Melodramat · 4 min czytania
*******
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Leżałam na skórzanej sofie. Prawa ręka zwisała bezwładnie... Nie mogłam patrzeć na tą ranę. Krew spływała w dół, a po chwili słychać było uderzenie kropel o nowe panele. Kolor machoniowy, klejone na najlepszych substancjach klejących, jakie tylko w Polsce można dostać. Leżę tak na tym łózku, wbita w materac, a on mnie pyta, czy mi sie kolor ścian podoba, "bo właśnie zrobiliśmy z Marzeną remont". Jasne, że mi się podoba. W końcu to jego kochanka dobierała tapety. -Słuchaj, ja nie wiem... yy, jest Ci juz lepiej? - zapytał jakoś dziwnie. -Ekhm, możesz już wstać? -Jak mam umrzeć na wycieraczce ZA Twoimi drzwiami, to mi to po prostu powiedz... -Nie no, ja Cię nie wyganiam, niee... -odpowiedział. Ale bez przekonania. Spróbowałam usiąść. Faktycznie, było lepiej. Ale tylko przez chwilę. Jak zobaczyłam tą Marzenkę, w złotej ramce, na stoliku, to znowu mnie zemdliło. -Wiesz co, to może ja pójdę się odświeżyć do łazienki... A niech to szlag. Łazienkę też ona urządziła. Nic nie zostawiła po staremu. Pewnie całą taczkę moich rzeczy stąd wywiozła. I dobrze, może przynajmniej jeden odcisk pojawił się na tej idealnej rączce. Nie miałam siły na dalszą wizytę w tym mieszkaniu. -W zasadzie już wszystko w porządku. To w zasadzie... ja się zbieram. Dzięki za wszystko. Zabrałam swoją kurtkę, torebkę i wyszłam. Dopiero jadąc windą zorientowałam się, że przecież zostawiłam tam swoje własne, czerwone jeziorko. "Trudno, nie mogę przecież robić za sprzątaczkę w jego mieszkaniu" -pomyślałam. Problem w tym, że teraz to było ICH mieszkanie. *****
Powrót do własnego królestwa. 4 ściany. A ileż może być więcej, jak się mieszka w kawalerce... Włączyłam sobie radio, komputer i czajnik bezprzewodowy, żeby