Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 11 min czytania

Bez nazwy #2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1.1

"Zakłócenia programu zdawały się być tym razem większe niż ostatnio. Pieprzony złom... Czym tym razem będzie próbował mnie zaskoczyć? Nie potrafię swobodnie myśleć z tym cholerstwem na całym ciele, z tym sprzętem czeszącym umysł jak sierść bezdomnego zwierzęcia. Nie wiem nawet, co zdarzyło się przed chwilą... a raczej co sprawiło, że znajduje się w takim miejscu, a nie innym."

"Otoczenie formowało się teraz zaskakująco długo. Zakłócenia nie przestały przybierać na sile. To dziwne. Słabo mi, choć nie jestem sobie w stanie przypomnieć, jak długo już siedzę w tym całym gównie. Dopiero po chwili dotarło do mnie, że moje stopy wyczuły pod sobą materialne podłoże. Jakaś platforma? Nie, ścieżka wytyczona gdzieś daleko w przód, gdzie nie sięgam wzrokiem. Mimo całego czasu przeznaczonego na adaptację, oczy nie potrafią się przyzwyczaić do otaczającego mnie środowiska. To ma mi utrudnić zadanie? Być może, jednak nie zamierzam się poddawać tak łatwo. Oszczędzam siły."

"Ścieżka prowadzi do jakiegoś nieznanego miejsca. Później będę zachodził w głowę, jak to możliwe, ale poruszanie się tutaj przychodzi mi z wyjątkową trudnością. Niezła próba, jeśli to ma mnie zmusić do sięgnięcia po energię. Nie tym razem. Wszystko wokół wydaje się być niewyraźne i zamglone. Nie potrafię się na niczym skupić. Dopiero po czasie dostrzegam, że na moich oczach wyrastają dziwnie nierealistyczne schody. Nie skręcające nigdzie, proste, nie prowadzące jeszcze donikąd, lecz wyraźnie pnące ku górze. Nie próbuję zgadywać, do czego to wszystko ma mnie doprowadzić."

"Nie bez trudności podchodzę bliżej. Skupiony na punkcie docelowym, bagatelizuję potrzebę rozejrzenia się wokół. Po co się niepotrzebnie dekoncentrować? Dopiero potem rozumiem błąd swojego postępowania – do moich uszu zaczyna dobiegać powoli niepokojący niski dźwięk, wpijający się głęboko w głąb czaszki. Skąd dochodzi? Co jest jego źródłem? Zanim zdążę jakkolwiek zareagować, kątem oka dostrzegam jak mój nadgarstek zostaje brutalnie opleciony przez źródło owego hałasu – niewielkie, półprzezroczyste macki materii, wyrastające jakby z samej ścieżki na której stoję..."

- Proszę zachować koncentrację, panie Boros... już prawie jesteśmy...

"Nie spodziewałem się tak szybkiego ataku. Cholera! Nawet najmniejsza próba wyszarpnięcia się z coraz mocniejszego uścisku, kosztuje mnie poświęcenie cennych zasobów energii. Nie dam za wygraną, muszę sobie poradzić! Z przestrzeni za moimi plecami zaczynają stopniowo wychylać się kolejne mordercze pędy, gotowe przypuścić atak w każdej chwili. Cała ścieżka pnie się i rozrasta, jak żywa istota próbująca pozbawić mnie nadziei na jakiekolwiek szanse..."

- Spokojnie, niech się pan nie denerwuje, jeszcze tylko kilka sekund...

"Bezskutecznie szarpię się w wężowych splotach, których energia zaczyna boleśnie wwiercać się w mój mózg. Zaatakować je? Jak?! Za późno, bym mógł przypuścić jakąkolwiek reakcję..."

- Panie Boros! Psiakrew, niechże pan jeszcze chwileczkę poczeka!...

"Moja energia jest w tej chwili bezużyteczna. Nie jestem w stanie się skupić, żeby zareagować w jakiś sposób. Myśl! Wszystkie możliwe opcje ucieczki wydają mi się być nieosiągalne, Wola wciąż plącze się i wymyka... Co mam zrobić, jak się bronić? Nim zaczynam dojść do jakiegokolwiek racjonalnego wniosku, czuję, jakby przez moją świadomość przechodziła fala cudownego zapomnienia... bieli... czyżby jednak w jakiś sposób udało mi się tego uniknąć?..."

- Ech... Szlag by to trafił... Niech się pan budzi, panie Boros, już po wszystkim.

Półnagi mężczyzna, leżący na przyrządzie podobnym do zelektryfikowanej kozetki otworzył powoli oczy. Zamrugał leniwie. Zmysły po eksperymentach z Wolą rzadko kiedy odzyskują pełnię sprawności tuż po samym przebudzeniu, powinien był już się do tego przyzwyczaić. Lew Boros, eksperyment o numerze niezidentyfikowanym przez akta laboratoryjne, pozwolił swojemu ciału odpoczywać, choć w rzeczywistości nie zaznało ono żadnych fizycznych obrażeń. Wszystkie cierpienia związane z wizytą w świecie wirtualnym działy się wyłącznie w jego podświadomości – a przynajmniej tak to wyglądało z naukowego punktu widzenia. Przez chwilę leżał w milczeniu, regenerując siły, ukradkiem zerkając w kierunku krzątającego się po pomieszczeniu profesora. Nie zapytał o zgodę, gdy po paru minutach zaczął stopniowo odpinać się od aparatury sterującej – zwojów kabli zakończonych medycznymi przylepcami, czy wizjerów i czujników umiejscowionych na jego skroniach. Dopiero obserwując jego zmagania z nie funkcjonującymi już przyrządami, profesor spojrzał po raz pierwszy w jego kierunku.

- Utrata synchronizacji Woli z generatorem – cierpki głos mężczyzny zdecydowanie nie wyrażał aprobaty z otrzymanych rezultatów – Eksperyment nie mógł zostać w pełni zakończony, ze względu na brak możliwości dalszego inicjalizowania wizji w pańskiej podświadomości. Ujmując to nieco prościej, zamknął się pan na możliwość dalszej eksploatacji posiadanych zdolności kontroli Woli. Niemniej jednak – tu pozwolił sobie na nieznaczną zmianę tonu wypowiedzi – coś udało się nam w końcu osiągnąć.

- Jakieś postępy? – zapytał od niechcenia Lew, nie licząc

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bez nazwy #2 — czytnik · opowiadania