Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

pisarstwo · 18 min czytania

Bez tytułu

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przymglenia

„patrzę na ciebie, jakbyś nie była stąd, a przecież jesteś moją matką. języki obce próbują za ciebie kaszę mannę i owsiankę, by dosłodzić życie zastygłe między fałdami. tak łatwo nakarmić ciało.

rzadko mnie dotykałaś, a teraz to ja trzymam w dłoniach twoje dziś, nie wiedząc czy nadejdzie jutro. oczy szklą się jak cebula na patelni, a ty nigdy nie uczyłaś mnie gotować.

niczym muchołapka otwierasz usta przez sen, ale wpadają w nie tylko frazy, które wyrzucasz z siebie nocami. za dnia nie chcesz rozmawiać z żywymi. twoja świadomość znów zmieniła adres.

każdy jęk znaczy więcej niż setki słów, a ja zatykam uszy, bojąc się, że nie zdążę ci czegoś wybaczyć, zanim Bóg zgasi światło.”

ajw

****

Historia inspirowana powyższym wierszem.

****

- Cześć Karoline! Anna Norrison zgodziła się na udzielenie ci wywiadu!

- Zabawne, że właśnie teraz! Wielkie dzięki, nie wiem jak ci się odwdzięczę!

Stoję z komórką w dłoni, nie mogę się ruszyć z miejsca. Nigdy za wiele starych, dobrych przyjaciół. Dwa razy próbowałam i dotąd mi się nie udawało, a tu nagle dzisiaj. Cudowna wiadomość! Uwielbiam pisać wywiady mimo że nie jest to ani prawdziwe dziennikarstwo, ani blogowanie na serio. Kolekcjonuję ciekawych ludzi, nie brzmi to skromnie, no cóż, wielu osobom, które proszę o wywiad to schlebia, pomaga utrzymać się na powierzchni. Gwiazdy eksplodują i znikają, to nic nowego. Z nią będzie inaczej, mój dziennikarski nos mnie nie zawodzi.

Anna Norisson jest dla mnie obecnie najbardziej ekscytująca pisarką, bez umiaru, bez blokad, spod jej pióra wychodzą dwie powieści rocznie. Myślę, że mogłabym się od niej wiele nauczyć, jest zabójczo inteligentna. Przy niej zapewne zapomina się, że jest się głodnym. „The Guardian” napisał: Wspaniale … Anna Norrison pozostaje przekonującą pisarką, która przykuwa uwagę bez względu na to, o czym pisze.” Też ją tak odbieram. Przeczytałam jej pierwszą książkę chyba w 1993r. Miałam wtedy niespełna osiemnaście lat i kilkadziesiąt książkowych horrorów za sobą i naprawdę, niełatwo było mnie przestraszyć.

Życie mnie nie rozpieszczało, niejedno widziałam, od małego dostawałam w kość. Bolało, jeszcze jak. Dom dziecka prowadzony przez siostry zakonne, potem szkoła życia w rodzinie zastępczej. Pamiętam po przeczytaniu jej horroru, bezskutecznie próbowałam zasnąć, przy zapalonym świetle, bałam się wsiąść sama do windy, bez przerwy zerkałam za siebie, w końcu musiałam pójść do terapeuty. Ta książka po latach wciąż mnie przeraża i zarazem fascynuje. Co za niezwykła wyobraźnia? Mam ciągle w oczach rozdział, w którym każe swoim zmarłym przedszkolakom, pochowanym na tytułowym cmentarzyku kroić jabłka w krążki, żeby powstała litera O. Portrety swoich bohaterów buduje nie tylko na odrzuceniu przez innych spraw, ale na ciekawości świata i potrzebie przygody. Niewątpliwie zasługuje na miano królowej horroru, i to nie tylko za sprawą ostatniej książki.

****

Wsiadam do auta, energicznie naciskam pedał gazu, nie lubię się spóźniać. Droga obramowana, schludnymi, identycznymi domami, wygląda jak rysunek przedszkolaka, z tymi elewacjami jasnoniebieskimi, białymi albo żółtymi, grzecznie usadowionymi na wykoszonych trawnikach. Brakuje tylko słoneczka najeżonego promieniami. Garaż na dwa samochody. Patio za domem. Widzę ją wyraźnie, czeka na zacienionym tarasie. Wysiadam z samochodu i puszczam się marszobiegiem.

Anna Norrison – jaka ona jest? Jak jej udało się podbić serca wielu moli książkowych na świecie?

****

Odpowiedź nadeszła sama, najgorsza z możliwych, ale nie będę uprzedzać faktów.

****

Postać pisarki z każdym moim krokiem staje się coraz wyraźniejsza. Widzę twarz o posępnym wyrazie i zapadniętych gdzieś głęboko w nią, czarnych, błyszczących oczach, pełną zmarszczek i zmęczenia. Na mój widok pojawia się na niej nikły uśmiech, powoli wędruje z ust do oczu.

- Mówmy sobie po imieniu, tak będzie łatwiej – zagaja.

Nie planowałam tego, ale dobrze mi to robi. Wstyd się przyznać, ale sam fakt spotkania z wielką Anną Norrison budzi we mnie podskórny niepokój, nawet nie potrafię sobie tego wytłumaczyć. Rozglądam się dyskretnie: taras lśni czystością, błyszczące bielą ściany, nowoczesne, gustowne meble. Na stojącym w kącie, wiklinowym fotelu, stojącym coś się rusza.

- Usiądź, proszę! Zaraz podadzą herbatę. No tak, znowu zapomniałam o mojej Wiktorii.

Kotka pręży z zadowoleniem pręgowany grzbiet, tak jakby się właśnie obudziła.

- Poznaj moją przyjaciółkę.

Ledwo to wymówiła, Wiktoria zeskakuje z fotela i przywiera do moich nóg. Nie mogę się oprzeć by jej nie pogłaskać. Przez moment napawam się cudownym, elektryzującym dotykiem ciepłej, aksamitnej sierści. Anna schyla się, porywa kotkę w ramiona i zanurza twarz w miękkim, popielatym futerku. Nagle kotka wyrywa się, siada na schodach, uważnie nam się przygląda. Widać, że to ulubiony jej punkt obserwacyjny. Na policzkach czuję chłodny powiew wiatru. Dobrze mi robi, łapię oddech.

Podają herbatę i croissanty.

- Jak to się stało, że zaczęłaś pisać i czemu właśnie horrory? Co o tym zadecydowało?

- Ależ to bardzo proste. Każdy normalny człowiek ma potrzebę rozmowy, chce lub musi coś z siebie wykrzyczeć, wcześniej czy później to mu się udaje. Zawsze miałam marzenia i pomysły, które chciałam zmaterializować. Oczywiście nie każdy, by to zrobić, zostaje pisarzem. Ze mną tak to jakoś wyszło. Zaraz zadasz mi pytanie, dlaczego odnalazłam się w psychologicznych horrorach, zresztą o to wszyscy pytają. Odpowiem, krótko – to była słuszna decyzja, od kołyski poznałam wszystkie odcienie strachu, nie muszę się bardzo starać by moi czytelnicy też go odczuli. Przyznasz, że moje horrory nie ociekają krwią, a trup ściele się u mnie z rzadka. Nie cierpię czerwonego koloru, nie mam pojęcia o anatomii, ale wydaje mi się, że jestem dobrym psychologiem. Umiem grać na uczuciach, mówią, że jestem wirtuozem horroru, to miłe. Natura człowieka kształtuje się w dzieciństwie, ono decyduje, jaki człowiek jest w życiu. Moja matka religijna fanatyczka, władcza, dominująca, tresowała nas jakby prowadziła hodowlę koni. Jeden z nich w wieku siedemnastu lat wymknął przez okno w stajni i pogalopował w siną dal. „Wróć Anno”– pisała w listach. Nie odpowiadałam, wtedy nie czułam takiej potrzeby.

Otwieram szeroko oczy. Ciśnie się tyle pytań, ale jednocześnie boję się je zadać. Anna czeka parę minut i znowu zaczyna mówić.

- Moje dzieciństwo nie było wesołe, szłam przez życie niekochana. W zabawie zepchnęłam mego młodszego brata ze schodów. Patrzyłam zahipnotyzowana jak powoli spada po schodach, a jego głowa uderza niczym orzech kokosowy o każdy stopień. Leżał na dole, mały tobołek. Miał zaledwie roczek, nie chciałam, naprawdę. Nieważne czy go popchnęłam czy nie. Rezultat był ten sam. Nie wybaczono mi, byłam taka mała. Odebrano mi miłość. Po śmierci Adasia, matka nigdy nie doszła do siebie, zmieniła się nie do poznania. Ubierała mnie jak chłopaka, raz byłam marynarzem, raz żołnierzykiem. Mój znak rozpoznawczy to była krótka fryzurka, spodnie, koszula – patrzyłam w lustro i w płacz. Laleczka nie, raczej laluś. I bądź tu mądra, człowiek nie wie, co widzi, chłopaka czy dziewczynę. Fascynujące i smutne za razem. Narzucenie takiej roli jest miażdżące dla psychiki dziecka, odbiera mu poczucie własnej wartości, obarcza wątpliwością czy powinno w ogóle być na świecie.

- Czemu mi to wszystko opowiadasz?

- Rzadko otwieram przed moimi gośćmi mój most łączący mnie z dzieciństwem.

W oczach Anny widać, że bardzo jej zależy bym jej słuchała, abym wiedziała. Obserwuje mnie! O co jej tak naprawdę chodzi? Jej historia jest trochę jak rozsypująca się, napisana przez życie układanka. Patrzę z niedowierzaniem na jej nienaturalnie ożywioną twarz. Robi mi się jakoś dziwnie, niby przywykłam, że czasami muszę być konfesjonałem, ale tym razem… Taka praca, sama ją wybrałam. Decydując się na ten wywiad muszę słuchać Anny dalej. Przywołuję się do porządku, w głębi tarasu nie jest cieplej niż na zewnątrz. Trzęsę się z zimna, Anna stuka laską w ścianę.

– Zaraz przyniosą ci pled. Ogrzewanie jest drogie. Moja matka kazałaby ci na rozgrzewkę podskoczyć pięćdziesiąt razy.- „Podskakiwanie nic nie kosztuje.” – Czasem jeszcze słyszę te słowa.

Śmieje się, chyba trochę ze swojej szczerości. Widzę, że wspomnienia z dzieciństwa całkowicie ją pochłaniają.

- Matka miała wiele wad, ale kochała muzykę.- „Dostarcza przyjemności w czystej formie.”- Więc szybko, zapisała mnie na lekcje gry na fortepianie. Po powrocie do domu, kazała mi ćwiczyć do upadłego, stała nade mną ze szpicrutą, po to ją zresztą zakupiła. -„Moja śliczna Anna będzie pianistką, tak, jak jej dziadek”- opowiadała. No trudno, musiałam się z tym pogodzić. Fakt, dobrej muzyce nie można się oprzeć.

Wyobraź sobie: Ciemna scena, nie ma kurtyny, pośrodku cylindryczne akwarium, podświetlone tak, by wyglądało jak jaskinia. Stopniowo gasną światła, coraz mocniej…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%