Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Romans · 7 min czytania

Berlińska zdrada

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Nie chodziło o udowodnienie czegoś, pozbycie się kompleksów, zemstę czy jakiś niezwykły pociąg fizyczny. Nie chodziło nawet o przypadkową okazję, bo ciężko nazwać jechanie sześciuset kilometrów międzynarodowym pociągiem spontanicznym wypadkiem przy pracy.

Było to brutalnie, co do szczegółu zaplanowane. Zimne, skalkulowane, opracowane. Po co? Cały czas zadawała sobie to pytanie. Teraz nie wie. Ale wtedy wiedziała.

Berlin-Alexanderplatz. Podczas prawie sześciogodzinnej podróży miała wystarczająco dużo czasu by wyliczyć, że ostatni raz była tu dokładnie 267 dni temu. Dziwne, myślała, że minęło znacznie dłużej niż rok. Nie był to najbardziej okazały z berlińskich dworców, w porównaniu do wyglądającego jak port kosmiczny, wielopoziomowego Hauptbahnhof wypadał nawet dość blado. Nadal jednak, po wspomnieniu przeludnionego, nieudolnie remontowanego na potrzeby Euro 2012 warszawskiego Centralnego, musiała przyznać, że jest bardzo przyzwoity.

Będzie czekać? Powinien. Choć tyle mógłby zrobić. Czemu właściwie tu przyjechała? Czego oczekuje? Kilka dwukropków z gwiazdkami i mniej niż trzy na Skype, a ona już proszę, jest oto w stolicy Niemiec, cała dla niego. Nieważne co zostawiła w Warszawie. Nieważny chłopak, mieszkanie, studia. Nic nie było ważne, bo chciała sobie zaszaleć. Czy o szaleństwo chodziło? O przygodę? Nie.

Poznała go od razu. Nie widziała go jeszcze dłużej niż berlińskiego dworca. 268 dni. Ale te kilka miesięcy temu to ona nie chciała, by ją odprowadzał, nie chciała pożegnań. Kazała mu wyjść w nocy, kiedy spała. Nie chciała płakać. Ale i tak płakała. Nie zmienił się wcale. Te brązowe oczy, te lśniące w słońcu miedzią włosy. Stado motyli poderwało się do lotu w jej żołądku, nogi stały się miękkie jak z waty i ciężkie jak z ołowiu. Jak zwykle, podszedł jakby od niechcenia, nawet specjalnie się nie uśmiechnął. Wyglądał jakby mu nie zależało. Wiedziała, że tak nie jest. Choć może sobie to wmawiała?

Z początku było dziwnie, trochę sztucznie. Jak powinna się zachować? Rzucić się na szyję, podać rękę, pocałować, uśmiechnąć, a może nie zrobić nic?

- Hallo Schatz. Schön dich zu sehen.

Wystarczyło. Już była jego. Zarzuciła mu ręce na szyję, on przytulił ją mocno. Zapach, który ją otulił, przeniósł ją w czasie. 268 dni nagle skurczyło się do długości sekundy. Nie miało znaczenia nic, co przez ten czas się wydarzyło, nie miały znaczenia jego romanse i jej związek. Byli znów razem, choć miało to już nigdy nie nastąpić. Gdy przyjechała do Niemiec na wymianę, miała silne postanowienia przeżycia prawdziwej przygody. Rzucenia się w wir nowych znajomości, bez zahamowań i strachu. Nic jej nie ograniczało, żadne związki czy relacje, wszystko co zostawiła w domu było przeszłością. Uciekła od swojego życia i przez pół roku była kimś innym. Poznała jego, zakochała się z perspektywą, że miłość ta skończy się jak sen i nigdy więcej nie powróci.

Tak było. Wróciła do Polski, do Warszawy. Oddzieliła grubą kreską swoje berlińskie życie, udała, że to wszystko było snem, kiepskim romansem klasy B. Nie byłaby w stanie związać swojej przyszłości z innym krajem. Tu był jej dom, jej ojczyzna, rodzina, przyjaciele. Tu wszystko

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%