Inne · 10 min czytania
...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rozdział I
System... otacza nas jeden wieli system. Jedna umowa... dlaczego? Dlaczego nie ma na świecie, czegoś innego. A wszystko co odstaje jest niszczone... system jest wszędzie. Dlaczego?! Ja też... czemu i ja? Czemu się nie postawie? Nie chce... ja... ja jestem, i... i już nic nie wiem... Faktycznie. Nic już nie wiedział. Nic ponad to iż On jest. Nawet nie pamiętał swojego imienia. Nawet nie znał swojej matki ani ojca, ani nikogo. Nie wiedział gdzie jest. Leżał na plaży... na nogach jakieś znoszone buty, koszula prawie w strzępach, o spodniach już nie wspomni. Kiedyś były długie. Kiedyś....On nawet nie pamiętał jak długo tu jest. Po prostu się tu znalazł. Wszystko było takie same, ale jakby inne. I czuł się o dziwo dobrze. Wstał i poszedł przed siebie. Nie wiedząc gdzie i po co. I w ten sposób zaczął pokonywać przyzwyczajenia do systemu. Dotarł do jakiejś miejscowości. Nikt go nie zauważył. Troszkę zdziwiony, może speszony faktem iż nikt go nie widzi... zaszył się w cieniu. I stał. I patrzył. I widział system w całej okazałości. Świat jest takim jakim go widzimy. "Ludzie są dobrzy, można im ufać" a tutaj ... bum! Wcale nie. Nie ma zaufania. Ludzie wcale nie są dobrzy. Z natury jest w nich obojętność. Widzą, że jedni robią źle, czynią zło. To czemu oni nie mogą? I powstaje kolejne pokolenie ludzi złych. Ludzi, którzy nie pamiętają co to dobro.
Rozdział II
Będąc ławką widzisz wiele rzeczy. Gdy stoisz w parku pierwszy rok, wszystko Ciebie ciekawi. Każda pora roku jest inna, nowa. Każda podsłuchana rozmowa jest ciekawa. Każdy śpiew nowopoznanego ptaka fascynuje. Po roku zaczyna się wszystko powtarzać. Ale dalej jest już tylko nudniej. Wszystko to samo. Wiosna, lato, jesień, zima, wiosna, lato, jesień, zima... i tak można bez końca. Bo to nie ma końca. Po pewnym czasie zaczynasz przeklinać fakt iż drewno z którego jesteś zbudowany jest takie trwałe. Gniewasz się na ludzi, którzy Ciebie reperują, bo Ty chcesz już przestać istnieć. Masz dość wciąż tego samego. I na złość psujesz się coraz częściej, i częściej. Żeby mieli więcej pracy. Już masz dość. A z chwilą gdy sobie uświadomisz, że nie będzie końca tego powtarzania całego cyklu, załamujesz się. Każda rozmowa właściwie jest taka sama. Czasami zdarzy się, że ktoś przycupnie i się nie odezwie, ale w większości są to dwie trajkoczące koleżanki, obgadujące trzecią, bądź rozmowa o kolejnych podbojach jakiegoś chłopaka. Aż w końcu przestajesz
słuchać. Już wiesz co powiedzą. I już wiesz, że ten świat jest okrutny. Nie da Ci odejść. Nie odbierze świadomości. Będziesz tam stał do końca czasów.
Rozdział III
On stał w cieniu bardzo długo. Nawet nie wiedział ile. Mijały noce i dnie. A On tam po prostu był. Nikt go nie widział. Czasami jakaś mała dziewczynka się zatrzymała przed zaułkiem popatrzyła niby to w cień. Ale ona nie miała prawa Go zobaczyć. A była to cały czas ta sama dziewczyna, i nigdy nie powiedziała ani słowa.
Część 22 / 2
Rozdział IV
Każdy dąb spytany co ceni najbardziej odpowie iż najbardziej ceni niebo. To, że może na nie patrzeć. I to, że jest tylko jedno. Dodaje mu bowiem otuchy fakt iż na to samo niebo patrzą jego bracia. Inne dęby. Gdzieś tam rozsypane po całym świecie. Bo nie ma innego nieba. A to, które jest, jest idealne. A patrzeć na nie można bez końca. I aż liście szeleszczą gdy wzniesie wzrok ku górze. Zobaczy bezkres błękitu i jedną chmurkę. Może dwie. A potem trzy. Bo to jest piękne. I dlatego warto żyć wiecznie. Bo to tylko prosty dąb. Cieszy się tym co ma. I nie chce więcej.
Rozdział V
W szkole rozległ się gromki śmiech. Dzieci w jednej z klas trzymały się kurczowo za swoje brzuszki śmiały aż do łez. Mała dziewczyna stała na środku klasy. To była jedyna osoba (poza nauczycielką), która się nie śmiała. Więcej, miała łzy w oczach. Trzymając kurczowo ogarek świeczki poszła do ławki i płakała. A łzy kapały na zeszyt i powoli zamazywały zadanie domowe : "kto jest moim największym przyjacielem?". Była zła. I taka smutna. Nauczycielka podeszła do niej i powiedziała - Kochanie nie płacz. ... nic nie usłyszała w odpowiedzi.
Rozdział VI A On dalej stał. I już chyba swoją rolę. Miał tu stać. Łamał właśnie wszystkie zasady. Owszem jadł. Ale mimo iż nie wiedział gdzie jest, i jak się tu dostał wiedział, że ma stać w zaułku i się stąd nie ruszać. Miał tutaj być.
Rozdział VII
W momencie kiedy dąb podziwiał piękno nieba, a jego liście wesolutko szemrały, i myślał, że chciałby wzlecieć do nieba. W czasie, gdy ławka stojąca pod jakimś drzewem znowu słuchała opowieści jakiegoś rozwydrzonego chłopaka, i myślała jakby to było cudownie skończyć swój żywot na Ziemi. W tym samym czasie gdy spadły liście, mała dziewczynka wracała ze szkoły i prosiła w myślach żeby ktoś ją zrozumiał.