Przyjaźń · 4 min czytania
"..."
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Szedł przez las nie wiedząc dokładnie co się z nim dzieje. Krew spływała mu po skroniach i szyi. Ledwo doszedł do drogi i już chciał wyjąć komórkę by zadzwonić po pogotowie…Nie zdążył. Padł, mocno uderzając o ziemię. Leżał chyba z piętnaście minut zanim znalazła go Sara. Wracała właśnie z posterunku policji…Ktoś wyrwał jej torebkę kiedy szła na zakupy. Na szczęście nie miała w niej nic ważnego… Nic ważnego dla innych ludzi. Dla Sary to „coś” miało ogromne znaczenie. Teraz kiedy zobaczyła tego nieprzytomnego, zakrwawionego mężczyznę, po raz pierwszy od kilku godzin odciągnęła swoją uwagę od torebki i jej zawartości. Chciała mu jakoś pomóc. Sprawdziła tętno… Było, ale bardzo słabe. Oddech też nie zanikł. Postanowiła go ocucić…Nie wychodziło. Przez chwilę nie wiedziała co ma robić. Biec po pomoc? A jeśli nie zdąży na czas wrócić? Może poszukać u niego w kieszeniach komórki? Nie… nie mogła. Nie potrafiła tak po prostu grzebać w czyichś rzeczach. Kiedy tak zastanawiała się co zrobić, nieznajomy ruszył ręką. Dziewczyna z ulgą zauważyła również, że otworzył oczy. - Słyszy mnie pan?- Zapytała. Mężczyzna tylko mrugnął. Sara postanowiła zabrać go do swojego domu. Nie był daleko, a ranny odzyskał już przytomność. Pomogła mu wstać i powoli, chwiejnym krokiem ruszyli oświetloną przez lampy dróżką. Drzwi otworzyła starsza, ale dosyć ładna jak na swój wiek kobieta. Kiedy zobaczyła Sarę i nieznajomego przed drzwiami, na jej twarzy pojawiło się zdziwienie pomieszane z przerażeniem. - Co się stało, córeczko?!- zapytała - Znalazłam go nieprzytomnego… Pomóż mi go położyć w moim łóżku. Matka wykonała polecenie bez sprzeciwów. Później Sara opatrzyła rannego i siedziała przy nim aż zasnął. Nazajutrz, kiedy zaniosła mu śniadanie, mężczyzna już nie spał. Leżał jakby trochę oszołomiony i zdziwiony. Gdy ujrzał Sarę stojącą w drzwiach, lekko się spłoszył. - Dzień dobry.- Rzekła dziewczyna.- Jak pan się dziś czuje? - Co mi się stało? - Nie mam pojęcia.…