Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Bestia cz. 2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Karczma była prawie pusta. W powietrzu unosił się przyjemny zapach drewna z którego zbudowana była karczma oraz wszystkie stoły i ławy. Na wprost wejścia był bar obok którego był duży kominek w którym przyjemnie dla ucha strzelały palące się polana. Z głośników dolatywała cicha regionalna muzyka. Przy dwóch stołach siedzieli mężczyźni popijając piwo mimo wczesnej pory. Po przeciwległej stronie baru siedziała młoda para która rozmawiała ze sobą szeptem co chwile cicho się śmiejąc. Mężczyzna w czarnej czapce i z plecakiem podszedł do baru za którym stała młoda dziewczyna ubrana w niebieski polar zasunięty aż pod samą brodę. - Piwo proszę - powiedział mężczyzna cichym głosem i usiadł na wysokim stoliku opierając łokcie o bar. Wypił duszkiem połowę piwa i odetchnął z ulgą wycierając z piany zarost wokół ust. Teraz było widać jego twarz. Miała ostre rysy po których można było poznać że ma około trzydziestu lat. Może więcej. Dziewczyna spoglądała ze zdziwieniem w jego niebieskie oczy. Były inne. Niby całkiem normalne ale czuć było że nie są to normalne oczy. Dziewczyna, wydając mu resztę, przyjrzała się bliżej jego oczom i nagle poczuła że ogarnia ją smutek. Dreszcz przeszedł po jej plecach i karku. Zaczęła czuć lęk, taki sam lęk jaki czuła gdy będąc małym dzieckiem zgubiła się w lesie i wpadła do starej piwnicy z której nie umiała się wydostać. Odnaleziono ja dopiero po dwóch dniach ledwo żywą z wychłodzenia i ze strachu, którego już miała nigdy nie zapomnieć. Dziewczyna spuściła wzrok. - Jak daleko do miasteczka Kilshoffen ? - zapytał mężczyzna. - Od naszej wsi to jeszcze jakieś siedem kilometrów. - odpowiedziała dziewczyna. - Słyszałem że ma tam przyjechać jakiś znany egzorcysta. - A no tak. Z tego co wiem to już tam przyjechał. Podobno coś nawiedza właściciela zamieszkałego w małym dworku. Ostatnio w środku nocy wpadł w panikę, darł się w wniebogłosy. Pół miasteczka ponoć obudził. - Nie wiesz jak się nazywa ten egzorcysta ? - Nie wiem, ale przyjechał z Kirchenstadt, z Katedry dawnego Santiago de Compostela. - To szmat drogi przebył żeby tu przyjechać. Pewnie jakiś ważny człowiek mieszka w tym dworku. - Tak. To jakiś emerytowany wojskowy wysoki rangą. Słyszałam okropne opowieści co dzieje się w tym dworku. - Zapewne. Ale na pewno nie tak okropne jak pusta ciemna piwniczka w lesie. Dziewczyna zaniemówiła. Spojrzała z przerażeniem w dziwne oczy mężczyzny. Tym razem nie tylko dreszcze na plecach i karku ale i dłonie zaczęły się jej trząść. - Skąd pan... ? - zaczęła pytać dziewczyna ale głos uwiązł jej w gardle. Mężczyzna dopił resztkę piwa. Wstał ze stolika, założył plecak i czapkę. - Bądź zdrowa - powiedział cichym głosem i odszedł znikając za wejściowymi drzwiami do karczmy. Zostawił resztę pieniędzy leżące na barze, które mu wydała. Dziewczyna usiadła na niskim krzesełku za barem. Objęła przedramionami brzuch opierając się nimi o podkurczone uda a z jej oczu popłynęły łzy.

***

Słońce stało w zenicie kiedy mężczyzna mijał znak informacyjny z napisem KILSHOFFEN. Po chwili był już między zabudowaniami po obu stronach ulicy. W końcu doszedł do małego ryneczku z fontanną. Koło fontanny na ławce siedziało trzech starszych mężczyzn. Spytał się ich o kierunek w którym miał iść żeby dojść do nawiedzonego dworku a że było to nie małe wydarzenie w którym miał brać udział egzorcysta z dalekiego kraju, niemal każdy w miasteczku wiedział o który dworek chodzi. Fakt że panowie byli pod wpływem alkoholu nie ulegał najmniejszej wątpliwości, dlatego odpowiedź uzyskał niemal natychmiast. Panowie przekrzykiwali się w pijackim bełkocie jakby chcąc udowodnić przybyszowi i sobie nawzajem kto zna się lepiej na aglomeracji miasteczka. Mężczyzna otrzymał dokładny, szczegółowymi opis elementów miasteczka które miał po drodze minąć aby trafić do nawiedzonego dworku. Nie obyło się bez klasyki; - Kierowniku! -zawołał jeden z mężczyzn- Może szanowny kierownik poratować? Mężczyzna nie poskąpił i ruszył w kierunku dworku. Z tyłu dobiegały do niego wdzięczne, wesołe słowa podziękowania oraz życzenia zdrowia i to co zwykle słyszy się w takich sytuacjach od ludzi którzy niby bez szczególnego powodu mianują człowieka na funkcję kierownika.

Okazało się że dworek stał około trzystu metrów drogą prosto od ławeczki którą okupywali trzej dżentelmeni. Przed bramą wejściową dworku stał spory tłum ludzi, patrzących się z zaciekawieniem w kierunku okien i drzwi dworku. Mężczyzna podszedł bliżej i zlał się z tłumem ludzi. Mógł z tego miejsca dokładnie usłyszeć o minionych wydarzeniach…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bestia cz. 2 — czytnik · opowiadania