Romans · 4 min czytania
Bezimienne dusze
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jesień, moja znienawidzona pora roku. Za każdym krokiem spadające liście opadały tuż obok mojej twarzy, sprawiając że musiałam chować ją za zasłoną moich złotych włosów. To już ostatni raz kiedy tu przychodzę, powtarzałam sobie ciągle idąc przez park, choć dobrze wiedziałam, że za rok znów tu przyjdę. Lecz co roku coraz lepiej to znosiłam. Czas szybciej biegł. Ja próbowałam tylko stawiać mu bezsensowny opór jak bym się bała, że moje życie też zdmuchnie jak zapałkę.
Gdy jesienny wiatr przestał zrywać liście z drzew, odgarnęłam włosy i spojrzałam swoimi załzawionymi oczyma na świat i miejsce do którego zmierzałam. Pośród kilku pięknych dębowych drzew, była stara drewniana ławeczka. W tej chwili była ona pusta. Chyba od jakiegoś czasu nikt jej nie odwiedzał, ponieważ była zasypana tęczą liściastych barw. Po parku chodziło wiele osób, lecz nie spoglądałam na nich ani oni na mnie. Teraz liczyły się jedynie moje wspomnienia. Wspomnienia, których unikałam przez cały rok a które teraz były tak silne, że pragnęłam się w nich już tylko cała zanurzyć i utopić jeśli było by to konieczne by go jeszcze raz móc zobaczyć, choćby na jawie a nie we śnie jak mam zawsze. Powiał nagle silny wiatr rozwiewając mi włosy i liście pokrywające ławkę. Dla mnie było to jak zaproszenie do baśni.
Usiadłam powoli na tej stronie ławki po której zawsze siedziałam. Miejsce obok mnie na zawsze będzie należeć do niego. Tak jak i moje serce. Krople łez powoli zaczęły spływać mi po policzkach, gdy wspominałam jego pocałunki tu na tej ławce. Pamiętałam każde jego słowo, które do mnie w tym miejscu powiedział. Każdy uśmiech. Każde spojrzenie. Każde Kocham Cię.
Moja dłoń powędrowała do miejsca, na którym zawsze siedział jak by chciała sprawdzić czy nadal