Fantasy · 39 min czytania
BEORF. Król swego królestwa. III Nawała Nadciąga
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
III Nawała Nadciąga
Wkrótce w Eket doszło do kolejnej wielkiej uroczystości. Na głównym placu miasta, z licznymi fanfarami i ogólną kurtuazją Król Dagous ogłosił włączenie Chemosu do królestwa Tamuzu, a Beorfa ogłosił Lordem Chemosu, Marszałkiem armii Tamuzu oraz okrzyknął go Królewskim wasalem. Prócz tego na Lorda Ezo powołany został generał Milon, za co ten bardzo był wdzięczny Beorfowi. Lordem północnego Tamuzu został Aren, a swą twierdzą obrał miasto Huzet, zaś południowego Tamuzu mianowany został młody generał Zipre Xema, który był jednym z pierwszych ludzi noszącym nazwisko. On zaś kazał wybudować dal siebie zamek w Caside, 260 kilometrów w górę Naalhu od Eket. W ten sposób pierwsze pomysły Beorfa wchodziły w rzycie. Po wielkiej uroczystości Beorf wyjechał na kilka dni do Chemosu aby osobiście przekazać swym podwładnym nowe wieści, oraz wydać nowe rozkazy zarządcom. Amex i Kiseaso pozostali zaś w Eket i przystąpili do realizacji planów reorganizacji królestwa. Po tygodniu Beorf powrócił do stolicy i zajął się wszystkim osobiście. Przystąpiono do zmiany prawa, powołano sądy, wprowadził pismo i pierwsze szkoły. Kiseaso miał ponownie wybudować kamienne mury, lecz tym razem nie w jednym mieście, lecz w sześciu miastach naraz. Wiedział iż będzie to niezwykle trudne zadanie więc przystąpił do jego realizacji nie czekając na pozostałe zmiany. Amex miał jak zwykle zająć się armią. Jego zadaniem było wyszkolenie i uzbrojenie wszystkich żołnierzy jak i oficerów, co okazało się równie ciężkim zadaniem. Do zrobienia było wiele, armia Tamuzu była marnie wyszkolona, miał równie kiepską broń. W dodatku po ostatniej wojnie chorągwie były w rozsypce a morale było tragiczne. Żołnierze przebywali tam gdzie im się rzewnie podobało i wcale nie mieli zamiaru powracać do koszar. Ci zaś którzy pozostali z podziwem spoglądali na szeregowych w Chemoskim wojsku, lecz nie kwapili się aby im dorównać. Jedynie chorągwie Baduna nie wymagały żadnych działań, lecz Beorf kazał im uczestniczyć w szkoleniu. Chciał w ten sposób zgrać ze sobą wszystkie chorągwie, aby mogły wykonać każdy żądany od niego manewr. Ciągle jednak brakowało broni, kuźnie w Chemosie nie nadążały z produkcją a nowe w Eket nie były jeszcze gotowe do pracy. Szybko o tym problemie dowiedziały się krasnoludy, które teraz równie chętnie ściągały do zmieniającego się Eket jak do Beorfu. Kiedy Lord Chemosu przebywał w pałacu Dagousa przybył tam jeden z ważniejszych kupców z Gór Sajsi, Gokurmo. Mimo iż krasnolud przeszkodził mu w rozmowie z Amexem i Arenem o przyszłym kształcie armii, to przyjął go chętnie. Handel z krasnoludami był niezwykle ważny dla powstającej potęgi. Witaj szanowny Gokurmie – rzekł Beorf na wstępie Witam. Przejdę od razu do rzeczy. Będziecie potrzebować wkrótce ogromnej ilości broni. Dla orków jak i dla ludzi. A my możemy wam jej dostarczyć, tyle ile będziecie potrzebować – Krasnoludy zawsze kierowały się chęcią zysku, zatem kiedy chodziło o interesy nie rozmawiali o niczym innym. Z tym poradzimy sobie sami. Nasze kuźnie które tu powstają podołają temu zadaniu. Ale ta broń nie dorówna naszej. Nasze topory rozłupią każdą zbroję, a miecze przebiją każdy pancerz plugawych stworów. Nie mówiąc o naszym żelazie, któremu żaden materiał na Kecie nie dorównuje. Dlatego też kupujemy od was rudę – Beorf wydawał się nieugięty Samo żelazo jeszcze nic nie znaczy. Chodzi o sposób wykonania – Gokurmo uśmiechnął się, wiedział iż na ten atut Beorf nic nie mógł poradzić Nieważne. Nie potrzebujemy waszej broni, jeśli to wszystko czego chciałeś to muszę cię przeprosić. Obowiązki mnie wzywają – krasnolud odwrócił się i wyszedł bez słowa wyraźnie obrażony. Ta rozmowa był krótsza niż się spodziewał. Liczę że zbytnio się nie obraził. Potem może nie przyjechać do Eket – rzekł Aren Nie znasz krasnoludów. Chęć zysków przywiedzie go tu ponownie. Choćbym wyraził się mniej grzecznie zyski z handlu wcale by nie spadły. Sporo tu zarabiają i tak łatwo z tego nie zrezygnują. Ale twa decyzja i tak była nierozsądna. Wiesz że będziemy potrzebować tej broni – powiedział Amex Zrobimy własną jak w Chemosie! – ta wypowiedź wyraźnie zdenerwowała marszałka Zdajesz doskonale sobie sprawę, iż nie udało się wprowadzić zakazu zakupu krasnoludzkiego oręża. W dodatku nie damy rady wyprodukować tyle broni aby wyposażyć dziesięciotysięczną armię. Kuźnie w Chemosie są już nadwerężone, a te które tu budujemy będą gotowe za jakiś czas, nie mówiąc już o produkcji. Wybudowaliśmy tyle młynów, pól i wiosek to zdołamy i kuźni. Nie mówiąc o broni Stać nas na kupno tej broni – Aren spróbował rozładować sytuację – porozmawiam z królem, na pewno się zgodzi aby wyłożyć tyle złota ile potrzeba. Zresztą i tak nie mamy dość siły roboczej do pracy w kuźniach, wszyscy albo pracują na polach albo przy budowie murów. Dobrze więc – Beorf dał za wygraną – Przekonaliście mnie. Zakupimy zbroje i broń od krasnoludów. Uzbroimy w nią żołnierzy z Chemosu i stworzymy z nich elitarne chorągwie. Zaś ich broń przekażemy nowo wyszkolonym Tamuzańczykom. Resztę wyprodukujemy sami. Amexie idź do Gokurmona i powiedz mu o zmianie mojej decyzji. Tak jest – Amex opuścił komnatę i ruszył w dół po schodach. Po drodze spotkał go Kiseaso. Witaj Amexie, czy Beorf przebywa w swej komnacie? Tak, lecz rozmawia się z nim ostatni bardzo ciężko. Władza nad Chemosem mocno go zmieniła. Ludzie chyba już nie pamiętają jaki był przed rewoltą. Miły, uprzejmy, pełen życia. Teraz … chciwy zachłanny i brutalny Amex zamyślił się nieco. My to pamiętamy. Jak sądzisz czy kiedyś znów będzie tak jak dawniej? Spokojny żywot w rodzącym się i wesołym Chemosie? Miejmy na to nadzieję – Amex ruszył w dół zaś Kiseaso podążył do Beorfa. Kolejne dwa lata były bardzo ciężkie. Nad władzami Tamuzu spoczywało ważne i trudne zadanie. Reorganizacja całego kraju, gospodarki, administracji i armii kosztowała wiele pieniędzy i nerwów. Pierwszą rzeczą jaką zmodernizowano był administracja. Każdy z Lordów miał zbudować w stolicy poszczególnych dystryktów zamek i koszary dla wojska. Ów zamek miał być ostoją władzy Króla i siedzibą urzędników. Na nich również miał spoczywać ciężar rozwoju podległego im regionu. Choć na początku we wszystkim uczestniczyli Kiseaso i Beorf. Pomysł okazał się trafny i wkrótce poczęto wyglądać efektów. Kraj zaczynał rozwijać się coraz to szybciej, a każde z powstających miast stawało się niezależnymi ośrodkami handlowymi. Zbudowano sieć dróg, w tym najważniejszą z Beorfu do Eket. Zbudowano również sieć konnych kurierów, tak więc Beorf niw musiał już wszędzie jeździć osobiście. Choć konie były rzadkości, przez co i były drogie to całość w pełni się opłacała. Nie zabrakło również nowych świątyń Daaxa, czego sam bóg zarządzał od Beorfa zsyłając do niego jednego ze swych aniołów. Tego Lord Chemosu nie mógł odmówić i każda nowa świątynia budowana była w pierwszej kolejności przed innymi budynkami. Choć Daax nie był zadowolony iż w Eket stoi również świątynia Afabolisa, a niektórzy ludzie czczą tego boga, to jeszcze w tamtych czasach nie był to powód do zamartwiania. Najszybciej rozwijało się właśnie Eket. Kiseaso chciał aby stolica była godna całego królestwa, lecz płac Dagousa nie był już tak piękny jak ten Lorda Beorfa w Chemosie. Beorf zaś obserwując na bieżąco rozwój nowego Tamuzu stwierdził iż czas na wielki plan Króla, podbój Talgidru. Chorągwie Tamuzu były już dostatecznie wyszkolone, a broni ciągle przybywało. Trzeba jedynie było zwiększyć liczebność wojska. Kazał więc rozplanować następująco całą armię: Trzy tysiące żołnierzy miało pochodzić z Chemosu i uzbrojeni mieli być w broń krasnoludów i elfie łuki. Prócz najlepszego wyszkolenia Beorf miał najlepiej uzbrojonych i całkowicie lojalnych mu żołnierzy. Tysiąc pod dowództwem generała Amexa na stałe miał znajdować się w Chemosie, zaś pozostałe dwa tysiące pod generałami Refinem i Xatem Khunem swe stanowiska mieli w północnym Tamuzie, jako przygotowanie do ewentualnej ofensywy. Kazał zwiększyć liczebność orków do tysiąca i trolli do sześćdziesięciu, zaś dowództwo nad nimi objął generał Badun. Ten wraz z orkami mieli pozostać w Eket. Wszyscy generałowie poza nim, dowodzili na stałe jedynie tysiącem żołnierzy. Z dwustu dwudziestu żołnierzy z Chemosu i Tamuzu utworzono straż królewską, również uzbrojoną w krasnoludzką broń. Pozostała część armii stanowiło sześć tysięcy Tamuzańczyków, uzbrojonych w starą broń Chemosu jak i nowo wykutą już we wszystkich kuźniach Królestwa. Te sześć tysięcy podzielono następująco. Pierwszy tysiąc trafił pod skrzydła Zipre Xemy w Caside, drugi pod wodzą Arena znalazł się w Huzet, trzeci pod Milonem w Jedegl, czwarty pod generałem Wiriemem stacjonował w Oruti, piąty znalazł się w Auro, a dowodził nim Fehli Ubidys i szósty, ostatni dowodzony przez Kyforga Iwajepa znalazł swe miejsce w Eket. Mimo to w każdy mieście zorganizowano po trzystu strażników pilnujących porządku, ci jednak nie byli regularnymi żołnierzami i Beorf rozkazał iż mogą walczyć jedynie w obronie miasta. Takie rozmieszczenie armii pozwalał na skierowanie ofensywy w dowolnym kierunku, jak i skuteczną obronę przed ewentualnym atakiem. Wyszkolenie nowych żołnierzy nie zajęło już zbyt wiele czasu. Tak więc wszyscy spodziewali się rychłego ataku na Talgidr. Jednak Beorfa zaczęła niepokoić inna rzecz. W tajemnicy wraz z Fagrilem i Amexem ruszyli na zamek Lorda Arena w Huzet. Tam po kolacji Beorf począł wyjaśniać wszystkim cel tej wizyty. Niepokoi mnie pewna sprawa. Mianowicie, cóż to za ważna sprawa iż musimy się potajemnie spotykać? – Zapytał uśmiechnięty Aren Przecież wszystko idzie doskonale, kraj rozwija się bez problemów – odpowiedział Fagril Nie w tym rzecz. Sprawy dotyczą bezpieczeństwa i to wewnątrz królestwa. Zanim zaczniemy nową wojnę chciałbym załatwić tą sprawę. Kto zagraża naszemu krajowi? – Zapytał Amex Nonduter i Kormig Ci magowie? – Aren wyraźnie się zdziwił, lecz nie Amex. On sądził iż po prostu Beorf chce w ten sposób poszerzyć swe i tak wielkie już wpływy – Przecie oni nam pomagają. Sam Nonduter zaproponował sojusz z tobą, poza tym strzegą króla i doradzają mu. I to mnie martwi. Oni wiedzą o wszystkim co dzieje się w królestwie. I przekazują to Dagousowi, lecz kto wie czy nie zmieniają czasem jakichś faktów. Choć mają strzec bezpieczeństwa to zagrażają nam wszystkim po równo. Jedno ich słowo może zniszczyć każdego z nas. Ale dlaczego mieli by to robić? – Spokojnie zapytał Amex Choćby dla władzy. W końcu są niepokonani – te słowa wypowiedział już Aren choć głos chciał zabrać Beorf – Nikt nie jest w stanie z nimi wygrać w walce. I to jest główny powód. Trzeba coś z tym zrobić. Musimy się ich pozbyć. Najlepiej było by ich zabić, lecz kto to uczyni? – Zapytał Fagril Trzeba porozmawiać z Milonem i Badunem. Orki z pewnością załatwią sprawę. Najpierw musicie udać się do króla i powiadomić go o swych planach – Amex wiedział iż już nie zmieni ich decyzji, mógł jednak jeszcze spróbować ocalić magów – to on musi wydać na nich wyrok. Najpierw udamy się do Milona. Na pewno nas poprze, a z jego głosem z pewnością przekonamy Dagousa – odpowiedział Beorf Zatem ruszajmy do Eket – zakończył Aren Dwa dni później 20 lutego wszyscy dotarli do stolicy Tamuzu. Tam, w karczmie na placu przed pałacem Dagousa spotkali się z Milonem. Naprzeciw karczmy znajdował się wysoki budynek z kamienia, siedziba obu magów. Od razu przedstawili swój plan, na co generał zareagował tak jak przewidzieli. Z chęcią zgodził się na pomoc, on również widział w tym możliwość zwiększenia swych wpływów u króla. Jeszcze tego samego dnia spotkali się z Dagousem. Ten choć nie chciał nikogo przyjmować nie miał innego wyboru, u jego drzwi stanął marszałek z trzema najważniejszymi generałami. Beorf pokrótce przedstawił mu swe plany i powody swego działania. Przyznam iż nie za bardzo mi się to wszystko podoba. Całkowicie im ufam, jak do tej pory wcale mnie nie zawiedli. Zresztą nie macie żadnych podstaw aby tak sądzić. Kiedy zaczną działać już nikt ich nie powstrzyma. Nasz kraj jest potężny, a to może ich skusić. Musimy się ich pozbyć teraz – dopowiedział Milon I ty Milonie dałeś się zwieść. Jak dotąd doceniałem twą mądrości Lordzie Beorfie, lecz teraz ogarnia mnie zwątpienie. Wy wszyscy daliście się zwieść tej dziwnej i nierozsądnej myśli. Panie. Marszałek Beorf ma całkowitą rację. Musimy działać szybko – rzekł Aren Skąd te brednie! – Dagous był już wściekły – Nie wierzę, aby ci magowie komukolwiek zagrażali! Rozmawiałem o tym z bogiem Daaxem – Beorf musiał skłamać. Zbyt bardzo obawiał potęgi magów. Lord Chemosu nigdy nie rozmawiał o sprawach wewnątrz kraju z Daaxem ani z żadnym z jego aniołów. To jednak musiało przekonać króla – Nasz opiekun ostrzegł mnie przed nimi. Ja zaś wiem że jego wola jest słuszna i tej woli muszę słuchać. Ech ci bogowie. Najpierw orki i ten ich fanatyzm Afabolisa, teraz ty Beorfie. Mówię wam bogowie nas kiedyś zgubią jak i cała Ketę. Cóż … skoro twój ukochany Bóg tak twierdzi, niech i tak będzie. Zabijcie magów. Tylko zróbcie to po cichu. Rozkaz – wykrzyknęli wszyscy chórem, prócz Amexa i opuścili komnatę. Milonie – rzekł Beorf do generała, kiedy schodzili po schodach do Sali tronowej– udaj się teraz do Baduna i przekaż mu nowe rozkazy króla. Tylko orkowie będą w stanie ich zgładzić. Tak jest. Zrobię to z najmilszą chęcią – Milon zasalutował i pobiegł do koszar. To jednak miało zająć sporo czasu. Tymczasem Beorf, Aren, Amex i Fagril udali się do tej samej co poprzednio karczmy. Była już noc i na placu pośród leżącego jeszcze śniegu nie było żywej duszy. Tam w spokoju czekali na atak. Jednak czas zadziałał na ich niekorzyść. Beorf chyba zapomniał o głównej umiejętności Nondutra. Ten właśnie kładł się do swego łoża gdy nagle w głowie poczuł obecność zagrożenia. Odruchowo zaczął przeglądać te umysły, które był w stanie, aż dotarł do Milona biegnącego ku koszarom orków. To co dostrzegł w jego myślach przeraziła go. Król wydal na nich wyrok śmierci, generałowie przekonali go do tego, a Milon właśnie przekazywał rozkaz Badunowi. Nie mógł w to uwierzyć. Szczególnie iż wiedział o tym sam Aren i co gorsza poparł ten cały szalony plan. Wiedzieli o tym wszyscy i wszyscy byli przeciwko nim. Nonduter zerwał się z łoża i ruszył do pokoju Kormiga. Kormig! Zbudź się! – Nonduter zaczął potrząsać śpiącym towarzyszem – Zbudź się! Grozi nam niebezpieczeństwo! O co chodzi? Co się z tobą dzieje?! Król kazał nas zabić. Musimy uciekać. Wkrótce będzie tu Badun z orkami. To jakiś nonsens. Dlaczego miałby chcieć naszej śmierci? Nie wiem, trzeba stąd uciekać! Stoją za tym wszyscy, nie mamy szans. Opanuj się. Stawimy im opór. Nie wezmą nas żywcem, a ja jestem w stanie się z nimi rozprawić – Kormig powoli podniósł się i spokojnie przywdziewał swe szaty. I co dalej? Ludzie uznają nas za wrogów. Będziesz wtedy chciał tu pozostać? Poza tym uderzą na nas z taką siłą, iż nie damy im rady. Posłuchaj mnie. Pakujmy się i uciekajmy z miasta … uciekajmy z Tamuzu. Dobrze. Trzeba zabrać najważniejsze rzeczy. Musimy zdarzyć zanim tu przybędą. Podczas gdy Milon i Badun z grupa stu orków zmierzała na rynek, Nonduter i Kormig wymknęli się z budynku i wąskimi ciemnymi uliczkami między domostwami dotarli do jednej z bram Eket. Choć te na rozkaz Generałów zostały zamknięte to Kormig obalił strażników i otworzył bramę. Żaden ze strażników nie wzniósł alarmu, więc oboje opuścili bezpiecznie miasto. Tam też ich drogi się rozeszły. Kormig podążył na południe do jeszcze nie narodzonego Haliburgu, zaś Nonduter na wschód do Tugeh, stolicy Ahadu i jego Króla Esuna. Tymczasem orki roztrzaskały drzwi do domostwa magów i poczęły przetrząsać całą siedzibę. Z kraczmy wyszli Beorf i jego towarzysze jak i jeszcze trzeźwi mieszkańcy miasta aby zobaczyć co się dzieje. Marszałek i jego generałowie ruszyli ku stojącemu przed budynkiem Milonowi. Z budynku wyszedł Badun i powiedział cos generałowi. Kiedy już wszyscy znaleźli się na miejscu Milon rzekł: Uciekli. Uczynili to w pośpiechu, zostawili wiele cennych rzeczy. Widać wiedzieli co ich czeka. I miejmy nadzieję że już tu nie wrócą – odpowiedział zadowolony Beorf Być może naprawdę coś mieli na sumieniu skoro uciekli na wieść o tym, co ich czeka – Choć Amex nie do końca dowierzał własnym słowom, zaczynał myśleć iż decyzja była słuszna. Choć cieszył się iż magowie przeżyli. Teraz więc możemy przystąpić do dalszych działań – Rzekł do siebie Beorf Kolejne dni generałowie spędzili na planowaniu wojny z Talgidrem. Beorf chciał jednak wiedzieć dokładnie jak wygląda kraj Nifuna. Kazał więc wyszkolić szpiegów tak aby zbierali wszelkie istotne informacje. Mieli się tam przedostać wraz z kupieckimi karawanami nie wzbudzając podejrzeń i w zwykłej rozmowie wyciągać wiadomości o armii, organizacji kraju i co najważniejsze zdobyć mapy wrogiego terytorium. Szpiedzy spisywali się doskonale więc marszałek kazał najmować ich na stałe i wysłać do wszystkich sąsiednich państw. W ten sposób powstała ogromna sieć informacji które trafiały do Beorfa, a od niego do króla. Dagous był zadowolony, okazało się bowiem iż ten pomysł jest dużo skuteczniejszy niż umiejętności Nondutra. Dagous rozkazał aby szpiedzy znaleźli się również wewnątrz Tamuzu aby donosić o wszelkich nadużyciach i próbach buntów. To jednak Beorf uczynił już dużo wcześniej. Dzięki wszystkim tym informacją mógł przystąpić dokładnie do realizacji planu podboju Talgidru. Nie chciał popełnić błędu Milona, który nie wiedział z jakim ma się zmierzyć przeciwnikiem i swego własnego z Martwych Wzgórz. Tam nieznajomość trenu kosztował go życie wielu żołnierzy. W Talgidrze było niespełna dwa tysiące wojowników, gdyż do żołnierzy jeszcze im wiele brakowało. Teren zaś był sprzyjający, większość kraju leżała na Równinie Tamuzańskiej, na której skuteczna obrona była słabym punktem każdej armii. Jedyny problem stanowiły Góry Brunatne na południu kraju. Tam leżały dwie ważne osady Rupte i Ibedeux. Tam też Beorf kazał wysłać silniejsze oddziały pod dowództwem Arena. Generał Aren dostał pod swe rozkazy trzy tysiące żołnierzy, w tym tysiąc orków Baduna. Zaś Beorf na czele dwóch tysięcy żołnierzy z Chemosu miał ruszyć prze równinę na Zyxibu, stolicę Talgidru. Beorf chciał tą wojnę poprowadzić w inny sposób niż walczono do tej pory. Powoli i ostrożnie, planując każde uderzenie i każdą bitwę. Częściowo miało mu się to udać, choć nie do końca. Tak więc cień zapadł już na północną część Kety. Po dodatkowym roku przygotowań nad granicą Talgidru stanęło pięć tysięcy żołnierzy Królestwa Tamuzu. Dokładnie dziewiątego lipca w piątek 4824 roku przed erą imperium nadszedł rozkaz od króla o ataku na Talgidr. Tego samego dnia Marszałek Beorf i generał Aren poprowadzili swe wojska ku swym celom. Beorf miał ze swoja armia do przebycia 229 kilometrów, zaś Rupte, znajdowało się jedynie o 166 kilometrów od granicy z Tamuzem. Mimo to Beorf dotarł do celu pierwszy. W stolicy Talgidru już spodziewano się ataku. Kiedy wojska okrążyły osadę, Beorf rozkazał łucznikom aby ostrzelali Zyxibu. W tym samym momencie piechota z drabinami miała się szykować do zdobywania palisady. Ta była pionowa bez żadnych dodatkowych zabezpieczeń o czym wiedział Beorf. Kiedy ostrzał ustał żołnierze ruszyli do szturmu, gdzieniegdzie na palisadzie pojawili się łucznicy, lecz niewiele mogli zdziałać. Zbroje i hełmy wykute przez krasnoludów spisywały się nad wyraz dobrze. Bez mniejszych strat dopali drewniane bele palisady i poczęli wspinać się po drabinach na szczyt. Tam walka nie trwała zbyt długo i żołnierze bez problemu przebili się do bramy. Kiedy tylko Beorf zauważył iż wrota otwierają