Horror · 5 min czytania
Bezdomny Demon cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Komisarz Eryk Zawadzki postawił biały kubek z czarną kawą na metalowym blacie i stanął pod ścianą. Majka objęła naczynie dłońmi i głośno pociągnęła nosem. Informacja o śmierci ukochanego nie pozwalała zebrać myśli. Zaczęła głośno płakać, grube krople łez uderzały o blat stołu. Kobieta wytarła łzy w rękaw puchowej kurtki i błagalnym wzrokiem spojrzała na policjanta. Ten odwrócił wzrok i odchrząknął. Zaczął powoli: - Hmm… Rozumiem, że to dla Pani wielka strata. – Przerwał na chwilę, aby rozsądnie dobrać słowa. – Ale… Jest Pani jedyna osoba, z którą Pan Duński utrzymywał stały kontakt od ostatniego czasu… – wyciągnął z kieszeni papierosa i szybko odpalił. Zaciągnął się po chwili i kontynuował. – I czy mogłaby Pani odpowiedzieć na kilka pytań. Kobieta zaryczała i zakryła twarz dłońmi przewracając kubek. Czarna kawa wylała się na blat. Majka nie zwróciła na to uwagi i łkała przez dłuższy czas pojękując głośno. Zirytowany sytuacją policjant postawił kubek. Po chwili zauważył, że rozlany trunek układa się w znaną mu formę. Kawa ułożyła się na znak krzyża. Odwróconego krzyża. Mężczyzna przeraził się, poczuł lodowaty uścisk zimna na plecach. Zadrżał i uniósł wzrok na dziewczynę. W pokoju przesłuchań zaczął zapadać mrok. Lampa zawieszona nad stołem zgasła z hukiem pękającej żarówki. Komisarz przerażony patrzył na zasłoniętą dłońmi dziewczynę. Opuściła ręce na blat odsłaniając swą twarz. Nie wyglądała tak jak Eryk ją zapamiętał w starym budynku. Jej wielkie oczy zaszły bielmem. Z małego, zgrabnego nosa zaczęła lecieć czarna krew. Kapała na blat metalowego stołu. Krople posoki wędrowały w stronę rozlanej kawy łącząc się z trunkiem. Majka wstał szybko i zaczęła mówić w niezrozumiałym Zawadzkiemu narzeczu. Gdy jej głos stawał się niski i basowy Eryk zaczął rozumieć wypowiadane słowa. - Śmierć! – Wykrzyczała kobieta. Eryk drgnął z przerażenia. – Wszędzie widać śmierć! Krew… - Przerwała na chwilę. Z jej ust zaczęły wypełzać robaki. Wędrowały po całej twarzy, na której zaczął pojawiać się grymas, grymas bólu. Majka jęknęła cicho. Eryk oderwał wzrok od jej oblicza i skierował go na dłonie. Nie było już na nich pięknych, zadbanych paznokci, były za to ciemne brudne rany, z których wypływała ciemna…