Inne · 3 min czytania
(....)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
(….) Mimo, że było to ryzykowne pędził jak szalony. Lubił sobie wyobrażać, że gdy tak mknie wiatr rozwiewa mu włosy. Wtedy czuł się młodziej….i to sporo. Mijał znane mu sklepiki i domy i czuł się przez chwilę naprawdę szczęśliwy. Choć tak właściwie pan Antoni należała do ludzi spokojnych i lubiących rutynę. Zwykle do pracy przychodził przed czasem, zawsze w kaszkiecie i długim płaszczu. Siadał sobie w swoim fotelu i rozkładał „świeżutką” gazetkę i wypalał porannego papierosa. Gdy nadchodził odpowiedni czas, ruszał. Powoli bardzo powoli podjeżdżał tam gdzie trzeba i czekał chwilę, sprzedawał bilet jakiemuś zapominalskiemu facetowi z teczką, albo rozczochranemu uczniowi, a potem jechał już przed siebie. Pozdrawia panią z kiosku z prawej, a za zakrętem kościelnego mocującego się z zamkami (z lewej). Potem jechał, jechał i jechał, co chwilę przystając i kogoś wysadzając albo wioząc dalej dojeżdżał do miejsca, w którym zawracał. Tam jadł dwie wegetariańskie kanapki z serem i ogórkiem przygotowane przez jego żonę i wypalał drugiego przedpołudniowego papierosa. I ruszał w drugą stronę. Właściwie to pan Antoni należał do grupy ludzi spokojnych. Nic go nie denerwowało, po za jednym….muchami. Muchy były jedynymi stworzeniami które potrafiły go doprowadzić do szału. I chyba…