Duchy · 4 min czytania
Bezimienna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Róża Pozlacana zdobiona brama zaskrzypiala. Postanowila wejsc. Wystarczy zrobic kilka krokow... Po chwili juz znajdowala sie na cmentarzu. Ogromna przestrzen, wiele grobow... "Jak cie znalesc" -pomyslala- "to niemozliwe..." W jednej chwili przed oczami stanely jej babcia i kiedys wypowiedziane slowa " kochana niemozliwe nie istnieje..." Spojrzala w niebo " Babciu dziekuje" powiedziala. Po chwili juz chodzila wsrod grobow. Jej czarna sukienka ciagnela sie za nia lekko. Gdy dotarla w najdalszy kat cmentarza cos ja zaniepokoilo... Uslyszala czyjes kroki. Korki szybkie i coraz blizsze.... Odwrocila sie... Nikogo nie bylo... Przystanela przy grobie... Na ktorym widnial wiersz:
"Ja jestem tysiac wiatru tchnien I sniezny diament w mrozny dzien Slonce na klosach zboz - to ja Lagodny deszcz jesienna mgla Prozny twoj placz nad grobem mym Ja zyje wciaz nie ma mnie w nim..."
"Czyj to grob"- szepnela gdy odgarnela winorosle zobaczyla imie i nazwisko zmarlego... "Florian!!!"- powiedziala. Po chwili znow uslyszala kroki. Nie wiedziala co robic. Szybko podniosla sie z lawki na ktorej przysiadla, aby pomyslec i zaczela sie goraczkowo rozgladac. Nagle poczola piekny rozany zapach... Postanowila isc za nim, az nie dowie sie skad on dochodzil... Zdziwiona i zaskoczona szla za zapachem. Byla zdruzgotana gdy przeszla caly cmentarz i wrocila do grobu Floriana bo tam zapach byl najmocniejszy... Tyle, ze na lawce juz ktos siedzial... Ktos o pieknych czarnych i rozlozystych skrzydlach, bursztynowych oczach, ubrazny caly na czarno... Nie mogla sie pomylic... Tak to byl Florian... Podeszla do niego,