psychologia · 4 min czytania
***
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Promienie słońca zalewały ogród. Tańczyły wśród zielonych traw, zapraszając do zabawy owady. Przyglądałam się, jak motyl lekko siada na płatku złocistego kwiatu. Nawet nie znałam jego nazwy. Uśmiechnęłam się do siebie, bo otaczał mnie spokój. Idylla. A jednak to było jakieś nierealne. Trawa zbyt zielona, kwiaty zbyt kolorowe, słońce zbyt jasno świeciło. Budziło to niepokój, który tłumiłam na siłę. Udawałam, że go nie dostrzegam. Zawsze mi się udawało uwierzyć we własne iluzje. Tak, jak wtedy, gdy zdawało mi się, że ktoś mnie śledzi i szukałam zainteresowania u innych, opowiadając o tym każdemu, kto chciał słuchać. Tak, jak wtedy, gdy szłam mostem i ogarnęło mnie pragnienie, by skoczyć i dowiedzieć się, co się stanie potem. Uwierzyłam, że mam myśli samobójcze. Teraz nie chciałam uwierzyć, że coś jest nie tak. Więc udawałam, że tego nie ma. Chciałam znów uwierzyć. - Zamyśliłaś się - usłyszałam za sobą. - Troszeczkę - uśmiechnęłam się do niej, odwracając twarz do słońca. Otworzyłam szeroko oczy, żeby sprawdzić czy mogę coś dostrzec. Poczułam ból, więc natychmiast przymrużyłam powieki. - Jest tak spokojnie... - stwierdziła. Dostrzegłam nieśmiały uśmiech, wkradający się na jej wargi. Potem pojawił się dołeczek w policzku, który tak mi się podobał, kiedy byłyśmy młodsze. Przez jakiś czas byłam nawet o ten dołeczek zazdrosna. A potem zauważyłam, że mam taki sam, ale muszę się szeroko uśmiechać. Więc zaczęłam pokazywać dołeczek światu. - Hmmm - mruknęłam. - Jesteś smutna... - Nie, to nie to. Po prostu... nagle... chcę tu zostać - dokończyłam cicho. - Wiesz, że nie możesz - zaśmiała się. Przyjrzałam się jej uważniej. Była rozluźniona, uśmiechnięta... wręcz zadowolona. Poczułam, że łzy napływają mi do oczu.