Komedia · 19 min czytania
Bez obrazu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
1.
Wiecie jak to jest obudzić się z wielką dziurą w mózgu w nieznanym wam miejscu i z niewiadomych przyczyn? Na pewno wiecie. Alkohol w dzisiejszych czasach jest zbyt powszechnie dostępny. No więc ja się właśnie z taką pustka w umyśle obudziłam. Ale ocknęłam się w szpitalu. Nawet nie musiałam otwierać oczu, żeby to wiedzieć – nie ma bardziej charakterystycznego w swej odrazie zapachu, niż ten, który daje się wyczuć w szpitalu. Mimo wszystko wzięłam to za dobrą monetę. Skoro wyczuwałam zapachy, znaczyło to, że żyję. Dopiero po chwili odczułam dotyk zimnej pościeli na dłoniach i stopach. Tak, definitywnie byłam żywa. Pozostawało tylko pytanie, co ja do choinki robię w tym pieprzonym szpitalu? Nie pamiętałam. Nie miałam zielonego pojęcia jakim cudem tam trafiłam. Nic, niente, po prostu dziura w mózgu. Otworzyłam oczy. Po prawej stronie, na krześle, siedziała moja kochana siostrzyczka i kimała w najlepsze. Stwierdziłam, że leżę w tym szpitalu jakiś dłuższy czas, ponieważ w moich ostatnich wspomnieniach Daria miała zdecydowanie inny kolor włosów. Po drugiej stronie łóżka było okno. Z tego co przez nie zobaczyłam, doszłam do wniosku, że niedługo będzie świtać. Miałam parę dość palących mnie pytań, dlatego podniosłam prawą dłoń, w którą wbito mi ten głupi wenflon i szturchnęłam siostrzyczkę. Nawet nie drgnęła. To wymagało silniejszych środków. Jako, że w ogóle nie miałam siły się podnieść rozejrzałam się dookoła i zobaczyłam wodę w butelce, stojącą na stoliku. A więc potrąciłam ją tak, by spadła na podłogę i narobiła wielkiego huku. Daria podskoczyła jakby osa użarła ją w tyłek. Potem spojrzała na mnie i źrenice rozszerzyły jej się jak po niezłej dawce LSD. - Aga? - Co? - Aga? Słyszysz mnie?!- powtórzyła, dość mocno mnie przy tym szturchając, co nie wiedzieć czemu bolało jak jasna cholera. - No przecież pytam się kurwa co? Ogłuchłaś? – spytałam ostro wnerwiona. Moja siostra natomiast zaczęła skakać i tańczyć coś co przypomniało zaloty orangutanów, wrzeszcząc (ku rozpaczy innych pacjentów na sali): - Obudziła się! - Zamknij mordę kobieto! Ludzie chcą tu spać! – usłyszałam w odpowiedzi Ona chyba jednak tego nie dosłyszała. Od razu na salę wpadł lekarz, warcząc: - Co tu się do cholery dzieje? Daria podleciała do niego jakby był Shahrukh Khan’em, (jej ulubionym aktorem) dalej wrzeszcząc w najlepsze, że się obudziłam. Jak Boga kocham, jeszcze nikt nie reagował tak entuzjastycznie na moje przebudzenie. Lekarz zaczął iść w moją stronę, oczywiście nie spiesząc się przy tym za bardzo, a kiedy już podszedł zaczął świecić latareczką w moje oczy i dopytywać jak się czuję. Czułam się paskudnie. Potem zainteresował się tym czy pamiętam wypadek, na co opowiedziałam: - Jaki wypadek? Co oczywiście uświadomiło wszystkim, w tym również i mnie, że guzik pamiętam. Lekarz stwierdził, że pójdzie sprawdzić czy tomograf jest wolny, bo chce mnie zabrać na badanie. Kiedy tylko odszedł, przy moim łóżku z powrotem zmaterializowała się Daria, z oczami ciągle wyglądającymi jak dwuzłotówki i zaczęła trajkotać: - Nawet nie wiesz ile nam napędziłaś strachu dziewczyno. Wyobraź sobie, że powiedzieli, że możesz się nigdy nie obudzić! Myślałam, że matka zejdzie na zawał, a ojciec... - Daria? – przerwałam jej delikatnie, gdyż reakcja moich rodziców na śpiączkę nie była tak interesująca jak inne rzeczy. Na przykład to, czego nie pamiętałam, a pamiętać powinnam. - Tak? - Co to był za wypadek? - Och, to było takie okropne. Nawet dobrze, że sobie tego nie przypominasz. Potrącił cię samochód na tym przejściu na pasach od Kupca w stronę Półwieskie,j. Byłyśmy wtedy na zakupach i ja... ja wszystko widziałam. Ten samochód był taaaaaaki wielki – powiedziała, pokazując przy tym ruchem dłoni jak wielki był ten samochód. Jak gdyby to była najważniejsza informacja. Jednak kiedy tak wymachiwała łapką, dostrzegłam mały błysk na jej palcu i zorientowałam się, że to pierścionek. Tuż obok obrączki. Z mojej pamięci wynikało, że Daria nie jest mężatką. Ba! Według mnie nie była nawet zaręczona! - Daria, kiedy miał miejsce ten wypadek? - Niecały tydzień temu, a co? - I chcesz mi powiedzieć, że przez ten tydzień zdążyłaś wyjść za mąż? - Co? - Obrączka... – mruknęłam, wskazując głową na jej rękę. - Aga... przecież ja wzięłam ślub ponad roku temu... Zapadła długa, krępująca cisza. Daria patrzyła na mnie przestraszonymi oczami, a ja, no cóż ja powiedziałam to co trzeba było powiedzieć: - Jaka jest dzisiejsza data? W moim mniemaniu było coś koło końca sierpnia 2006. - Jest trzynasty października 2008. - O cholera...
2.
Amnezja wsteczna obejmująca okres dwóch lat. Taki był wyrok lekarzy i z tym należało się pogodzić. Oczywiście zostałam optymistycznie poinformowana, że pamięć może wracać, i że z czasem mogę sobie naprawdę dużo przypomnieć, po czym wręczono mi skierowanie do psychologa. Nie wiem ile razy przejrzałam pierwsze strony gazet żeby się upewnić, co do daty, ale dorwałam wszystkie, które można było zdobyć w szpitalu. I faktycznie, moja siostra nie kłamała. Był trzynasty października 2008, a ja czułam się jak wariatka. Uczucie urwanego filmu po ostrej imprezie to jest nic w porównaniu do myśli, że dwa lata poszły w plecy. Miałam dwadzieścia trzy lata choć myślałam, że mam dwadzieścia jeden i byłam na pierwszym roku magisterki choć z wiedzą byłam na poziomie początku drugiego roku. Nie wyglądało to kolorowo, ale poza tym, co to są dwa lata? Dwa prezenty gwiazdkowe więcej, dwa wielkanocne, no i dwa urodzinowe... A tak naprawdę ile mogło się zdarzyć przez dwa lata? Chciałam przeprowadzić jakiś dokładniejszy wywiad z moją siostrą, która pomimo tego iż była ode mnie o osiem lat starsza, zawsze była moją najlepszą przyjaciółką, ale tabuny rodziny i znajomych uniemożliwiły mi tą prywatną pogaduchę. Po całym dniu odwiedzin stwierdziłam, że przez ostatnie dwa lata nie poznałam najwyraźniej żadnej istotnej osoby, bo nie wynikła żadna sytuacja w stylu, że ktoś wchodzi i wrzeszczy: - Aga, wreszcie się obudziłaś! Na co ja odpowiadam: - Yyyy kim jesteś? Byłoby to dość krępujące. Wieczorem kiedy łaskawie wszyscy dali mi spokój do sali władowała się moja siostrzyczka taszcząc ze sobą laptopa. Stwierdziła, że powinnam zobaczyć co się działo na świecie przez ostatnie dwa lata. Muszę przyznać, że był to niegłupi pomysł. Po krótkiej lekturze wikipedii (wikipedia Bogu dzięki nadal istniała i miała się całkiem dobrze) dowiedziałam się między innymi, że Unia rozszerzyła się o dwa nowe państewka, Kosowo ogłosiło swoją niepodległość, PO dobrało się do koryta z władzą i pieniędzmi a Hiszpania wygrała Mistrzostwa Europy w piłce nożnej (WHAT THE FUCK?!) Zamknęłam laptopa i spojrzałam na Darię, mówiąc: - No dobra, a tak w moim życiu to co się działo? - Właściwie, to nic szczególnego. Standard. W dalszym ciągu mieszkasz z Kamilem, Sylwią i Basią. I wciąż jesteś na tych samych studiach Tyle że już na magisterce. - Czy Kamil wciąż jest skurwysynem i podrywa dziewczynki z liceum? - Taaa - A Sylwia nadal zmienia facetów jak rękawiczki? - Mhmm - Basia ciągle ryczy, że nie spotkała jeszcze miłości swojego życia? - Yhmm - No to faktycznie nic się nie zmieniło. Daria nic nie odpowiedziała, tylko pokiwała głową, więc spytałam: - A co z moimi facetami? - Miałeś jeden krótki przelotny związek, ale koleś okazał się prawdziwą porażką, więc szybko się skończyło. - Porażką? - Kompletną katastrofą. A to ciekawe. - A co z nim było nie tak? - Wplątał się w jakieś układy z dilerami. Zrobiłam wielkie oczy: - Ćpał? - No nie do końca... - No raczej, o tyle o ile siebie znam, to nigdy nie zadałabym się z ćpunem. - Dlatego szybko się to skończyło. Daria coś ewidentnie kręciła. - A może opowiesz mi o nim więcej? - Konkretnie co? - Spałam z nim? - A skąd ja mam to wiedzieć? Nie wyglądało to dobrze. Padały same pytania i żadnych odpowiedzi. - Powinnaś to wiedzieć, na pewno bym ci powiedziała. - No cóż – Daria zaczęła szukać czegoś po szufladach – w tym przypadku było inaczej. - Czego szukasz? - A tak sobie patrzę co tu masz. Spojrzałam na nią podejrzliwie. Może nie jestem żadnym asem w rozgryzaniu ludzkiej psychiki, ale potrafię rozpoznać kiedy pytania są dla kogoś niewygodnie i ewidentnie unika odpowiedzi. - To jak wyglądał? - Kto? - Właśnie, jak on w ogóle miał na imię? - Yhm Paweł. I wyglądał jak człowiek. W tym momencie to już się wkurzyłam: - To znaczy?! - Wysoki, blondyn, niebieskie oczy. Już chciałam zadać kolejne pytanie kiedy usłyszałam: - No cześć menda, widzę że Święty spokój już mi się skończył. Spojrzałam w stronę drzwi. W progu stał mój współlokator Kamil. - Miałeś go i tak o siedem dni za dużo- burknęłam, kiedy szedł przez salę do mojego łóżka. - Eh – Kamil westchnął, siadając na krzesełko – Bóg daje, Bóg zabiera, no ale co zrobić? - Cieszyć się, że się obudziłam? - Hura – mruknął pod nosem – To o czym sobie rozmawiałyście? - O właśnie, może ty mi powiesz coś więcej o tajemniczym Pawle? - Jakim Pawle? - Tym, z którym podobno jakiś czas byłam. - Ale krótko. - To już wiem. To chociaż powiedzcie ile miał lat? - Starszy był od ciebie. - O ile? - W tej chwili ma trzydzieści dwa lata, ale nic więcej nie jestem w stanie ci powiedzieć bo kolesia prawie w ogóle nie znałem. - No ludzie czy wy sobie jaja robicie?! – warknęłam dość głośno – Byłam z kolesiem w związku i nikt z mojego otoczenia nic o nim nie wie?! Odpowiedział mi