akcja · 9 min czytania
Bernard Dentysta cz.I fragment II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
III
Zbliżała się kolejna noc. Poznań był co raz bliżej. Według starych map, przede mną znajdowało się jeszcze jedno małe miasteczko. Żerniki. Byłem zmęczony i ospały gdy w ciemnościach dotarłem do miejsca tej strasznej tragedii.
Samochód obity grubymi blachami leżał w rowie, a w jego boku ziajała wielka czarna dziura. Prawdopodobnie efekt uderzenia jakiegoś pocisku energetycznego. Metalowe pozostałości samochodu gdzie nastąpiło uderzenie były stopione. Przy wraku leżało kilka ciał. Dwaj mężczyźni, leżący kilka metrów od samochodu, byli rozszarpani pociskami sporego kalibru. Kobieta leżąca bezpośrednio przy wraku nie miała połowy ciała. Być może siedziała w miejscu uderzenia ładunku energetycznego bo jej istniejąca górna powoła była bardziej stopione niż nadpalone.
Kilkanaście metrów dalej, praktycznie na środku drogi, stał unieruchomiony wan. Jego przód nie istniał. Takie same efekty zniszczenia jak w osobówce. Dlatego pozostałości pasażerów, jeżeli takowi istnieli, były praktycznie nie do odnalezienia. Żadnych śladów grabieży. Czysta przemoc. Nerwowo poprawiłem paski plecaka na ramionach gdy przez myśli przeszła burza strachu, którą ktoś kiedyś nazwał Kohortą. Wtedy usłyszałem w oddali warkot silnika. Dźwięk zbliżał się od strony Września Dolnego. Ktoś mnie śledzi? Pomyślałem zaniepokojony i bez namysłu wszedłem w las po prawej stronie drogi. Kucnąłem przy najbliższym drzewie. Przeładowana M30 odezwała się leniwie w ciemnościach.
Po kilku minutach, na miejscu tragedii, pojawił się mężczyzna. Jego czarny jednoślad był przystosowany do długich podróży po trudnym terenie, to było pewne. Grube opony osadzone na sporym zawieszeniu i blachy karoserii tego motocykla były stworzone tylko po to aby być wytrzymałą, wręcz niezniszczalną gwarancją przeżycia. Sam nieznajomy wyglądał przerażająco. Posiwiałe włosy opadające na twarz spod kolonialnego kapelusza oraz lenonki wzbogacały tylko szalony uśmiech jeźdźca, gdy ten z petem w gębie zszedł z motoru i zaczął oglądać scenę mordu, mrucząc coś po nosem.
Miał niebieskie jeansowe spodnie, skórzane wysokie buty z grubą podeszwą oraz tęgą, skórzaną i naszpikowaną blachami kurtkę motocyklisty. Przy lewym boku, dzięki włączonemu światłu drogowemu jego rumaka, dostrzegłem sporej wielkości, jak na broń tego typu, pistolet.
Część 22 / 2
Gdy kucałem oparty o drzewo, w mojej głowie zrodziły się niebywałe pomysły. Jeden z nich podpowiadał mi abym zapytał się jego o ewentualną możliwość podwiezienia do Poznania. W końcu byłem dentystą, co mogło mi sie stać?
- Więc jesteś dentystą i idziesz do Poznania? - Jego ręka z dużą giwerą wycelowaną w moją stronę nawet nie drgnęła odkąd wyszedłem zza ukrycia. Nieznajomy miał gruby i ochrypły głos. Praktycznie w ogóle nie brał peta do dłoni, aby strzepać resztki spalonego tytoniu. Wszystko jakby samo spadało, nawet nie brudząc jego czarnej jak noc kurtki... - Tak. Zgadza się. Jeżeli mi nie wierzysz mogę Ci pokazać sprzęt medyczny. - Odpowiedziałem spokojnie plując sobie w myślach, w twarz, że wyszedłem z podniesionymi rękoma do góry i przewieszoną przez plecy M30'stką. To było cholernie głupie. - Dobra, rzuć mi plecak pod nogi i żadnych sztuczek. Nie chcesz chyba abym zrobił Ci na klacie dodatkowy otwór odbytniczy. Co nie, Bern? - Rozumiem aluzje. Łap. Plecak upadł pod jego nogami. Bies, bo tak się przedstawił kilka chwil wcześniej, spokojnym ruchem, nie spuszczając mnie z celownika, otworzył plecak drugą ręka i przejrzał zawartość. Widać było, że nie zamierzał być dokładny. Gdy znalazł zestaw do wiercenia w zębach uśmiechnął się tylko, ukazując w miarę zadbany otwór gębowy i opuścił broń.
Noc była jeszcze ciemniejsze gdy razem z moim nowym towarzyszem oglądaliśmy dokładniej miejsce masakry.
- Bies. Jak myślisz, kto to zrobił? Kohorta? - Zapytałem się z czystej ciekawości próbując otworzyć tył wana. - Nie. To nie była Kohorta. Znaczy się nie elita. Pewnie najemnicy tych gnoi. Elita nie zajmuje się takimi bzdurami.
Gdy w końcu udało mi się odblokować zaciętą klamkę w drzwiach, zobaczyłem kilkanaście plastikowych krat z warzywami oraz grzybami piwnicznymi. To ten rodzaj grzyba hodowanego pod ziemią. Bardzo często spotykana odmiana razem z mchem jadalnym hodowanym na tej samej zasadzie.
- To chyba był transport…