Pisarstwo · 3 min czytania
Bez nazwy #1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prolog
Spadające kryształy. Ich widok na tle nocnego nieba wydawał mu się tak piękny I zawsze majestatyczny. Doktor Oliver Laud nie czuł już bólu. Nie teraz. Jego ciało, wyczerpane i doprowadzone do skraju wytrzymałości fizycznej, nie okazywało już jakiejkolwiek chęci dalszej walki. Pragnął jedynie spać, zaznać płochej możliwości odpoczynku pod gołym niebem, by móc uciec od przytłaczającego go zewsząd cierpienia. Wiedział jednak, że to niemożliwe. Nie teraz, gdy został tak brutalnie osaczony przez jednego z nich, choć tak usilnie próbował tej konfrontacji uniknąć.
Wiedział, że nie da mu spokoju, dopóki nie spełni jego oczekiwań.
Oprawca dopiero po chwili wkroczył na balkon ponad jego rozłożonym ciałem. Nie był w stanie dostrzec jego twarzy, lecz nawet nie próbował zadać sobie tak wymagającego energii wysiłku. Olbrzymi, masywny cień z niespotykaną gracją zsunął się na niższe partie dachu i powoli kroczył naprzód, jak gdyby podziwiając swoją zdobycz. Zakrwawiony korpus doktora był pełen odłamków potłuczonej szyby, powbijanych weń pod kuriozalnymi wręcz kątami. Jego twarz nie wyrażała strachu – zamiast tego malowała się nań niecierpliwość, czy wręcz nawet znużenie. Cierpliwie czekał na nadchodzący nieubłaganie moment rozstrzygnięcia. Jego kat nie potrafił rozgryźć maski przybranej przez swoją ofiarę – czy nie zdaje sobie sprawy, że i tak nie ujdzie z