Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 28 min czytania

Bezdomny anioł

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Bezdomny anioł Tomasz Bilski www.shortbook.pl

Zima uderzyła znienacka. Spadające powoli i z wdziękiem płatki śniegu, które Bartek obserwował zza okna przeprowadzały swoją cichą inwazję. Siłą cierpliwości, drobina po drobince, jeden płatek za drugim przykrywały cały świat. Bartek odłożył kubek z kawą i spojrzał na swoje ubranie – spodnie od garnituru, koszulę i krawat. - Cholera – powiedział. - Coś się stało? – Spytała Ola stojąc w szlafroku na progu drzwi do kuchni. - Muszę odśnieżyć. – Spojrzał na nią. – Nie zdążę się przebrać. Ola tylko się uśmiechnęła i spuściła głowę, zasłaniając włosami trochę złośliwy uśmiech. Ten uśmiech z jakiegoś powodu od razu poprawił mu humor. Podszedł do niej i przytulił ją. Bartek odśnieżał pośpiesznie i niechlujnie. Wręcz komicznie miotał się z szuflą do odśnieżania po chodniku przed ich domem, podczas gdy wiatr szarpał go za bordowy szalik. Kiedy śnieg został już względnie odgarnięty, cały zziajany Bartek wrócił do domu, wrzucił kluczyki od auta do kieszeni płaszcza, dał buziaka Oli i wybiegł stawić czoła zaśnieżonym i zatłoczonym ulicom miasta.

*

Wieczorem śnieg prószył dalej. Niezmordowani spadochroniarze nie dawali za wygraną, bombardując śnieżnobiałą barwą poszarzały świat. - Jutro będę musiał wstać wcześniej. - Stwierdził Bartek. Następnego ranka nie wstał jednak na czas. Budzik, owszem obudził go, jednak Bartek wyłączył go i przewrócił się na drugi bok. Znowu przysnął na chwilę, a gdy się obudził na dobre, było już kwadrans po siódmej. Ubierając spodnie stwierdził, że nie zje śniadania. - Musisz coś zjeść – powiedziała Ola podnosząc głowę z poduszki. - Nie zdążę. Nie mogę się znowu spóźnić. – Spodnie miał już na sobie, zapiął pasek i spojrzał na nią. – Nie mogę oczekiwać od podwładnych punktualności, jeśli sam się ciągle spóźniam. - Wiem – powiedziała z rezygnacją. – To może nie odśnieżaj. - Wszyscy tu mają odśnieżone – powiedział ubierając koszulę – to porządna okolica. - Tak, tak, wiem. – Powiedziała wstając. – Może chociaż zdążę zrobić ci kanapki. Bartek zarzucił płaszcz, owinął szyję szalikiem, chwycił łopatę i wybiegł na chodnik. Trzema machnięciami odgarnął śnieg leżący przed drzwiami do ich domu i już miał wziąć się za chodnik idący wzdłuż ulicy, kiedy zobaczył na nim zgarbionego mężczyznę w brązowej, znoszonej kurtce. Mężczyzna był nieogolony, miał na rękach podarte wełniane rękawiczki, a twarz czerwoną od mrozu. Siwe włosy wskazywały, że był znacznie starszy od Bartka. - Mogę panu w czymś pomóc? – Spytał Bartek. - Chciałem spytać o to samo – powiedział mężczyzna patrząc Bartkowi w oczy i uśmiechając się. Bartek chciał już powiedzieć, że niczego mu nie trzeba, kiedy tamten odezwał się: - Chciałem spytać, czy mogę panu pomóc w odśnieżaniu? - Za pieniądze? – Spytał od razu Batrtek. - Jeśli łaska. Jeśli nie, to chociaż się poruszam i rozgrzeję trochę. – Powiedziawszy to mężczyzna poklepał się dłońmi po ramionach. Bartek przekalkulował to szybko i choć nie dałby grosza za odśnieżanie, to ta propozycja nosiła znamiona działalności charytatywnej. Z drugiej strony pomyślał, że powinien dać temu człowiekowi pieniądze z czystej dobroci, a odśnieżyć samemu. Spieszył się jednak, a dzięki temu facetowi mógłby wypić spokojnie kawę w domu. - Dobrze – powiedział i wrócił do domu. Ola obserwowała wszystko zza okna w kuchni. Na stole leżały już kanapki. - O co chodzi? – Spytała Ola, gdy tylko Bartek wszedł. - Zatrudniłem pana do odśnieżania. Ola była zbita z tropu. - Ale – zaczęła i zawiesiła głos na chwilę, patrząc jak za oknem bezdomny odśnieża ich część chodnika. – Co powiedzą sąsiedzi? - Nie wiem, ale wiem, co powie szef, jeśli się spóźnię. – Zdjął płaszcz i wstawił sobie wodę na kawę. – Powiedzą, że mamy ładnie odśnieżony chodnik. Ja bym tego lepiej nie zrobił. Ola wciąż patrzyła na Bartka z niedowierzaniem. - Poza tym – dodał wzruszając ramionami. – To dobry interes. Bartek wypił kawę i zjadł jedną kanapkę. Pozostałe Ola zawinęła w papier i włożyła Bartkowi do teczki. Wychodząc Bartek dał czekającemu na zewnątrz mężczyźnie dziesięć złotych. Bezdomny przyjął je z wdzięcznością i schował do kurtki. Gdy Bartek był już przy aucie – czarnym Audi – i miał zaraz wsiąść, bezdomny ruszył w jego stronę utykając na lewą nogę. - Proszę pana – krzyknął za Bartkiem i uśmiechnął się przepraszająco – proszę pana. - Tak? – Krzyknął Bartek będąc już jedną nogą w aucie. - Czy mogę przyjść też jutro? Bartek spojrzał na niego. Wyglądał na inteligentnego faceta i uśmiechał się wręcz wesoło. W oknie ich domu jednorodzinnego stała Ola. Wyglądała na zmartwioną. - Tak, pewnie – odpowiedział Bartek. – Przed ósmą, jeśli będzie śnieg. Bartek zniknął w samochodzie, wycieraczkami odgarnął śnieg z przedniej szyby, odpalił auto i ruszył. W ostatniej chwili spojrzał raz jeszcze na swój dom i na bezdomnego. W oknie domu stała Ola machając mu na pożegnanie. Uśmiechnął się, jednak po chwili zobaczył twarz bezdomnego, która jeszcze przed chwilą była radosna, a teraz była smutna, wręcz posępna. Może go czymś obraziłem? – Zmartwił się Bartek.

*

Mężczyzna w brązowej kurtce szedł po odśnieżonym chodniku, między wysokimi zaspami. Mijał kolejne domy jednorodzinne z przystrojonymi drzewkami, które mrugały do niego nerwowo czerwonymi lampkami. Ktoś go minął luksusowym autem, chlapiąc po białej zaspie błotem pośniegowym. Było jeszcze trochę ciemno, paliły się lampy i widać było niektóre gwiazdy. Na wschodzie dopiero pojawiła się lazurowa łuna. Mężczyzna skręcił w lewo, przeszedł na drugą stronę ulicy i zadzwonił dzwonkiem przy furtce do drugiego domu przy ulicy Suchej. W drzwiach pojawił się dobrze zbudowany brunet i spojrzał na niego bystrym, władczym spojrzeniem. Brązowe oczy Bartka prosto w błękitne oczy bezdomnego. - Ach to pan – powiedział Bartek przeczesując włosy. – Dzisiaj wcześniej. Bezdomny tylko kiwnął głową. Dostał łopatę i wziął się do roboty. Bartek wrócił do sypialni położonej naprzeciwko kuchni i położył się do ciepłego łóżka. Leżąc pod kołdrą słuchał dochodzącego zza okna skrobania łopaty o chodnik. - Wiesz co? – Spytała Ola, kładąc głowę na jego piersi i rozsypując złote włosy na jego torsie. – To może był dobry pomysł. - Który? - Z tym odśnieżaniem. Ten facet nie wygląda na takiego, co wszystko przepije. - Niech nawet pije, ale chociaż pije za swoje. Popatrzyli po sobie. - Każdy lubi się czasem napić – powiedział Bartek. Spojrzał na zegarek i dodał – chyba muszę wstawać. - Ciekawe – powiedziała, gdy wstawał – czy pracuje tak tylko u nas, czy na całym osiedlu. Mógłby wyciągnąć naprawdę sporo, gdyby tak brał dychę od każdego. Bartek przyznał jej rację i poszedł do toalety.

*

Był piątkowy wieczór. Za oknami zamieć tańczyła jakiegoś okropnego walca, przewalając gęste armie płatków śniegu to na lewo, to na prawo, to nagle wolniej w dół i raptem znów w bok. Niczym w czasie sztormu białe fale rozbijały się o dom Bartka i Oli. Wiatr huczał i gwizdał, aż Bartka przeszedł zimny dreszcz. - Chcesz piwo? – Krzyknął z kuchni. - Nie, dzięki – odkrzyknęła mu Ola z salonu. Otworzył jedno piwo i przelał je do szklanki. Idąc do salonu upił trochę pianki. Ola siedziała na dużej kanapie, naprzeciw telewizora, owinięta kocem. Na niewielkiej szafce obok kanapy stała gorąca herbata. Wchodząc, Bartek minął stary, drewniany stół stojący pod przeciwległą do okna ścianą, przeszedł naprzeciwko kredensu z telewizorem i usiadł obok Oli W wiadomościach podali informację o śmiertelnym żniwie zebranym przez zimę tego roku. Obok nieostrożnych kierowców, najwięcej ofiar było wśród bezdomnych niemających gdzie się schować przed mrozem. - Boże – powiedziała Ola – ciekawe jak sobie radzi nasz bezdomny. - To zaradny facet, na pewno sobie poradzi. - Nawet nie wiemy jak ma na imię. Bartek wzruszył ramionami. - Jutro pojedziemy kupić choinkę – powiedział po chwili. - Dobrze. – Ucieszyła się Ola. – To będą pierwsze święta w naszym nowym mieszkaniu! - Tak – uśmiechnął się Bartek. - Ciekawe jak to będzie, jak będą tu biegać dzieci. - Nie mogę się doczekać, aż zaczniemy robić pokój dziecięcy. – Powiedział. – W którym będą sobie mogły biegać, srać i drzeć się. - Bartek! – Półżartem udała oburzenie. – Jesteś okropny. Bartek zaśmiał się i jednym haustem wypił pół piwa.

*

Śnieżyca biła go kolejnymi uderzeniami białych nawałnic. Mężczyzna w brązowej kurtce omal się nie przewrócił od kolejnego podmuchu. Śnieg sięgał do kostek, piszczał pod zniszczonymi, przemoczonymi butami sportowymi. Mężczyzna przedarł się przez zaspę usypaną przy furtce do drugiego domu przy ulicy Suchej. Zadzwonił dzwonkiem. Furtka zabzyczała, podszedł do drzwi. W prześwicie ciepłego, żółtego światła między uchylonymi drzwiami, a framugą zobaczył bladą, zwieńczoną czarnymi włosami twarz Bartka. - To pan? – Zdziwił się Bartek. Ledwie mógł wytrzymać mróz wdzierający się do mieszkania razem z kolejnym podmuchem wiatru. – Niech pan wejdzie! Po raz pierwszy zaprosił go do mieszkania. Czuł jakieś nieuzasadnione obawy przed zapraszaniem obcych do ich domu, gdy jednak mężczyzna wszedł i stanął lekko przestraszony na korytarzu, wszystkie te obawy prysnęły. Dom się nie zawalił, nikt nie zginął i, mówiąc ogólnie, nie zaszły żadne nieodwracalne zmiany. - Mogę odśnieżyć? – Spytał mężczyzna spokojnym głosem, jakby jeden facet pytał się drugiego o ogień do papierosa. Bartek zmieszał się. - Tak. – Powiedział. – Znaczy, chwilę. Patrzyli na siebie kilka dobrych sekund. W progu salonu stanęła Ola w szarym, długim swetrze zakrywającym jej dłonie. Oparła się biodrem o framugę i patrzyła na Bartka, jakby chciała mu coś powiedzieć. - Będzie mi łatwiej odśnieżyć jutro – powiedział mężczyzna. Nikt nie odpowiedział, więc dodał: – Przepraszam, że przyszedłem o tej porze. - Nie, nic nie szkodzi – powiedział Bartek. - Może napije się pan herbaty? – Spytała Ola ruszając od razu w ich stronę. Mężczyzna nic nie powiedział, patrzył tylko jak Ola mija go i wchodzi do kuchni, by wstawić wodę. - Dziękuję – powiedział w końcu. Od mężczyzny było czuć nieprzyjemny, kwaśny zapach. Było jasne, że spędzi z nimi przynajmniej najbliższą godzinę, byłoby więc lepiej, żeby owy zapach mu nie towarzyszył. - Niech pan weźmie gorącą kąpiel. – Powiedział Bartek. – Musi się pan ogrzać.

*

Ola postawiła na stole w salonie szklankę z herbatą, obok cytrynę i słoik z miodem. - Dałam mu twoje stare ciuchy. – Powiedziała. – Zjemy z nim kolację? - Tak – odpowiedział Bartek z kanapy. – Zjemy z nim kolację, spytamy go o imię, dowiemy się, co tu robi o tej porze i jak możemy mu pomóc. Może wystarczy podwieźć go do schroniska. - Schroniska są pełne, słyszałeś w wiadomościach. Bartek myślał przez chwilę. - Zobaczymy. Na razie możesz przygotować kanapki. Na pewno jest głodny. W tym czasie bezdomny zdążył się umyć i ubrać w podarowane mu ubrania. Ola zaproponowała, że wypierze jego obecne ubranie, on jednak odmówił. - Państwo nie uwierzą – powiedział – ale jak się jest bezdomnym, to lepiej trochę śmierdzieć. Inaczej inni krzywo patrzą. Oboje faktycznie byli zdziwieni. - Dobrze – powiedziała Ola rozwieszając jego kurtkę na suszarce. Podczas tej czynności z kurtki wyleciało kilka podłużnych szmat. Rozwiesiła każdą osobno i stwierdziła, że przypominają bandaże. - Nie przedstawiliśmy się – powiedział Bartek już w salonie. – Bartek. - Mirosław – powiedział mężczyzna wyciągając rękę. – Właściwie Mirek. Bezdomny miał lekko zachrypnięty glos, poza tym miał jednak bardzo dobrą dykcję, co wśród jemu podobnych jest raczej rzadkością. Jego głos był też pełen godności i pewności siebie. Bartek pomyślał, że być może będzie im się nawet miło rozmawiać. - Ola – przedstawiała się, po czym usiadła na krześle od strony komody. Naprzeciw niej usiadł Mirek, przy herbacie, a po jej lewej Bartek. Dłuższą chwilę milczeli, patrząc jak gość dodaje cytryny i miodu do herbaty. Miód powoli ześlizgnął się z łyżeczki i w zwolnionym tempie opadł na dno szklanki, wzbijając kurzawę drobinek cytryny. Po chwili łyżeczka zaczęła wirować, nie obijając się o ścianki. - Proszę wybaczyć – powiedział Bartek – chciałbym jednak wiedzieć, jak się pan tu znalazł. Dobre światło odsłoniło ostre, dostojne rysy twarzy, trochę tylko przysłonięte przez niezadbaną siwą brodę. - Na ulicy? – Spytał mężczyzna. - Nie, tutaj, u nas. - A na ulicy? – Powiedziała szybko Ola, po czym zasłoniła usta dłonią owiniętą mankietem swetra i założyła nogę na nogę. Mężczyzna westchnął i wbił błękitne oczy w szklankę z herbatą. Wyraźnie zbierał słowa, zbierał zdania, całe rozdziały swojego życia, by przekazać je jakoś tym ludziom, tak by mogli go zrozumieć. - To się ze sobą łączy. – Powiedział. – Muszę powiedzieć, jak znalazłem się na ulicy, żeby móc powiedzieć, jak znalazłem się tutaj. Powiedział to tak, jakby zrzucał jakiś wielki ciężar z barków. Chwilę patrzył im w oczy, raz w Bartka, duże, brązowe, raz w jasne, błękitne oczy Oli. Wszystkie cztery skupione i uważne, w lekkim napięciu. - Miałem kiedyś dobrą pracę, żonę i córkę, małą Patrycję. – Westchnął. – Moja praca... – Zawiesił głos. – Miałem swoją firmę. Założyłem ją ze wspólnikiem po osiemdziesiątym dziewiątym i przynosiła naprawdę niezłe pieniądze. Głos mu drżał. - Może... – zaczął Bartek, ale nie wiedział co powiedzieć dalej, czując jak przelatuje przez niego fala wzruszenia. W końcu pomyślał, że musi się opanować, że przecież ten człowiek może zwyczajnie zmyślać. - Tak? – Spytał Mirek. - Może piwo? – Powiedział Bartek, ponieważ sam nabrał na jedno ochoty. - Dziękuję, ale nie – powiedział Mirek. – Nie piję zimą, to by mnie zabiło. Zresztą od picia wszystko się zaczęło. Zacząłem pić, bo rozpadło się moje małżeństwo, żona zabrała Patrycję i wyprowadziła się do mamy. Później zabrała też mieszkanie i ja musiałem się wynieść. Wynająłem kawalerkę i zacząłem pić. Firmie gorzej szło przeze mnie, wiec wspólnik wykupił moje udziały. Pieniądze starczyły na jakiś czas, miałem jednak kredyt na…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%