rodzina · 3 min czytania
bez tytułu
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Miejsce jak każde inne. Przynajmniej tak mi się zawsze wydawało. Nigdy nie myślałam o nim jak o "moim", może dlatego, że odkąd skończyłam dwanaście lat, tak jak Cioran, czułam coś w rodzaju "metafizycznego wygnania", poczucia, że nie jestem w miejscu, w którym powinnam być. Zresztą czuję to i teraz. Nie jest to więc kwestia miejsca, raczej charakteru i osobowości. Powiem ci, że teraz, patrząc z perspektywy ponad pięciu lat, widzę rzeczy inaczej. Mówię używając zaimków osobowych. Da się chyba nawet wyczuć nutę nostalgii, jeśli tylko wsłuchać się dość uważnie. Tyle, że ludzie teraz nie słuchają. Wolą mówić sami. Zwłaszcza o sobie. "Ja to, ja tamto." Więc kiedy zapytałeś mnie, czy w moim domu też pachniało lukrecją, zaskoczyłeś mnie trochę. Nagle wszyscy ludzie, meble, dym papierosowy znikają i ich miejsce zajmuje parterowy, biały dom. Ja w odległości dwudziestu metrów od bramy, zerkam przez ramię - odchodząc. Zawsze szkoda mi było rozpamiętywać przeszłość. Wspomnienia, w miarę częstego używania, zacierają się, więc używam ich oszczędnie. Możesz się czuć w pewien sposób wyróżniony. Sięgam pamięcią dość daleko. Pamiętam, jak w wieku siedmiu lat pierwszy raz złamałam nogę, spadając z rozłożystego orzecha, który rósł z tyłu domu, a w którego cieniu, najczęściej latem…