Inne · 3 min czytania
Bez tytułu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Obudziłam się z resztką wczorajszej kołysanki na ustach i, zaciskając wargi, poszłam obudzić wszystko, co i tak miało zamiar wstać. Sfotografowałam każde moje przedłużenie snu i szafę, która mogłaby pomieścić moje łóżko. Pachniało jabłkami spod świeżo wypranych kołder przygotowanych do prasowania, rzuconych na kupkę wyglądającą jak makieta Kilimandżaro, na którą miałam ochotę się wspiąć. Po prostu zgubiłam gdzieś w pościeli glicerynowe mydło. Któraś z tych zim rozprawi się ze mną jak należy, któraś z nich na pewno mnie zabije. Nie wierzę w to, ale jestem ostrożna, tak na wszelki wypadek, gdyby coś. Nie wierzę, bo nadal mówią o mnie "wiosenna dziewczyna", może dlatego powinnam bać się bardziej niż zazwyczaj. Na razie tak bardzo jestem, jak mnie jeszcze nigdy nie było. Za karę niezrealizowanych, przedwczorajszych wyjazdów śnią mi się zawsze sklepy obuwnicze. Mieszkanie pulsuje rzeczami, które mogłam zabrać i formuje górski krajobraz, żeby mi było jeszcze smutniej, żebym żałowała tak bardzo, żeby w końcu pojechać. "Smutno ci, smutno już wystarczająco? Ja tak jeszcze długo mogę. Więc? No, jedź.", zdaje się, że tak do mnie mówi. Jest uparte, to z…