Przygoda · 8 min czytania
"Bernard" - 2: "Pierwsze starcie&qu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
"Bernard"
2. „Pierwsze starcie”
Już od piątej rano przy zamku była ogromna kolejka młodzieńców chętnych aby wstąpić do wojska Grotexu. Rekrutacja przebiegała nawet szybko. Było 20 stanowisk, a w każdy z nich jakiś medyk sprawdzał jedynie stan uzębienia, przeczesywał włosy w poszukiwaniu wszy i kazali zakaszleć. Bardziej skrupulatni mierzyli jeszcze wzrost, obwód klatki piersiowej i osłuchiwał pierś potencjalnego wojaka. Obok siedzieli jacyś starsi jegomoście i zapisywali pomiary wraz z danymi personalnymi. Dla Bernarda, który już przed piątą ustawił się ponad 10 metrów od najbliższego stanowiska rekrutacyjnego przebiegało to i tak zbyt wolno. Dopiero przed jedenastą rano był już na tyle blisko, że przydzielili go do czwartego punktu rekrutacyjnego. Wówczas usłyszał jak młodzi mężczyźni nagle jakby bardziej ożywieni o czymś dyskutować. Na początku słyszał tylko strzępki rozmów: - Czy to pewne, że tutaj przybędzie? - Słyszałem, że będzie tu jeszcze przed dwunastą. - Bardzo chciałbym go zobaczyć na własne oczy… Bernarda początkowo nie obchodziło o kogo chodzi. Ale z tych rozmów wynikało, że ma być ktoś naprawdę ważny…. A może sam Król Wacław tutaj przyjedzie? Dopiero po piętnastu minutach postanowił szturchnąć bardziej barczystego mężczyznę stojącego przed nim, żeby w końcu się dowiedzieć o kogo chodzi. - Przepraszam, czyżby mówicie o samym królu? Barczysty mężczyzna z ciemnymi włosami związanymi w kitkę powoli odwrócił głowę. Jego szare oczy spojrzały niezbyt przyjaźnie. - Król?! Czyś ty oszalał? - Wobec tego o kim mówicie? - Przyjedzie prawa ręka króla: rycerz Edward Hens. Wszyscy w Grotexie znali to imię. Bernard pierwszy raz usłyszał o nim mając około 15 lat. Wiedział, że pochodził On z zacnego rodu, gdzie tradycją było, że każdy mężczyzna stawał się rycerzem. Jego dziadek przyczynił się do zwycięstwa w ostatniej wojnie jaka przetoczył się tu ponad 100 lat temu. Sam Edward co roku wygrywał główny turniej rycerski. Bernard zaczął przypominać sobie różne historie, jakie słyszał o walecznym Edwardzie. Z zadumy wyrwał go stukot kopyt. Odwrócił wzrok. Początkowo oślepiło go odbite światło słoneczne z lśniącej zbroi. Ale po już po chwili mógł zobaczyć, jak na białym koniu, w srebrnej zbroi jedzie wysoki mężczyzna. Głosy w tłumie potwierdziły hipotezę Bernarda – był to Edward. Rycerz Edward podjechał obok piedestału, który stał pośrodku stanowisk rekrutacyjnych. Zszedł z konia i donośnym głosem zaczął przemawiać: - Witajcie rekruci. Jestem Edward Hens. Przybyłem tu, aby w imieniu króla ogłosić, że już jutro wyruszamy na północne obrzeża naszego królestwa. Są już tam rozstawione namioty oraz jest też przygotowany plac szkoleniowy. Każdy z was otrzyma miecz, tarczę i kolczugę. Lecz miano rycerza, jak wiecie jest nadawane giermkowi dopiero podczas ceremonii pasowania. Wy będziecie na razie walczyć w najbliższej wojnie. Ci którzy przeżyją na pewno będą mogli uzyskać od króla ten przywilej nazywania się rycerzem. A teraz bywajcie… i szykujcie się na wielkie starcie. Edward z powrotem wsiadł na swojego białego konia i odjechał w kierunku zamku. Pozostały czas Bernard w oczekiwaniu na swoją kolejkę do medyka spędził na rozmowie z nowo poznanym kompanem. Zanim przyszła kolej na niego wymienił z Cezarym – bo tak barczysty miał na imię – kilka uwag na temat życia. Później podczas jechał z nim wspólnym wozem na północne obrzeża królestwa. Podczas podróży obaj zaczęli wyjawiać coraz więcej o sobie. Gdy dojechali do celu obaj poprosili, żeby przydzielili ich do wspólnej grupy bojowej. Dopiero w kolejny dzień dowiedzieli…