Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 7 min czytania

"Bernard" - 5: "Złe wieści"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

5. „Złe wieści”

Jedynie co kochał bardziej Cezary od swojej narzeczonej Marty, to jedzenie. Mógł jeść zawsze i wszędzie. Myślał o jedzeniu nawet podczas walki. Taki wilczy apetyt sprawił, że wyrósł na takiego osiłka, a dzięki temu, że uwielbiał też wysiłek fizyczny spożyte kalorie szły w większości w mięśnie. Jakże bardzo się ucieszył, gdy na śniadanie oprócz porządnej porcji jajecznicy były jeszcze wszelakiego rodzaju kiełbasy. Po tak pożywnym śniadaniu mógł przystąpić do działań. Zastanowiło go jednak czemu na śniadaniu nie było jego nowego druha. Postanowił przejść się po zamku w poszukiwaniu Bernarda. Przeszukanie wszystkich komnat niebyło możliwe, więc sprawdził najpierw te, które zdążył poznać już wczoraj. Nigdzie jednak go nie było. Została się jedyna możliwość: jego komnata sypialna. Chociaż opcja, że Bernard mógł zasnąć, była dla niego dziwna. Gdy wszedł do jego komnaty serce zaczęło szybciej mu bić. Bernard leżał całkowicie ubrany na podłodze na plecach z dziwnie wyciągniętymi nogami i rękami. Podszedł bliżej i zobaczył po lewej stronie głowy małą staruszkę krwi. Pospiesznie szturchnął swojego kompana i zaczął wręcz krzyczeć: - Bernardzie, obudź się! Dopiero po dziecięciu sekundach Bernard zaczął marszczyć brwi i wydawać z siebie niezadowalające pomruki. Wtedy Cezary równie głośno powiedział: - Leż spokojnie, ja biegnę po medyka. Po czym wyskoczył z prędkością błyskawicy. W mig przemierzył długie korytarze zamku i w ciągu dwóch minut znalazł się w sali medyka. Nic nie mówiąc pochwycił go swą silną ręką i zaczął ciągnąć za sobą. Zaskoczony medyk nawet nie opierał się swojemu porywaczowi. Tym razem potrącił przy okazji paru innych rycerzy, którzy patrzyli na niego jak na wariata. Zresztą widok biegnącego silnego mężczyzny trzymającego za rękę medyka faktycznie był bardzo dziwny. Nie uszło to zatem uwadze samemu Edwardowi, który właśnie też przechodził tym korytarzem. Wiedział, że coś musiało się stać, postanowił pobiec za nimi. Gdy już wchodził w korytarz w którym znajdowały się drzwi do sypialni Bernarda, zobaczył jak idzie dość chwiejnym krokiem. Zdenerwowany zaczął krzyczeć: - Co robisz? Miałeś leżeć! Bernard trzymając cały czas lewą rękę na głowie powoli zaczął go uspokajać: - To tylko guz, od uderzenia. Nie mamy czasu, muszę Ci coś pokazać. Wtedy podbiegł Edward. Widząc zakrwawioną część głowy za którą Bernard cały czas się trzymał zapytał: - Co w ogóle się stało? - Mały wypadek. Zaraz wam wszystko opowiem, tylko najpierw coś musze pokazać, bo mi nie uwierzycie. Z przejęcia Cezary zwolnił uścisk dłoni i tym samym wyswobodził medyka. Ten bez żadnych zbędnych słów sam podszedł do Bernarda i zaczął oglądać jego ranę. - Wszystko w porządku? - Spytał Edward. - Ma rację - Odrzekł medyk - To tylko bardzo paskudny guz… Od dość mocnego uderzenia. - Przecież mówiłem. A teraz chodźcie. - Zalecam jednak odpoczynek i zimny okład! - Pośpiesznie wymamrotał jeszcze medyk, widząc jak Bernard wyrwał się do przodu. - Później! – Odrzekł nie odwracając się i szybszym już krokiem zaczął iść przed siebie. Cezary i Edward szli za nim nie odzywając się na razie ani słowem. Doszli aż do najdłuższego korytarza w zamku. Wtedy Bernard zwolnił. - To tutaj! - Powiedział trochę ciszej. Przyśpieszył, by dotrzeć za zakręt, dokładnie na połowę korytarzu. Po czym zaczął powoli przesuwać nogi po podłożu. Nie bardzo wiedząc czego tak naprawdę szuka Bernard Edward razem z Cezarym po…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%