Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Duchy · 9 min czytania

Bezimienna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Lza

Zdziwiona spojrzala w niebo... Tak, moze ta ulewe przeczowala swoja wyostrzana podswiadomoscia... Nie wiedziala. Szybko wbiegla do domu stare kamienne schody zapukaly pod jej stopami. "Musze sie szybko przebrac" -pomyslala. Szukajac w czarnej torbie swoich czarnych kluczy uslyszala za soba dziwny szept.... Jakby ktos wolal ja po imieniu?? Ale czy ona miala imie?? Nie.... Tylko rodzice lubili ja nim nazywac... Nikt ze znajomych go nieuzywal.... Raczej jakies bezosobowe formy "Ej ty" bardziej odpowiadaly do tego co slyszala na codzien... Odwrocila sie szybko, moze za szybko... Za ogrodzeniem jej wielkiego domu w deszczu stal chlopak.... Tez ubrany na czarno ciemne wlosy sciete tak, ze mokra grzywka zaslaniala prawie cala twarz... Oprocz jednego oka. Z niego poplunela lza. Patrzyl w nia przenikiliwym smutnym spojrzeniem.... Bursztynowe oczy... "Jaki dziwny kolor" -pomyslala- skad ja cie znam..." Po chwili przypomniala sobie... Tak to o dwa lata starszy chlopak z jej liceum... "Florian..."- wyszeptala... Mrugnela oczami. Gdy je otworzyla chlopaka juz nie bylo... W bramie lezala wpieta dluga bursztynowa roza. Podeszla do niej, dotknela jej reka... Delikatnie wyciagnela ja z bramy... "Nie rozumiem..."-wyszeptala. po czym spojrzala w gore. Nad jej glowa zaczelo sie przejasniac niebieskie i jasne niebo.

Strach

Gdy juz weszla do domu, szybko wlozyla roze do wazonu. Wziela szybki prysznic, ciagle myslac o Florianie i o tym dlaczego tak szybko zniknal i co znaczy ta roza?? Weszla do swojego pokoju. Bialo- pomaranczowy... Nic specjalnego. Dzielila go z bratem, wolalaby spac sama i inny kolor ale rodziny sie nie wybiera a w domu nie zawsze sie przelewa... "Kiedys to zmienie"- pomyslala. Po chwili ktos zaczal pukac. -Prosze- odpowiedziala - To my Dagmaro mozemy wejsc?? -Tak oczywiscie. Rodzice, przesadznie wymalowana mama zawsze radosna i optymistyczna, do tego kochany posluszny tato. Zawsze pomocny... -Slucham o co chodzi???? -spytala -Chcielismy zobaczyc jak sobie dajesz rade bez brata, och jak ty zmoklas, zanies te brudne ubrania do pralni- powiedzial tato -Potem, ale na pewno to zrobie, musze sie ogarnac. Rodzice wyszli tak szybko jak sie pojawili... Gdy skonczyla malowac paznokcie poszla porozmawiac z rodzicami. -Co sie stalo corus?-zapytal tata - Dzis gdy wracalam ze szkoly.... -jej opowiadanie przerwaly wiadomosci w radiu: ... na ulicy Wiazowej 16 pijany kierowca spowodowal wypadek dwie osoby ranne, przechodzien w ktorego wiechal kierowca zginal na miejscu. Kierowca mowi, ze wracal w nocy do domu a chlopeic byl ubrany na czarno. Rodzice pozwolili podac personalia na antenie. Chlopak nazywal sie Florian Zawitkowski... - O Boze... - powiedziala. - Dagmaro o co chodzi?? -spytala mama - Juz o nic musze isc do swojego pokoju... Wybiegla z salonu. Szybko otworzyla drzwi. Tak herbaciana roza dalej tam stala... "Jak to mozliwe. moze to nie ten Florian???"- pomyslala. Mysli szalaly w jej glowie... "Wypadek zdarzyl sie w nocy widzialam go po poludniu..."- myslala. Roztrzesiona posanowila wlaczyc muzyke zamknac oczy i ni myslec o niczym. "Przeciez dzis piatek trzynastego"- powiedziala szeptem- "To na pewno tylko przywidzenie" Gdy wsluchala sie w slowa piosenki jej powieki zaczely opadac. Czula, ze zasypia i nie opierala sie temu. Po chwili znalazla sie na ulicy przed swoim domem. Wszedzie bylo pelno herbacianych roz. Podeszla do miejsca gdzie widziala Floriana. Popatrzyla na siebie, byla ubrana w gotycka czarna poszarpana sukienke ktora byla tak dluga, ze ciagla sie za nia po ziemi. Uslyszala swoje imie... Odwrocila sie. Zaraz za nia stal Florian. Wpatrzony w nia smutnymi oczami nic nie mowil. Patrzyli na siebie przez dluzsza chwile. Nie wiedziala co ma zrobic. Bala sie ruszyc. Smutny zamyslony Florian ubrany w czarne spodnie i czarna koszule wyciagnal do niej reke... Uslyszala jego cichy szept: -Nie zostawiaj mnie... Nie mogla sie ruszyc, on podchodzil coraz blizej im blizej byl zaczela dostrzegac za jego plecami ogromne czarne skrzydla... Wstrzymala oddech. Stal kolo niej. Bardzo blizko. Poczula dotyk jego reki. Zamknela oczy... Gdy je otworzyla siedziala na lozku w sowim pokoju. Popatrzyla na zegarek. 3.00. "Nie usne" wyszeptala. Otworzyla okno. Wyszla na balkon. Zaczela wolno oddychac. Gdy popatrzyla na swoja brame zobaczyla herbaciana roze. Za brama stala jakas postac. Chciala cos powiedziec lecz gdy tylko otworzyla usta…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bezimienna — czytnik · opowiadania