Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

wojna · 7 min czytania

Bez tytułu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Łup! Łup! Co to? - Łup! Łup! Łup! Co to takiego? - Łup! Aaa, to w głowie mi wali. Wali? Huczy. Mam ranę na mózgu! Na mózgu? Na mózgu! Dziwne! Czy umieram? - Łup! Łup! Czy umieram? Umieram! Dziwne, dziwne jest umieranie. Poczułem coś! Co? Śmierć? Nie. Więc co? Ból. Dziwne! Ból! Hm? Ból!!! Co to takiego? BÓÓLLLLLL!!! Aaaaaaaaaaa!!!

Ocknąłem się, Leżę. Nie mogę oddychać, czuję na sobie ogromny ciężar, przytłaczający. Miażdży mnie, miażdży mi kości, mięśnie. Jęknąłem, ból. Ból pozbawiał mnie zmysłów. Nie mogę myśleć. Co się stało? Nie mogę sobie przypomnieć. Dlaczego tak boli?! Na wszystko co święte, dlaczego?!! Nabrałem powietrza, płytko. Płynny ogień wlał się do mojego wnętrza. CIEMNOŚĆ.

- Łup! Łup! Umarłem? Cisza.

Każdy oddech udręką, każda myśl koszmarem. Pustka, ból. Cierpienie. Za co tak cierpię? Dlaczego? Kto mi to zrobił?!

Słyszę coś. Co? Jęki cierpienia, łkanie, charczenie. Kto tak jęczy? To ja, to ja! Nie mam siły krzyczeć. Nie mam. Czuje smak, to smak krwi. Krew płynie moimi ustami. Cierpienie. Nie mam siły, nie mam siły wić się z bólu. Nie mam siły płakać. Wiem! Co wiesz? Tak. To jest piekło! Piekło...

Bzduraaaaa!!! Otrzeźwiło mnie, znowu jestem świadomy. Oczy, musze otworzyć oczy. Z trudem uniosłem zalepione krzepnącą krwią powieki. Przez chwilę walczyłem, aby przebić wzrokiem czerwoną zasłonę bólu. Leżałem na twardej powierzchni, głowę miałem opartą o nią czołem. Ból paraliżował, był niepojęty, przekroczył wszelkie granice. Obróciłem powoli głowę, coś leżało koło mojej twarzy, co? Dłoń. Zogniskowałem wzrok, trzy z pięciu palców tej dłoni, były krwawą masą. Moja dłoń? Krew zalała mi oczy. Zamrugałem gwałtownie, dłoń oderwana była od ciała, tuż nad nadgarstkiem. Oderwana? Nie, odcięta. Świadomość istnienia tej niczyjej już dłoni była niczym w porównaniu z paraliżującym mnie bólem. Tak ciężko było myśleć. Mój oddech był nieregularny, płytki, nieopisanie bolesny. Z moich ust. wylewała się krew. Widziałem ją. Prawie czarna, gęsta niczym smoła. Obróciłem głowę w drugą stronę, znowu coś. Skała, kamień. Kamienny stopień. Spojrzałem w górę, oślepiło mnie. Natychmiast zamknąłem oczy. Dlaczego mnie to spotyka? Cierpienie ponad granice ludzkiej wytrzymałości. Koszmar. Spojrzałem jeszcze raz, złoty blask. Porażający. Co to? Gdzie ja jestem? Muszę się poruszyć, muszę, żeby sprawdzić czy naprawdę istnieję. Drgnąłem. BÓL! Ciemność.

Cisza, zupełna cisza. Żyję jeszcze? Żyję.

Otwarłem oczy, ciemność. Noc? Może. Spojrzałem w kierunku złotego światła, tliło się zaledwie. To tak jak ja - pomyślałem. Ciekawe czy światło też czuje ból? Oddychałem jakby ...łatwiej. Dziwne. Muszę się ruszyć, musze. Umrę tu inaczej. Ruszyłem lewą ręką, ból przeciął mnie niczym ostrze, ręka nie drgnęła. Ruszyłem prawą, lepiej. Posłuchała, podniosłem dłoń przed oczy. Cała była we krwi, policzyłem palce. Wszystkie. Dotknąłem głowy, ból. Długa rana tuż za linią włosów. Co się stało? Co? Walczyłem. Przeciw komu? O co? Nabrałem powietrza, oparłem się na prawym ramieniu i podniosłem tułów. Wytrzymałem cierpienie. Na kamienny stopień prowadziły schody. Muszę się do nich dostać. Po co? Nie wiem. Leżałem na kamiennej posadzce, tak. Wyciągnąłem dłoń, wsunąłem palce w…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%