Fantastyka · 10 min czytania
Bestia cz. 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Gdy mężczyzna dokończył opowiadać o pierwszym razie, kiedy był świadkiem egzorcyzmów, duchowny zapytał. - Pamiętam te egzorcyzmy w tysiąc dziewięćset czterdziestym drugim roku, niedaleko Głuszycy. Jednak nie pamiętam, żeby wśród zgromadzonych byli chłopcy z Hitlerjugend. - Jednak ja księdza pamiętam. Wtedy, podczas tych egzorcyzmów osobiście podał mi ksiądz puchar wypełniony krwią, którą musiałem wypić. Istota Boskości pod postacią krwi, nośnika Nordyckiej rasy, jej ducha, podtrzymująca życie fizyczne i duchowe. Mężczyzna wstał z fotela, oparł się dłońmi o stół i zbliżył twarz w kierunku duchownego. - Istota Boskości, rozumiesz! - powiedział głośno, w jego głosie słychać było gniew. Duchowny w milczeniu patrzył w jego niebieskie oczy. Dobry nastrój, którym się do tej pory cieszył, zniknął a po jego twarzy widać było, że jest zszokowany. - Zapewne już się zorientowałeś, że nie mówimy o egzorcyzmach tylko o rytuałach okultystycznych - powiedział znów spokojnym i opanowanym tonem. - Myślisz, jak to możliwe, że ja postarzałem się o zaledwie kilka lat a ty z trzydziestoletniego kapłana postarzałeś się o trzydzieści lat? Tak, byłem częścią tajnych eksperymentów SS i rytuałów okultystycznych. Badań, które miały na celu stworzyć Żołnierza Doskonałego. Nazywaliście nas SS Drachensoldat a na mankietach i kołnierzach naszych mundurów, przytwierdziliście srebrne proporce przedstawiające smoka ziejącego ogniem. - Celem tych eksperymentów było wygranie wojny - odpowiedział duchowny. - Eksperyment przerwano bo w czterdziestym drugim znaleziono coś, co było o wiele straszniejszą bronią, niż Żołnierz Doskonały. - Wiem o tym, widziałem to coś wtedy na własne oczy. Było jakby nie z tego świata. Nigdy jednak nie dowiedziałem się, co to tak naprawdę było. - Mało kto się tego dowiedział. Ja nie mogłem mieć dostępu do takich informacji. Moim zadaniem były inne rzeczy. Musieliśmy odtworzyć Rasę Panów. - Od tysięcy lat ludzie wierzyli w Rasę Panów - przerwał duchownemu mężczyzna. - Wierzyli w nią Sumerowie, Grecy, Rzymianie. Mógłbym tak długo wyliczać. Podobnie z Kultem Krwi, Istotą Boskości, spotykamy się u starych cywilizacji np. Majowie. Jednak nigdy to się wam nie udało bo Rasa Panów nigdy nie istniała, nie istnieje i nigdy nie będzie istnieć. Znaleźliście jednak coś, co dało wam ogromną wiedzę, dzięki której wygraliście wojnę. Przybysz, usiadł ponownie w fotelu, pociągnął łyk wina, po czym mówił dalej. - Przez trzydzieści lat po wojnie szukałem organizacji okultystycznych SS. Wiem że nadal są odprawiane te rytuały, w tajemnicy, w ich świętych miejscach rozsianych po całej dawnej Europie. Trudno było odnajdywać ich kapłanów i ludzi ze świecznika biorących udział w rytuałach. Kogoś, kogo można było zmusić do mówienia. Wiele razy ledwo uszedłem z życiem próbując się do nich zbliżyć. Podczas moich poszukiwań, często gdy zobaczyłem starych ludzi wyrzuconych poza margines społeczeństwa, w jakiejś wsi zabitej dechami albo miasteczku, próbowałem nawiązać z tymi ludźmi rozmowę, jakiś kontakt, wyciągnąć od nich coś, co mogli pamiętać z czasów wojny i zaraz po wojnie. Chodziło mi właśnie o rytuały okultystyczne, eksperymenty na ludziach,, miejsca w których nadal, mogły się ukrywać hybrydy, będące wynikiem eksperymentów . Stwory, które rozeszły się po świecie, zamieszkując podziemne korytarze w górach i lasach, sztolnie, piwnice połączone ze sobą długimi tunelami. Gdy udawało mi się już, nawiązać rozmowę z takimi ludźmi, za co z reguły musiałem się odwdzięczyć tanim winem albo marną nalewką. Niektórzy z nich od taniego wina woleli denaturat... kwestia przyzwyczajenia. Dostawali to ode mnie a w zamian opowiadali mi swoje wspomnienia z czasów wojny. Przeważnie, opowieści były przerażające. Jednak zawsze gdy zacząłem pytać o to co mnie najbardziej interesowało, czyli Okultyzmy, tajne eksperymenty na ludziach, zamieszkałe przez hybrydy i nie wiadomo co jeszcze, stare podziemia i sztolnie, osoby te od razu doznawały jakby amnezji i szybko odchodziły ode mnie. Z czasem jednak nauczyłem się, jak uzyskiwać od takich ludzi, interesujące mnie informacje. Przychodziłem do takiej wsi, szukałem najbardziej parszywych miejsc w, których mieszkali bezdomni. Szukałem sklepów pod, którymi można było spotkać miejscowych starszych ludzi, tak zwanych lumpów, pijaków, meneli. Nie zagadywałem ich od razu, tylko kupowałem najtańsze wino i siadałem gdzieś w oddali od nich, ale tak, żeby mnie widzieli. Z reguły po dwóch dniach byłem już ich kompanem, „swojakiem”. Wiedzieli, że też jestem bezdomny i zapraszali mnie na wspólne popijawy podłych win. Czasem, zapraszali mnie do swoich szałasów w lesie nieopodal wsi. Odchorowywałem potem te kilku dniowe…