Podróże · 8 min czytania
...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Prolog
- Aune, przecież to niemożliwe! - raz po raz wykrzykiwała moja kuzynka, gdy powiedziałam, co mnie spotkało - bez urazy, ale mam wrażenie, ze w ciagu kilku godzin całkowicie postradałaś zmysły. - Kilku godzin?! - nie wytrzymałam - kilku godzin?! Nie było mnie tyle miesięcy, a ty mówisz, jakby nic sie nie stało. Cud, ze tu stoję. Wyrzuciłam to z siebie praktycznie jednym tchem. Czy nikt mi nie wierzy? Z osoby powszechnie uważanej za prawdomówną stałam się nagle bajkopisarzem? - Czego tak krzyczysz, wnusiu? - do akcji wkroczyła babcia. W ręku trzymała tacę pełną polukrowanych pączków, pychota. Poczułam, ze humor raptownie mi się poprawił. - Och, babciu, w sumie nic takiego się nie stało, jeśli nie liczyć faktu, że Jula podejrzewa u mnie jakieś zaburzenia psychiczne. - Dajcie spokój. Aune, dziadzia chce żebyś do niego na chwilkę zajrzała. Zaraz, dziadzia? Czyżby coś podejrzewał? Nie sądzę. Natychmiast wybiegłam z pokoju, łapiąc po drodze pączka. Dziadek - Henry, siedemdziesięciodwu letni były podróżnik, siedział w swoim gabinecie. Ostrożnie otworzyłam drzwi, po czym usadowiłam się na skórzanej kanapie, przywiezionej bodajże z Rzymu. Całe ściany obwieszone były pamiątkami z wypraw, jakie kiedyś odbył dziadek. Zdjęcia, oprawione w potężne, drewniane ramy, przedstawiały najróżniejsze krajobrazy świata. Koło okna stał stolik wypleciony w afrykańskiej wiosce, na którym leżały indiańskie narzędzia. Półki uginały się pod ciężarem atlasów i przewodników. - Jak ci się podobało? - zapytał nagle dziadzia. - Wierzysz mi? - niemożliwe, wreszcie jakaś osoba, która nie zarzucała mi kłamstwa! - uważasz, ze to wszystko co opowiadałam, było prawdą? - A czy napewno opowiedziałaś wszystko? - Taaak - dziadek spojrzał na mnie wymownie - właściwie nie, opowiedziałam tylko część tego, co mnie spotkało. - Dlaczego? - mimo podeszłego wieku głowy rodziny, nikomu nigdy nie udało się oszukać Henry'ego. W jego oczach zauważyłam błysk, bardzo podobny do tego, który towarzyszył mu, gdzy sam pakował plecak i ruszał w drogę. - Ponieważ...- zawiesiłam głos, jakbym sama przed sobą chciała ukryc prawdę - ponieważ wtedy napewno uznaliby mnie za wariatkę. - Proszę opowiedz mi wszystko raz jeszcze, tyle, że ze wszystkimi szczegółami, które pominęłaś. Jeśli usłyszę, jak było w rzeczywistości, wstawię się za tobą. Wtedy albo nam uwierzą, albo pomyślą, że oboje zwariowaliśmy - uśmiechnął się.
Rozdział I
Była sobota. Upalny lipcowy dzień dobiegał końca; słońce chowało się za linią horyzontu. Wspólnie z kuzynką Julą spędzałam wakacje w dworku moich dziadków. Drewniany dwór położony był na krawędzi lasu, nieopodal jeziora. Wspaniałe miejsce. Kończyłam czytać jakąś podróżniczą gazetę pożyczoną od dziadka. Na ostatniej stronie umieszczony było zdjęcie, które przyciągnęło moją uwagę. Napis pod obrazkiem głosił "Wielki Kanion Kolorado, zdjęcie z wyprawy J. Canal'a". Nie wiem dlaczego, ale wydawało mi się, że już niedługo będę miała okazję zobaczyć ten widok na żywo. Odłożyłam magazyn na półkę i wybrałam się na małą przechadzkę po domu. Na pierwszy ogień poszedł strych - tam zawsze można było znaleźć coś ciekawego. Nie chciałam iść z Julą, bo wciąż miałam przecz oczami nasze ostatnie wspólne myszkowanie po strychu. Wcale, a wcale nie bawiło mnie przymierzanie kapeluszy babci. Moją uwagę przykłuł wielki, drewniany kufer. Jako, że nie mogłam wtedy sprawdzić co tam jest, postanowiłam zrobić to teraz. Dziadkowie pozwalali nam praktycznie na wszystko, nie obawiałam się więc żadnych konsekwencji. Skierowałam się w stronę schodów wiodących na strych. Były