te stwory. Milona nieco przeraził ten widok, lecz wiedział iż to są żołnierze jakich Królestwo Tamuzu potrzebuje. Dagous udał się do dowódcy orków i odbył z nim długą rozmowę. Badun, najważniejszy z orków nie był wytrawnym mówcą, lecz znał się na wojaczce, co od razu rozpoznał Król. Dowiedział się od niego iż jeśli kampania przeciw Ezo uda się to do Tamuzu ściągnie nawet trzy tysiące orków, co było równe obecnej armii Dagousa. A w przyszłości i kolejnych z bagien Zobny. Postawił jednak jeden warunek. Dagous miał zbudować dla orków i trolli świątynię poświęconą Afabolisowi. Król zgodził się na ten warunek bez problemu. Orki były większe i znacznie silniejsze od ludzi, miały również lepszą broń. Prócz krasnoludzkiej i elfiej broni nie było na Kecie takiej broni która wytrzymała by uderzenie orkowego miecza. Tej jednak nikt z ludzi nie posiadał. Przygotowania do wojny były już niemal na ukończeniu i Milon planował uderzenie na połowę kwietnia. Objął też dowództwo nad orkami i dwoma tysiącami Tamuzańskich żołnierzy. Aren zaś dostał pod swą komendę tysiąc piechurów i miał pozostać w Eket, czego nigdy nie podarował Dagousowi. W drugiej połowie kwietnia generał Milon zgromadził swą armię nad granicą Ezo i 28 kwietnia 4832 roku p.e.i. uderzył na państwo Finiza. Niemal bez walki zajął osadę Oruti by dalej skierować się na południe w kierunku Gór Brunatnych i armii Finiza w Jedegl, stolicy Ezo. Nie ruszył jednak prosto na miasto, lecz skierował się w górę rzeki Naalh, jej lewym brzegiem. Chciał w górach przekroczyć rzekę aby uderzyć na miasto od tyłu. Finiz znał jego ruchy od swych zwiadowców. Ciężko było ukryć taką ilość wojska i władca Ezo o tym wiedział. Dowiedział się również od przekupionych Tamuzańczyków, jakie są plany Milona. Finiz zebrał więc tylu żołnierzy ilu zdołał i wyruszył ku jedynemu mostowi, jakim mogła przejść wroga armia. Tam jedyną szansą dla Finiza był zaciekła obrona tego wąskiego przejścia nad stromym korytem Naalhu. Gdyby udało mu się zatrzymać wojska Tamuzu i zadać im spore straty, Milon musiałby podpisać rozejm, a do kolejnej wojny Finiz byłby już przygotowany. Teraz jednak most był jego jedyną szansą. Armia Ezo liczyła 350 ludzi. Dwustu piechurów, uzbrojonych w miecze z brązu, stu łuczników i pięćdziesięciu górali z siekierami i toporami. 4 maja Finiz dotarł do mostu, od prawego brzegu rzeki. Tam ujrzał drewnianą leciwą konstrukcję łączącą strome brzegi 10 metrowej przepaści. W dole rwący nurt Naalhu rozbijał się między skałami. Most miał szerokość zaledwie czterech metrów i długość czternastu. Jak sądzisz – Finiz zwrócił się do jednego ze swych oficerów – Lepiej zniszczyć most, czy bronić się tutaj? Jeśli zniszczymy most to tylko opóźnimy atak na Jedegl. Armia Tamuzu obejdzie rzekę i uderzą kilka dni później. Tu możemy się skutecznie bronić – Wtrącił drugi z oficerów – Most jest wąski, wielu padnie od naszych strzał. A więc rozbijcie obóz kawałek drogi stąd – Odpowiedział po krótkim namyśle Finiz – Jutro zaczniemy budować palisadę. Kiedy dotrą tu Tamuzańczycy? Powinni tu dotrzeć za ok. pięć dni. To daje nam mnóstwo czasu. Do tej pory będziemy już gotowi. Przez kolejne dni Ezońscy żołnierze budowali wytrwale palisadę z drewna i kamienia. Po czterech dniach była już całkowicie gotowa do przyjęcia ataku. Zbudowano ją w postaci półkola o wysokości trzech metrów, tworząc niewielki dziedziniec między nią a mostem. Na palisadzie swe stanowiska zajęli piechurzy, po bokach palisady nad korytem przygotowywali się łucznicy. Ci mogli skutecznie oraz bezpiecznie razić przeciwnika na moście jak i za nim. Finiza martwił jednak las na niewielkim wzgórzu, który znajdował się z lewej strony za rzeką. W nim żołnierze Tamuzu mogli znaleźć schronienie przed gradem strzał. Był jednak dobrej myśli. Szóstego dnia zwiadowcy zauważyli na drodze trzon armii generała Milona. Ta po dwóch godzinach, kompletna dotarła nad most. Siła jaką dysponował Tamuzański generał budziła świadomość nieuchronnej klęski. Ponad sześciokrotna przewaga, masa broni i chorągwi, żołnierze ledwo mieścili się na drodze do małego przy nich mostku. Milon wydał rozkaz do ataku z marszu. Sądził iż taka masa wojska bez problemów poradzi sobie z Ezończykami. Orków kazał jednak zatrzymać z tyłu, tak aby nikt ich nie widział. Do ataku ruszyły cztery chorągwie, w sumie czterystu żołnierzy. Szybko wbiegli na most i dotarli do twardej palisady. Oni mieli teraz zapłacić cenę za nierozwagę Milona. Łucznicy zaczeli strzelać do słabo osłoniętych Tamuzańczyków. Zbierali straszne żniwo, choć nie byli wyśmienitymi strzelcami. Ci którzy cało dotarli do palisady z łatwością byli odpychani i bombardowani gradem kamieni. Następni, którzy stali w tłoku do palisady stali się nad wyraz łatwy celem dla Ezońskich łuczników. Na moście nie było się gdzie ukryć, osłaniali się więc ciałami poległych towarzyszy. Niektórzy widząc jedynie szansę na pewną śmierć poczęli uciekać, a za nimi zaś do panicznej ucieczki rzucili się pozostali. Wycieńczeni i przestraszeni dotarli do własnych chorągwi, ale i tam nie byli bezpieczni. Ezońscy łucznicy zrobili kilka kroków do przodu i zaczeli ostrzał całej linii sił Tamuzu. Ostrzał był już dużo słabszy, ale równie skuteczny. I równie skutecznie wywoływał panikę. Milon przeraził się, strzały padały wszędzie, nawet obok niego nie mówiąc o żołnierzach. Jeśli przegra tą bitwę to król nie podarował by mu tego. Szybko wydał rozkaz uciekającym z pierwszej linii żołnierzom aby schronili się w lesie. Tam byli bezpieczni. Pierwszy szturm zakończył się totalnym fiaskiem. A w dodatku żaden z żołnierzy Ezo nie odniósł nawet poważnych ran. Finiz cieszył się z tego, szansa na zwycięstwo nabrała realnych kształtów. Jakie ponieśliśmy straty? – Zapytał roztrzęsiony Milon Trzystu osiemdziesięciu zabitych … i wielu rannych – odrzekł jeden z oficerów To będzie ciężka bitwa, ale wygramy ją – Milon wyszedł z lasu i spojrzał na Ezońską palisadę. Za nim zaś podążyli oficerowie i Badun Przygotować się do następnego uderzenia. Generale żołnierze są wystraszeni i zamęczeni, nie dadzą rady. Nie sprzeczać się!! – wrzasnął na oficera śmiącego mu zwrócić uwagę – Niechaj pięciuset żołnierzy uderzy na palisadę ponownie. Wodzu – warknął Badun grubym głosem – My uderzymy, trolle i my z łatwością roztrzaskamy drewniany mur na drzazgi. Za nami ruszą twoi, aby nas wesprzeć, ku chwale Afabolisa. Czyli ta palisada nie będzie dla was problemem? Rozbijemy wrogi mór, poćwiartujemy ich ciała, niech nasze topory i miecze spłyną krwią wroga. W porządku, niechaj twoi towarzysze ruszą do ataku, za nimi podąży dwustu naszych żołnierzy. Wykonać! – oficerowie rozbiegli się aby wydać nowe rozkazy. Za Afabolisa – Krzyknął głośno Badun i ruszył do swych chorągwi. I króla Dagousa – dopowiedział cicho Milon, ork odwrócił się i ryknął ponownie wznosząc w górę topór. Badun powrócił do swych rodaków i wzniósł modlitwę do swego boga. Wszystkie orki uklękły i modliły się krótką chwilę, a Tamuzańczycy przyglądali się ze zdziwieniem na ową dziwną praktykę. Kilka minut później orki podniosły się, wydały potężny okrzyk bojowy, tak mocny iż ziemia zadrżała a wszelkie zwierzęta opuściły w pośpiechu las. Po czym wyszły z lasu, za nimi zaś podążało dziesięć ogromnych trolli. Ezończycy również usłyszeli ten krzyk, nie wzbudził u nich wielkich jednak wielkich obaw. Jednak kiedy orki zaczęły biegnąć, a ich ciężkie ćwiekowane buty poczęły wzbijać tumany kurzu i tratowały całą roślinność na swej drodze, Finiz nie mógł ukryć swych obaw. Cóż to do cholery? – Finiz spoglądał na skraj lasu, pytając najbliższego oficera Nie mam pojęcia panie – Wszyscy gapili się na biegnący tłum jak na jakieś przedstawienie. Wtem jednak jeden z żołnierzy krzyknął To orki!! Niechaj będą przeklęte! Niemożliwe. To nie mogą być orki - Finiz spoglądał na biegnącą kolumnę orków i trolli, kiedy tylko obraz stał się jasny, a ona sam dostrzegł ich ciemna skórę krzyknął Strzelać bez rozkazu, czym prędzej. Ci jednak niewiele mogli poradzić. Łuki Ezończyków były zbyt słabe aby przebić orkowy pancerz, albo skórę trolla. Strzały odbijały się od trollowej skóry jak od żelaza, albo zostawały w kolczugach. Aż dziw brał że te wielkie i ciężkie istoty biegną po tym małym i leciwym mostku nie powodując jego zawalenia. Ogromne i wściekłe trolle biegły dalej ku palisadzie, zaś kolejne salwy z łuków nie odnosiły żadnego skutku. Palisada nie wytrzymała ogromnego impetu trolli i została rozbita na strzępy. Za nimi wpadły orki rozpoczynając całkowitą rzeź. Ogromne topory, miecze i halabardy orków zbierały straszne żniwo. Miecze z brązu pękały przy uderzeniu, zaś skórzane pancerze nie stanowiły dla nich żadnego problemu. Finiz rozkazał uderzyć wszystkimi siłami na orków, nie miało to jednak większego sensu. Orki i trolle doskonale radziły sobie z Ezońskimi żołnierzami, a w dodatku Milon wysłał do bitwy dwustu swoich żołnierzy. Choć nie miało to żadnego znaczenia, Ezończycy nie mogli wytrzymać takiego uderzenia. Ci jednak bili się dzielnie i nie opuścili pola walki. Straty jednak rosły w zatrważającym tempie. Zginął i sam Finiz w walce z dwoma orkami. Na ten widok garstka pozostałych żołnierzy rzuciła się do panicznej ucieczki. Jednak nielicznym dane było powrócić do domu. Jedynie dziesięciu powróciło do Jedegl i przekazało smutne wieści. Pozostali polegli na polu chwały. Po bitwie, na szczątki palisady wdrapał się Milon wraz z jednym z oficerów. Chciał z góry ocenić rozmiary zwycięstwa. Spoglądał na ciała poległych Ezończyków, oraz krzątających się między nimi Tamuzańczyków i orków. Na dole stał Badun i spoglądał na swych towarzyszy zbierających ciała poległych. Orki zbierały ciała zabitych wrogów i zabierały, nikt jednak nie wiedział co się z nimi dalej dzieje. Ilu twoich żołnierzy poległo? – Milon zapytał Baduna Dziesięciu. Oddali życie za twego króla i naszego Boga rozszarpując wrogów – generał był wyraźnie zadowolony. Orki spisały się nadzwyczaj dobrze. A ilu naszych zginęło? – Zapytał oficera stojącego obok. Straty są ogromne. Czterystu czterdziestu zabitych i dwustu rannych., głównie od strzał – mina generała zbladła. Straty były ogromne, jednak taka była cena za nieznajomość wroga. Ciekawe co na to powie Dagous? Na pewno nie będzie zadowolony. Szczególnie że przybędzie aby zobaczyć zdobycie Jedegl. Tam również poniesiemy straty. Wiem. Stwierdzi, że skoro w tak małej bitwie ponieśliśmy tak wysokie straty w naszych chorągwiach, to następnych bitew nie wygramy – te słowa usłyszał Badun Niech twój pan pośle po moich rodaków do Cienistego Lasu. Jest tam nas dużo. My orki rozprawimy się z waszymi wrogami. Wybudowaliście nam świątynie i jesteście dla nas dobrzy. Dajecie nam żywność i złoto. Okażemy wam naszą wdzięczność. To jest jakaś myśl – Milon uśmiechnął się – Skoro tylu naszych poległo, a orków tylko kilku, Dagous zgodzi się aby już posłać po pozostałych do Lasu Cieni. Kiedy zwiększy zaciąg będziemy już spokojni o kolejne zwycięstwa. Pod warunkiem że nie zabraknie nam złota. To nie problem dla króla. Ruszajmy zatem na Jedegl. Niech żołnierze odpoczną do jutra. W południe wyruszymy. 11 maja po odpoczynku, Tamuzańska armia ruszyła w dalszą drogę, ku ostatniemu celowi – stolicy Ezo. Tego samego dnia z Eket wyruszył na czele stu żołnierzy Król Dagous. Do ochrony nie potrzebował więcej wojowników. Przy jego boku zawsze przebywało dwoje magów dbających o jego bezpieczeństwo, oraz dobrą radę. Magów było jeszcze bardzo niewielu na Kecie, tak mało że tych dwoje mogło odeprzeć każdy atak. Pierwszy z nich nazywał się Kormig i specjalizował się w czarach bitewnych, choć na większą bitwę się nie nadawał. Drugi zaś Nonduter miał rzadką umiejętność czytania w umysłach niektórych ludzi, niezależnie od tego gdzie się znajdowali. Poza tym był człowiekiem wielce uczonym, niejednokrotnie bywał w Newli, stolicy Królestwa Wiecznych Elfów. Nie wiedział jednak z czyjego mógł czytać umysłu. Po prostu jedni byli bardziej na to podatni niż inni. Nonduter ni potrafił odczytać umysłu Dagousa, choć Milon i Aren nie stanowili dla niego żadnej zagadki. Dzięki temu magowie wiedzieli niemal wszystko, co działo się w Tamuzie, a dzięki nim to samo wiedział również i Dagous. 16 maja obie grupy spotkały się pod drewnianą twierdzą Jedegl. Miasto było słabo przygotowane do obrony, a mieszkańcy nie wierzyli już w zwycięstwo. Większość z nich pogodziła już się z faktem iż od tej pory będą mieli nowego władcę. O tym jednak Dagous nie wiedział. Chciał zobaczyć swą armię w walce, chciał ujrzeć zdobycie miasta. Witaj generale Milon – Dagous podszedł do oczekującego go generała Wasza wysokość – Milon ukłonił się przed królem Widzę że odnieśliśmy zwycięstwo w tej wojnie. Stoimy teraz pod stolicą Ezo. Choć doszły mnie słuchy o wielu poległych. Czy to prawda? Tak mój panie. Wielu naszych żołnierzy poległo w ostatniej bitwie – Milon opuścił głowę – Ale orki spisały się nad wyraz dobrze – szybko dopowiedział Tak wiem. Już wydałem rozkaz aby Aren zwiększył ilość orkowych chorągwi. Jednak naszych żołnierzy również trzeba lepiej wyszkolić – Dagous spojrzał na osadę – Na razie jednak musimy całkowicie podporządkować sobie ten kraj. Czyń zatem swą powinność – Dagous zawrócił i usiadł na tronie umieszczonym na niewielkim podeście, skąd mógł obserwować całą bitwę. Rozkaz – Milon zwrócił się ku żołnierzom gotowym już do szturmu – Wszyscy do ataku!! Na Jedegl!! Masa wojska zerwała się ze swych stanowisk i ruszyła ku słabo bronionym palisadom Jedegl. Ostrzał z łuków był już znikomy, prawie wszyscy łucznicy polegli w bitwie o most. Orki z trollami bez problemu dotarły do bramy i roztrzaskały ją w drzazgi. W samym mieście nie doszło już do żadnych starć. Choć orki zabiły kilkunastu cywili, a sam Dagous kazał zabijać każdego, kto choćby krzywo spojrzał na Tamuzańczyka. W całym Ezo zapanował terror. Ktokolwiek nie zgadzał się z wolą króla szedł na tortury, bądź po prostu był wieszany na najbliższym drzewie. Król widząc „skuteczne” zaprowadzanie nowego porządku 20 maja wyruszył powrotem do Eket. Milon pozostał w Jedegl i kazał nieznacznie zmniejszyć represje. Zaś generał Aren ponownie ruszył do przerażającego Lasu Cieni, aby werbować kolejne orkowe chorągwie, co jak twierdził zajmie mu sporo czasu. Sama odbudowa strat poniesionych przez Tamuz, jak i zebranie nowej większej armii okazało się nie lada przedsięwzięciem. Kraj nie był przygotowany na takie nadwerężenia. Brakowało żywności, a administracja szwankowała. W dodatku sytuacja na północy zaczynała się komplikować. W sierpniu, tego samego roku Nonduter przybył zatem do Dagousa z istotną informacją. Mój panie – spokojne rzekł na wejściu Tak magu. Z czym do mnie przybywasz? Przynoszę ważną wieść z północy. Cóż to za wieść? Mówże zatem skoro to takie ważne – Król nieco się zniecierpliwił Lord Beorf, władca i pan Chemosu zaatakował bandytów w Martwych Wzgórzach – Król nagle pobladł Niemożliwe – Po chwili jednak uśmiechnął się – Właściwie to dobrze. Atak na te tereny to czyste szaleństwo. Tam nie da się walczyć. Wykrwawi tam swoje wojska, albo wda się w walkę z Esunem. I wtedy my wkroczymy do Chemosu, zajmiemy jego żyzne pola i liczne kuźnie. To świetna wiadomość. Kiedy Beorf wyruszył w Martwe Wzgórza? Walki w Martwych Wzgórzach zakończyły się już miesiąc temu – Mag chciał kontynuować ale przerwał mu król I co coś istotnego się wydarzyło? Wielkie poniósł straty? Beorf zniszczył obóz bandytów. Zdobył sporo broni i złota. Nie poniósł również ogromnych jakby można przypuszczać strat – Dagous usiadł bez słowa w fotelu i spojrzał na wiszącą mapę Kety. Nie powiedział już nic więcej, zaś mag na ten widok opuścił komnatę bez słowa. Ta wiadomość dla Króla była potworna. Tak wspaniałe zwycięstwo, w tak