Psychologia · 12 min czytania
...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przede mną święta Bożego Narodzenia a ja nawet nie wiem czy spędzę je z rodziną. Ciężko jest żyć ze świadomości, że to inni ludzie decydują czy Wigilię spędzę w rodzinnym gronie, czy też w zimnej celi na twardej pryczy, Ironią losu w tym wszystkim jest to, że właśnie siedzę w tym cholernym więzieniu za zbrodnię, której nie popełniłem. Wiem, wiem – wszyscy tutaj tak mówią. Przyznaję się bez bicia: jestem złym człowiekiem. Z mojej ręki umarło wiele osób i wiele cierpiało, lecz tej kobiety nie zabiłem. Po pierwsze nie znałem jej, a po drugie nie miałem powodu by jej zabić. Ot, pojawiłem się w nieodpowiednim czasie i miejscu. Byłem w San Francisco w sprawach służbowych. Po dobie bycia na nogach padłem na łóżko i spałem jak zabity. Następnego ranka poleciałem do domu, a dwa dni później zapukały do moich drzwi policyjne kurwy. Skuli mnie, wywieźli do więzienia pod zarzutem morderstwa. Rozprawa trwała jeden dzień. Na nikłych poszlakach oskarżono mnie o morderstwo I stopnia. Dostałem podwójne dożywocie z możliwością ubiegania się o zwolnienie warunkowe po 40 latach. No i siedzę tutaj już prawie rok w więzieniu stanowym Black River o zaostrzonym rygorze. Za murami więzienia została moja żona, piątka dzieci, przyjaciele, praca, pieniądze, szacunek, wrogowie. Chociaż wrogów to już tutaj nawet mam. A co więcej całą masę wrogów. Jestem nowy, nikogo nie znam, więc nadaję się idealnie na worek treningowy i laleczkę dmuchaną z sex shopu. A na dodatek sam się pcham w ręce oprawców przez mój niewyparzony język i dar wpadania w tarapaty. Nie jest lekko: kilka razy dziennie mam zapewniony wpierdol oraz maraton orgi, w których współwięźniowie realizują swoje fantazje seksualne. No cóż, z samego szczebla władzy i szacunku, spadłem na dno Czarnej Rzeki ludzkich degeneratów. Jednak da się przeżyć. Życie na ulicy uodporniło mnie na różnego rodzaju sytuacje. Jedynym moim zmartwieniem jest moja rodzina. Siedząc tutaj nie mam jak uczestniczyć w rodzinnym życiu i wspierać członków tej licznej family. Pomimo, iż nie jestem niezastąpiony, to wolałbym mieć rękę na pulsie, a widząc dzieciaki jedynie na kilka chwil w niedziele, nie jestem w stanie ustrzec je przed czymkolwiek. Co innego interesy – tutaj mam od tego ludzi, by wszystko mniej więcej kręciło się w odpowiednim kierunku, poza tym to dalej ja mam ostatnie słowo w każdej sprawie. Natomiast moja rodzina rozpada się w tempie błyskawicznym i nie mogę nic zrobić. Victoria – moja żona zamknęła się we własnym świecie. Przeszła depresję, czego wynikiem stał się nowy „członek rodziny” – Jimmy, jej psychoterapeuta. Wkurwia mnie to, że wszystko olała odkąd poszedłem siedzieć. Nie chodzi tutaj o to, że była u mnie tylko raz i odizolowała się ode mnie – rozumiem to na jakiś tam sposób. Chodzi mi wyłącznie o nasze dzieci. Ja rozumiem, że jest jej ciężko, cały jej świat się posypał, ale jej egoizm po prostu mnie powala. Zostawiła całą czwórkę samym sobie. Ciekawe ile czasu minie jak wyjdą na wierzch pierwsze negatywne skutki tej całej popieprzonej sytuacji, bo w to, że się pojawią, to nie wątpię. Na razie niby dają sobie radę. Anka ma Jack’a, pracuje i matkuje pozostałej trójce. Justyna studiuje, podobno zaczęła znów spotykać się z Gobem i jakoś uspokoiła się. David uczy się, pracuje, gra w kosza, jeździ na desce,. Chodzi z Jennifer i zastępuje Jordanowi rodziców – jednym słowem stał się w mgnieniu oka głową rodziny. A co więcej przejął trochę moje interesy. Wraz z Dr. Dre pomógł dokończyć płytę Marshall’a – czego mi nie dane było sfinalizować. No udała mi się pociecha. Jordan oparł się całkowicie na Davidzie i próbuje sobie zapewne to wszystko jakoś poukładać w tej swojej małej główce. Ostatnio stwierdził, że jak zostanie Prezydentem to wypuści mnie z więzienia – w tym szkrabie cała moja nadzieje. Całe szczęście, że chociaż media i opinia publiczna stanęła za mną murem. Jak widać lata pracy na zaufanie i uwielbienie ludu, opłaciły się.
- Ty Kawka, idziemy pod prysznic. Tylko kurwa rusz się. - Spierdalaj – przecież nikt nie będzie mnie popędzał, co nie? - Ooo! Chłopaki, kochanica nam się zdenerwowała. Co się kurwa prysznic nie podoba? To może ci się frajerze spodobają kutasy w twojej białej dupie?
Zostałem wypchnięty z celi, kilka razy odbili mi nerki. Za mój niewyparzony język stracę dzisiaj nerki i ponastawiam swój tyłek popierdolonym napaleńcom z innych cel…
*** - David! David! - Co się stało – spytałem wystraszony. - Bo w mojej szafie coś jest! Buuu!!! - Jordan, nic tu nie ma – dla uwiarygodnienia moich słów otworzyłem szafę. – Widzisz? No a teraz śpij. Kropek będzie cię pilnował. Zgasiłem światło i przymknąłem drzwi. Musiałem zaraz wyjść, żeby nie spóźnić się do radia. Czekały mnie ponad trzy godziny siedzenia w studiu radiowym i udawaniu, że świetnie się bawię. A wcale dobrze ostatni się nie bawiłem. Non stop szkoła, dom, pilnowanie Jordan’a, treningi, demówki, godziny spędzone w radiu każdego dnia, spotkania z Jennifer, kursowanie do więzienia i uśmiechanie się do blasku fleszy. Byłem wykończony i rozdrażniony. Na dodatek obietnica złożona Marshall’owi, że pomogę mu skończyć płytę! Jednak rodzinie, podobno się nie odmawia. Miałem dość. Jeszcze na dodatek po domu plątał się jakiś Jimmy! Co ta matka w ogóle sobie wyobrażała!? Ledwie ojciec poszedł do więzienia, ta już sprowadziła sobie do domu jakiegoś przydupasa. I weź tu bądź mądry i pisz wiersze. Jeszcze smsa dostałem: „Spotkajmy się o 9 p.m u mnie. Ojciec wychodzi z Anką”. No chociaż tyle dobrego… Ale nie, nie miałem ochoty na Jennifer. Nawet gumek nie miałem. Potrzebuję jakieś gorącej sztuki a Jennifer… No cóż, ułożona panienka z dobrego domu. Cholera, no to się spóźniłem…
Na szczęście to było wczoraj. Nie poszedłem do Jen, nie miałem potrzeby. Jem teraz pyszne śniadanie pani Gieni. Dawno nie czułem się tak wyspany. Dobrze, że dziś sobota. Nie idę do szkoły, ani do radia, nie mam treningu. Więc idę na imprezę. Mam