Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 6 min czytania

Beresteczko

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Prosimy, opowiedz coś! Karczmarzu, nalej zacnemu żołnierzowi złocistego trunku! - Ale jestem tylko prostym husarzem, żołnierzem z zawodu, i powołania, znam się na bitwach, ataku, i szermiece, nie potrafię wysłowić się w piękny sposób w jaki robi to każdy poeta. - Co z tego? Chcemy posłuchać o bitwach, szwedzi nam grożą, a ty pamiętasz dni chwały naszego wojska - Dobrze, skoro tak prosicie, postaram się wam jednak przedstawić bitwę pod Beresteczkiem, a właściwie decydujący, trzeci dzień, tak, jak ja ją widziałem. Ja, żołnierz księcia Jeremiego Wiśniowieckiego. Bez fałszywych upiększeń, prawdziwie, to co my sami dokonaliśmy i widzieliśmy. Usiądźcie wygodniej. A wszystko zaczęło się...

-W szeregu! Równać, mówię! Zmiażdżymy ich! – krzyczał nasz hetman, przejeżdżając przed pierwszą linią husarii, w której i ja byłem. Kolano przy kolanie. Kopie jeszcze trzymane pionowo, ale gotowe by użyć ich w pełnym galopie, by przebić ciała wrażych oddziałów. I to oczekiwanie...nerwowe oczekiwanie na tak upragniony sygnał do ataku. Nie zrozumie tego nikt, kto nie służył w husarii. Wczoraj wieczorem spadły dwie gwiazdy. Co prawda przyjaciele żartowali że to „Chmielnickiemu na pohybel” ale chyba każdy obawiał się by to nie była jego gwiazda... Oczekiwanie... rosło z minuty na minutę. Tam w polu, ginęli nasi towarzysze i przyjaciele, ale my, husaria, musimy czekać na rozkazy, by wejść do boju w odpowiednim momencie i przełamać linię przeciwnika. W końcu książę Jeremi wydał rozkaz. Wtedy... Ruszamy, zrazu powoli, kłusem, lecz z każdym uderzeniem końskiego kopyta, coraz szybciej i szybciej, przechodzimy w galop... Kozacy byli coraz bliżej!... jednak za wcześnie nas zobaczyli, usłyszeli nasz galop, i część ustawiła się frontem do nas. W naszą stronę wysunęli się ci, którzy byli uzbrojeni w piki, by osłabić nasze uderzenie na nieosłoniętą piechotę, ogarniętą chaosem i paniką na sam nasz widok. Parędziesiąt metrów od linii, w którą mieliśmy uderzyć, ja i moi towarzysze opuściliśmy kopie, husarskie skrzydła łopotały w tym szaleńczym pędzie... Uderzenie! Decydujący moment w którym przełamujemy ich szeregi niczym topór rozcinający na dwoje kawał drewna. Tryskająca krew, trzask łamanych kości i krzyk ludzki... Koń towarzysza obok, zraniony w szyję, zrzucił jeźdźca. Ten upadł ze chrzęstem zbroi na ziemię, kiedy próbował wstać, jakiś kozak ciął go zakrzywioną szablą w skroń. Upadł, niczym rażony gromem. W tej samej chwili kozak został pchnięty koncerzem w twarz przez innego husarza. Zsunął się powoli po ostrzu na ziemię. Wtedy książę Jeremi zarządził odwrót. Jeszcze w czasie oddalania się formowaliśmy ponownie szyk. W połowie drogi byliśmy gotowi do powtórnego uderzenia, ale jechaliśmy jeszcze by uderzyć z większa mocą, zmiażdżyć przeciwnika.... Książę w końcu nakazał ponowny atak... zrobiliśmy zwrot, i znowu do ataku! Ziemia znowu drżała pod konskimi kopytami, a nasze husarskie skrzydła....…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Beresteczko — czytnik · opowiadania