Psychologia · 9 min czytania
Betonowy Brzeg
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
BETONOWY BRZEG
Klucz szczęknął w zamku. Właściciel szybko go przekręcił, popchnął drzwi i po chwili był wewnątrz. Zarówno przedpokój jak i całe mieszkanie urządzone było w stylu będącym ciekawym połączeniem zimnego, nowoczesnego Art Deco i ciepłego tradycyjnego rustykalnego. Lokum nie mogłoby być nazwane zagraconym nawet przez największego burżuja. Poza tym dla niedoświadczonego domatora lub po prostu wieśniaka całe mieszkanie pozbawione było gustu, ale tak naprawdę wszystko jest ze sobą tak zestawione żeby tworzyło idealny kontrast. Wyposażenie mieszkania stanowiły tylko te sprzęty bez których byłoby bardzo utrudnione jeśli nie niemożliwe. Lokator zdjął skórzane buty, kurtkę z tego samego materiału powiesił na metalowym, nowoczesnym wieszaku od Bo Concept. Cena jaką zapłacił za wieszak przekracza wszystkie granice logiki. Zresztą podobnie jest z innymi meblami. Po zdjęciu wierzchniego okrycia, mężczyzna wszedł do pokoju dziennego, podszedł do barku i nalał sobie szklankę szkockiej. Do szklanki wrzucił jeszcze dwie kostki lodu. Następnie zasiadł w skórzanym fotelu z wyrzeźbionymi w drewnie głowami lwów na oparciach, pilotem włączył sprzęt grający o wyglądzie odkurzacza rodem ze "Star Treka". Z głośników popłynęła Wiosna z "Czterech Pór Roku" Vivaldiego. Właściciel mieszkania zamknął oczy, z każdą chwilą odprężał się coraz bardziej. Ciało płynnie przeszło ze stanu spięcia do rozluźnienia. Pociągnął łyk ze szklanki. Był to łyk w stylu: "Jeszcze jeden taki i szklanka świeci pustkami". Spojrzenie na zegarek; dochodziła północ. Mężczyzna znieruchomiał. Delektował się muzyką. W mieszkaniu panowała całkowita cisza, tylko delikatne nuty Vivaldiego przemierzały przestrzeń. Cały blok już spał. Nawet na zewnątrz nie był słychać żadnych syren, żadnych samochodów w ogóle. Po prostu cisza. Najczystsza cisza na świecie. Oczywiście człowiek wiedział że to tylko chwilowy stan; za chwilę coś się stanie. Coś się wydarzy. Ale to jest normalne i już dawno temu straciło znaczenie. Mężczyzna wlał sobie do gardła resztę alkoholu i przełknął go spokojnie. W szklance zostały rozpuszczone do połowy kostki lodu. Za każdym razem tak było. Codziennie. Zawsze je tam wrzucał i zawsze wypijał drinka zanim lód zdąży działać w pełni. Spuścił rękę ze szklanką z oparcia fotela i postawił szkło na drogim, marokańskim dywanie z wełny owczej. W tym miejscu po przyjrzeniu się można by dostrzec odgniecenie po szklance pogłębiane każdego wieczora. Otworzył i zamknął oczy.
Szedł drogą. Leniwie nieśpiesznie; można by nawet powiedzieć że szedł z trudnością, tak jakby ten spacer wymagał od niego niewiarygodnego wysiłku fizycznego, psychicznego. Ciemnozielona, luźna rozpinana koszula powiewała na wietrze. Podobnie jak jego spodnie: czarne z materiału. Na nogach sandały, o Boże jak długo ich nie nosił, jego sandałów ze skóry! Droga którą szedł złożona była z jasnego, opalonego przez słońce żwiru i ubitego piasku. Było ciepło. Słońce świeciło mocno ogrzewając go. Po jego lewej stronie, zaraz za chodnikiem fale oceanu uderzały delikatnie o betonowy brzeg. W powietrzu unosił się zapach soli. Na niebie egzystowały chmury. Zwiastowały one sztorm. Tak samo jak zresztą wiatr. Chodnik był pusty, nikt poza nim nie szedł po nim. Dlaczego? Kroczył jednak dalej. Patrzył prosto przed siebie próbując wypatrzyć cel jego wędrówki. Nagle poczuł na twarzy wodę, ale to nie jakaś fala chlusnęła mu w twarz. Woda była punktami. Zobaczył przed sobą krople deszczu; spadały z nieba i kończyły swe życie wpadając w cokolwiek, w tym wypadku ziemię. "Krople są jak spadające gwiazdy, spadają będąc pięknym zjawiskiem, ale zaraz potem przestają istnieć" -pomyślał człowiek patrząc na deszcz niewidzącym wzrokiem. Przecież to niemożliwe, te chmurki sprzed chwili nie mogły już teraz dać deszczu! Zatrzymał się, spojrzał w niebo. Zobaczył czarne jak śmierć chmury kłębiące się nad nim. Słońce gdzieś zniknęło. Dopiero teraz poczuł że nie ma już na twarzy ciepłych promieni. W zamian dostał zimne krople. Burza szła od oceanu. Nagle niebo przecięła wielka błyskawica. W sekundę później rozległ się grzmot. Spojrzał na ocean. Nie zobaczył już delikatnych fal lecz ich starszych większych braci którzy atakowali betonowy brzeg z niewyjaśnioną…