Przyjaźń · 12 min czytania
bez tytułu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Siedziały w miłym pubie popijając drinki. Raz po raz wybuchały śmiechem, wspominając szalone, studenckie lata. Lubiła te chwile, tak rzadkie w jej monotonnym życiu. Lubiła spotkać się ze swą przyjaciółką i zapomnieć choć przez chwilę o rzeczywistości, stać się na powrót beztroską dwudziestolatką. Nie zwróciła uwagi gdy wszedł do pubu. Usiadł przy stoliku w kącie sali, zamówił piwo, zapalił papierosa.
Zauważył je. Trudno było nie zauważyć. Już dawno nie słyszał tak szczerego, niepohamowanego śmiechu, współgrającego ze spokojną muzyką płynącą z głośników. Uśmiechnął się do siebie. Rozejrzał się wokół i stwierdził, że nikomu to nie przeszkadza. „Dobrze, że ludzie potrafią się jeszcze tak cieszyć” – pomyślał. Jemu już dawno się to nie zdarzyło. Bardzo dawno. Dwie kobiety... czy były przyjaciółkami? Raczej tak. Zaczął się im przyglądać z coraz większym zainteresowaniem. Jak szeptały, przechylały głowy, żeby zaraz wybuchnąć śmiechem. „Fascynujący widok” – pomyślał.
Rozejrzała się po sali, czując na sobie czyjś wzrok. Dostrzegła go, a właściwie jego niebieskie, pełne trudnego do określenia wyrazu oczy. Patrzył w ich stronę uśmiechając się lekko. Rozbawienie znikło z jej twarzy, robiąc miejsce tajemniczemu i prowokującemu uśmiechowi. Lubiły kiedyś takie zabawy w uwodzenie. Uzupełniały się doskonale – ona nieśmiała, ale czasami szalona blondynka, Majka odważna i rozważna brunetka. Obie przyciągały mężczyzn ale to Majka dokonywała selekcji i zawsze wiedziała kiedy dać sygnał do odwrotu. Ufała jej bezgranicznie, chociaż zdarzało jej się czasami zaszaleć wbrew przestrogom przyjaciółki. To wszystko było tak dawno... - Przestań w tej chwili – usłyszała głos Majki – ani się waż to robić! - O co chodzi? Co robić? – zapytała z udawanym zdziwieniem - Widzę co się święci – powiedziała z uśmiechem przyjaciółka – znam cię, wiem co ci chodzi po głowie - No dobrze – roześmiała się – chciałam tylko sprawdzić czy to jeszcze potrafię. - Takich sztuczek się nie zapomina, moja droga. Zostaw w spokoju tego biednego chłopca. - Nooo... gdyby usłyszał, że tak się o nim wyrażasz... - Jak? – zdziwiła się Majka - Nie wygląda mi na chłopca – powiedziała i obie roześmiały się.
Rozmawiały o nim. Poznał po jej wesołych spojrzeniach rzucanych ukradkiem w jego stronę. Rozbawiło go to. Dawno już nie był obiektem zainteresowania kobiet. Unikał ich zresztą. Miał dosyć doświadczeń z kobietami na długi, długi czas. A jednak... przyjemnie mu się zrobiło na sercu. Cóż, męska próżność dawała znać o sobie. Ta blondynka... Elektryzująca. Intrygująca. Rozluźniona i taka naturalna. Ciekawe... „Dosyć!” – pomyślał, strofując się w duchu. Potrafił się zakochać szybko, bezinteresownie, całkowicie. Uwielbiał poznawać, odkrywać kobietę. Ale zawsze uciekał przed spełnieniem miłości. Wolał marzyć niż realizować marzenia. Nie wierzył, że w realnym świecie może odnaleźć miłość absolutną a tylko taka mogła go uszczęśliwić. Kiedyś nawet próbował stworzyć coś na kształt rodziny. Żona, dzieci... myślał, że to właśnie jest spełnienie. Ale czas pokazał, że to było pomyłką. Ciągle podświadomie szukał swojego marzenia. Wreszcie stwierdził, że nie jest, nie potrafi być szczęśliwy i przez to unieszczęśliwia innych. Zostawił tamto życie. Nie mógł się w nim odnaleźć.
Część 22 / 2
- Co tak zerkasz na niego? Pewnie czeka na kogoś. - Nie sądzę. Spójrz jakie ma smutne oczy. Gdy się czeka, można czuć... nie wiem, niepewność albo podniecenie, albo zniecierpliwienie, albo być szczęśliwym, albo... ale nigdy nie jest się smutnym. Smutek zaczyna się wtedy, gdy już się nie czeka. - No tak. Uważaj na swoje serce! Zawsze było bezbronne wobec takich „smutnych, udręczonych” przez los, którzy w rzeczywistości okazywali się frajerami, nie potrafiącymi poradzić sobie samymi z sobą. - Może w końcu spotkam nie – frajera? Skąd wiesz? Może to ten? Majka prychnęła pogardliwie - Przestań. Mówisz jak rozmarzona, niedoświadczona małolata. Ile razy już to przerabiałaś? - Dużo. Za dużo – westchnęła. Majka miała rację. Przyciągała jak magnes mężczyzn słabych, ciągnących za sobą bagaż, najczęściej wyimaginowany, różnych tajemniczych doświadczeń życiowych. Oddawała im całą swoją duszę i serce, próbowała pomóc ciągnąć ten bagaż ze wszystkich sił. I zawsze pozostawał po nich tylko ból. Nie raz zastanawiała się czy ta naiwność to cecha wrodzona czy nabyta? Jeśli nabyta, to gdzie i kiedy? Chciała tylko kochać i być kochaną. Czy odwzajemniona miłość to zbyt wiele czego można wymagać od życia? Dlaczego tylko ona walczyła o nią? Mężczyźni zaś uciekali i to zazwyczaj przed pierwszą rundą.
„Ciekawe o czym teraz myśli” – zastanawiał się dopijając piwo. Posmutniała tak nagle... Sprawiała wrażenie samotnej i zagubionej – tak chciałby ją teraz przytulić... „O czym ja myślę, do cholery!” – wstał gwałtownie odsuwając krzesło. Zaskoczony swoją reakcją spojrzał w stronę stolika, przy którym siedziały. Teraz obie patrzyły na niego. Zrobiło mu się nieswojo. Miał świadomość tego, że myślą o nim jak o niezrównoważonym kretynie... Ochłonął nieco i ruszył w kierunku baru, odprowadzany jej wzrokiem. Serce zaczęło mu łomotać gdy przechodził obok nich. „Uspokój się! Co Ty wyprawiasz? To przecież nieznajoma kobieta, którą widzisz pierwszy i ostatni raz w życiu!” – próbował opanować drżenie rąk, płacąc barmanowi za paczkę papierosów i kolejne piwo. Wrócił do stolika, zapalił papierosa. Kobiety pogrążone były w rozmowie. Przyglądał się jej. Jak mówi, marszczy lekko czoło, gdy się zastanawia, delikatnie gestykuluje, przechyla głowę, bawi się tekturową podkładką pod szklankę, uśmiecha się. Jej widok rozczulał go. Ciepło, którego tak dawno już nie czuł, zaczęło rozchodzić się w okolicach serca. „Zbyt długo byłem sam” – pomyślał starając się znaleźć odpowiedź na to co się z nim działo.
Z zamyślenia wyrwał je hałas głośno odsuwanego krzesła. Spojrzały zaskoczone w kierunku, z którego dobiegł. To ten mężczyzna... zdenerwował…