Inne · 5 min czytania
...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Wychodząc z domu potknęła się o wystającą płytę chodnika, ledwo utrzymując równowagę. Była wyczerpana, ale ze starannie nałożonym makijażem biegła do pobliskiego klubu, by tam spędzić kolejny upojny wieczór. "Cholera" - pomyślała - "po co ja tam w ogóle idę ?" Ale było już za późno, była gotowa i wyszła już z domu. Brakowało jej Rosemary, ale przecież Rosie wróci za dwa dni a wraz z nią wszystko powróci do normy. Szła przez ulicę, słuchając stukania swych obcasów o chodnik. "Co za piękny dźwięk" - pomyślała, przyspieszając kroku. Było gorąco w ten czerwcowy wieczór, bardzo gorąco. Może zbyt gorąco jak na imprezę, ale przecież już za późno. Była spóźniona. Jednym machnięciem ręki przywołała taksówkę. Uwielbiała tutejszych taksiarzy. Byli tacy mili i ludzcy, zawsze można było z nimi pogadać. Wreszcie dotarła na miejsce. Szybko zapłaciła i wyszła z taksówki. Zanim weszła do klubu, obmacał ją stojący przy wejściu ochroniarz, wielki jak goryl. Nie lubiła szorstkiego dotyku tych wielkich łap, zawsze tak nachalnie ją sprawdzających. Lecz przecież było za późno. Po wejściu od razu utonęła w zielonej poświacie klubowych reflektorów i kakofonii pomieszanych dźwięków muzyki z wrzaskami bawiących się ludzi.
X X X
Obudziła się po południu. Nawet nie bolała jej głowa. Poplamiony podkoszulek był mocno wymięty, majtki zresztą też. Nie chciało jej się wstawać. Leżała jeszcze długo, rozglądając się po pokoju. Wszystko było na swoim miejscu. Książka na stoliku, lampka, papierosy, kieliszek do drinka i podpaski. Serwetka dokładnie ułożona na komodzie, tam, gdzie być powinna. Kwiaty w wazonie i miękki zielony dywan na podłodze. Usiadła. Bolały ją plecy, ale zignorowała to. Wieczorem trzeba będzie założyć coś lżejszego.
Część 2:
X X X
Błąkając się po kuchni w poszukiwaniu jedzenia zorientowała się, że ten hałas, który od pół godziny ją męczy to miauczenie kota. Zrobiło jej się żal ukochanej kotki, doszła do wniosku, że nie jest dobrą panią, skoro biedne zwierzę znów chodzi głodne. Dręczyło ją poczucie winy z tego powodu, ale nie mogła się na nim skupić, była zbyt rozkojarzona, zawieszona gdzieś w przestrzeni między myślą a niebytem. Dryfowała między różnymi stanami świadomości, nie mogąc wrócić. Wypadła za burtę rzeczywistości, a odmęty chaotycznych myśli ponosiły ją zbyt daleko. Tonęła w nich. Każda kolejna czynność była zdumiewającą koniecznością, jakby zrobienie sobie śniadania czy nakarmienie kota było czymś tak nierealnym, jak tylko najgłębszy