Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 6 min czytania

...

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dzień, w którym nasze serce rozpada się na milion drobnych kawałków jest dniem naszej śmierci. Umieramy dla całego świata, a co gorsza umieramy dla samych siebie. Ostatnie łzy spływają po policzkach. Po nich pozostaje już tylko pustka. Jest to ta wszechogarniająca ciemność, której każdy się boi. Nie można jej rozjaśnić nawet najostrzejszym światłem. W tej czerni może rozbłysnąć tylko nasze własne serce, wyzbyte lęków, zahamowań i pozbawione ograniczeń. Za to natchnione wiarą. Właśnie dlatego nie możemy zrobić nic z pustką, otulającą nas ze wszystkich stron. Serce w częściach, których nie da się poskładać, nie jest w stanie utrzymać w sobie żadnego lęku, zahamowań ani ograniczeń. Nie jest też w stanie utrzymać nawet odrobiny wiary. Bezsilni i załamani nakrywamy się ramionami niczym całunem i przez rozwarte palce patrzymy na naszą śmierć. Po pewnym czasie nie czujemy nawet bólu. Może go nie ma, a może jesteśmy zbyt wyczerpani, aby przyjmować do siebie cokolwiek. Siedzimy tak, na dnie, nie dopuszczając do siebie żadnego człowieka. Może gdybyśmy mogli to zrobić… jednak dla żyjących nie ma miejsca w krainie umarłych. Jesteśmy sami ze sobą i swoimi myślami. Grunt pod nogami załamuje się. Nie ma już bezpiecznej, suchej pustki. Zalewa nas fala czerni, która oblepia ciasno ciało i wciąga jak bagno w ciemnym, starym lesie. Nasze serce nie bije już od dawna. Jesteśmy martwi, więc nie walczymy i pozwalamy pochłonąć się do końca. A oczy pozostają suche. To nie śmierć jest najgorsza. Najsmutniejsze jest samo życie. Pogoń za marzeniami, które miały być takie dobre, godne spełnienia i przede wszystkim bezpieczne. Nadzieja, która stara się trzymać nas z dala do śmierci jest złudna, ale jeszcze więcej nadziei pozwala zapomnieć o tej ułudzie i żyć w przekonaniu, że jesteśmy w jakimś celu. Bywają chwile, że cała tajemnica stworzenia wydaje się być tak namacalna. Żyjemy w świecie marzeń sennych przez całą noc i przez cały dzień. Pewnego dnia budzimy się jednak, przemywamy wodą twarz i otwierają się nam oczy. Powaga banalnych rzeczy i ostre kontury życia sprawiają, że chce nam się płakać. Zamiast tego otwieramy szeroko usta i krzyczymy, nie chcąc pogodzić się z rzeczywistością. Nawet nie zauważamy, kiedy z oczu zaczynają wypływać kolorowe łzy. Po chwili cała nasza twarz odbarwia się od nich, tworząc swoistą, czerwono- żółto- zieloną tęczę. Nie widzimy jej, bo nie chcemy spojrzeć w lusterko. Zmęczeni krzykiem, zapadamy w kolejny sen. Bezsensu świata nie dostrzegamy na co dzień. Powtarzamy hasła, czekając…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%