Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 15 min czytania

Bezimienni - rozdział 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

ROZDZIAŁ 1

Norela stanęła gwałtownie i pociągnęła nosem. Zmarszczyła brwi, krzywiąc się nieznacznie. - Zaraz tu będą – warknęła, łypiąc nerwowo na boki – Nie ma sensu uciekać. Pędzą za szybko. - Może nasz miną? – szepnęła z nadzieją Mytra. Przywódczyni pokręciła głową. - Nie. Podążają naszym śladem od dłuższego czasu. Musimy stanąć do walki. Mytra przełknęła głośno ślinę, a jej matka złapała ją za ramię. - Ukryj się gdzieś, dziecko. - Jak zwykle – parsknęła z pogardą Norela, obrzucając młodą wampirzycę niezadowolonym spojrzeniem – Zabierz ją stąd a potem wracaj szybko, Vileo. Starsza kobieta zmrużyła groźnie oczy i wpiła paznokcie w obnażone ramię córki. - Nie kpij z niej – warknęła, ostrzegawczo unosząc wargi i ukazując długie, śnieżnobiałe kły – Wiesz, że ona nie potrzebuje krwi jak my... - Wiem. Tak samo jak wiem, że nigdy nie zabiła nikogo. To tchórz. Niewampir. Mytra pochyliła głowę, zaciskając bezwolnie pięści. Vilea wystąpiła przed nią, stając naprzeciwko przywódczyni. - Powtórz to, a pożałujesz. Cichy, złowieszczy ton wcale nie przeraził Noreli. Wręcz przeciwnie. Ona także postąpiła krok w kierunku kobiety, spod uniesionej wargi błysnęły kły. - Ja jestem przywódczynią i masz się mnie słuchać. Kobiety piorunowały się chwilę wzrokiem, a stojąca z boku Mytra słyszała coraz śmielsze śmiechy dochodzące z grupki wampirów w jej wieku. Każdy z tych dzieciaków miał już na swoim koncie kilka walk. Tylko ona wiecznie była odsyłana wraz z dziećmi w bezpieczne miejsce. - Tchórz! – wykrzyknął jeden z chłopców, młodszy od niej o trzy lata – Idź do ludzi, skoro nie chcesz z nimi walczyć! Mytra posłała pełne złości spojrzenie na chłopca, ale widząc kpiący wyraz na wielu twarzach poczuła głęboki wstyd. Była półczłowiekiem, ale była też wampirem. Powinna być razem z nimi. Razem z nimi walczyć. - Tchórz! Tchórz! – skandowały coraz liczniejsze głosy. Zalała ją fala gniewu. Jak mogli tak ją nazywać? Szkarłatne plamy rumieńców rozlały się po jej policzkach. Tymczasem matka znów odezwała się do Noreli: - Wiesz, że Mytra jest słabsza od reszty wampirów, nie ma kłów i nie widzi dobrze w nocy. Poza tym... To są ludzie. A jej ojciec był człowiekiem! Jak możesz kazać jej walczyć przeciwko istotom, spośród których częściowo się wywodzi? - Skoro tak – odparła wyniośle przywódczyni – Czemu ciągle jest wśród nas? Skoro tak kocha ludzi, niech do nich idzie. - Przecież wiesz, że nie o to chodzi! – syknęła Vilea, odruchowo zaciskając dłoń na długim kościanym nożu. Zrobiła jeszcze jeden krok w stronę przywódczyni, aż niemal stykały się nosami – Przestań ciągle z niej kpić! To nie jej wina, że jest słabsza od wampirów. Norela roześmiała się głośno, ale zaraz ucichła, przypominając sobie o bliskiej obecności ludzi. Ciągle jednak oczy śmiały się jej pogardliwą wesołością. - Skoro jest z wampirami, powinna razem z nimi walczyć. Nieważne, czy jest słaba, czy wytrzymała. Ona tchórzy. Słysząc te słowa, młoda wampirzyca zacisnęła z całych sił oczy, próbując powstrzymać łzy. Czemu ją tak osądzają? Przecież to nie jej wina! - Tchórz! Tchórzu, uciekaj z dziećmi! Tylko do niańczenia się nadajesz! Okrzyki przemieniły się już niemal w wycie, młodzi nie zawracali sobie głowy obecnością ludzi. Tym razem najważniejsza była uciecha ze zrozpaczonej i zawstydzonej dziewczyny, która nie miała w sobie nawet tyle odwagi, by się odezwać. Przynajmniej tak to odebrała Mytra. A gniew i wstyd nałożony przez jej rówieśników skumulował w niej panikę. Spojrzała na swoją matkę, zaciskającą pięści i Norelę, która także na nią patrzyła, choć jej wzrok przepojony był niezadowoleniem i wzgardą. I Mytra nagle podjęła decyzję. Wzięła głęboki oddech i zrobiła krok do przodu, stając między Norelą a własną matką. - Wezmę udział w walce – powiedziała drżącym głosem – Będę walczyć z ludźmi. Vilea wydała z siebie cichy okrzyk zaskoczenia a Norela wyglądała, jakby uszło z niej powietrze. Po chwili jednak uśmiechnęła się drwiąco, a okrzyki umilkły momentalnie: - Dobrze zatem – warknęła – Pójdziesz razem z Synthią i Samarą. Pokażą ci, co i jak. A ty pokażesz nam, na co cię stać. Mytra skinęła w milczeniu głową, blednąc nagle. Matka jednak złapała ją za ramię i potrząsnęła gwałtownie: - Mytro! – syknęła – Musisz się ukryć... - Ona już podjęła decyzję – przerwała jej Norela nie znoszącym sprzeciwu głosem – Weźmie udział w walce. Chcesz jej zabronić czegoś, czego sama sobie nie odmawiasz? - To nie tak. Mytra jest słaba... - Wcale nie jestem słaba! – wyrzuciła z siebie wampirzyca, strząsając dłoń matki z ramienia – Jestem wampirem. Będę walczyć. Vilea otworzyła usta, by zaprotestować, ale Norela uprzedziła ją, mówiąc ściszonym tonem: - Ukryjcie się. Szybko. Ludzie są już blisko. Synthia złapała Mytrę za nadgarstek i obie ukryły się w pobliskich zaroślach. Reszta plemienia także się rozbiegła, szykując zasadzkę. Serce łomotało jej w piersi, gdy obnażyła i zważyła w ręku kościany nóż. Jedynie Norela spośród całego stada posiadała prawdziwy, stalowy miecz – dawno temu zrabowała go jakiemuś człowiekowi. Kilka wampirów, w tym Mytra, miało łuki, a każdy obowiązkowo był wyposażony w kościany nóż, czasem stalowy, służący do dobijania zwierząt, lub, jak w tym wypadku, ludzi. - Jak tam? – usłyszała koło siebie Synthię. - W po... rządku – wydusiła przez ściśnięte gardło. To była jej pierwsza walka. Owszem, przedtem często obezwładniała wilki, zabijała dziki i tym podobne zwierzęta. Ale teraz miała zabić ludzi. To było dziwne uczucie, tym bardziej, że jej ojcem mogła być jedna z istot zmierzających z ich stronę. To było uczucie dziwne i... straszne. Dłoń, w której ściskała nóż spotniała jej nagle. Otarła wnętrze dłoni o spodnie, nerwowo przełykając ślinę. Kątem oka zobaczyła, jak Synthia wymienia znaczące spojrzenie z Samarą. Do ich uszu zaczęły dochodzić ociężałe kroki zbliżających się przeciwników. Wszystkie trzy wyciągnęły łuki i włożyły klingi noży między zęby, by mieć wolne ręce. Bezszelestnie nałożyły strzały na cięciwy i zamarły, wpatrując się w ścianę drzew. Minęła minuta, dwie... A potem ujrzały wyłaniające się spomiędzy drzew postaci. Poczuła, jak serce jej zabiło mocniej. Spanikowana, zaczęła naciągać cięciwę, ale Samara wypluła szybko nóż z ust i syknęła: - Co ty robisz, głupia? Nie strzelaj teraz! Niech podejdą bliżej! Synthia prychnęła tylko cicho, powstrzymując się od komentarza. Tymczasem ludzie rozleźli się po pobliskich zaroślach, nie spodziewając się nawet zasadzki. W końcu, po niemożliwie długiej chwili oczekiwania ciszę przeszył szczęk spuszczanej cięciwy. Pierwsza postać złapała się z jękiem za brzuch i z zaskoczeniem zarejestrowała, że wystaje mu z niego bełt strzały. Nim zdążył jęknąć drugi raz, reszta wampirów wystrzeliła. Las rozbrzmiał okrzykami miotających się ludzi. Jeden z nich, zapewne przywódca, krótkim okrzykiem: „Za mną!” zebrał ludzi do kupy i ruszył w stronę atakujących. Niewiele widzieli w półmroku, zalanym księżycową poświatą, a za to wampiry świetnie rozróżniały kolory i kształty. Wszystkie były przystosowane do nocnego tryby życia – tylko Mytra poruszała się odrobinę po omacku, ale zdała sobie sprawę, że i tak widzi dużo lepiej od biegnących na oślep ludzi. Nim ludzie dopadli do wampirów, te zdążyły oddać kolejne strzały w stronę atakujących. Oddział stopniał blisko o połowę, ale gnał pędzony furią wciąż naprzód. - Cofnij się! – Synthia wypluła nóż w dłoń i pchnęła Mytrę za siebie – Dzisiaj tylko patrzysz. - Co? – jęknęła zdezorientowana dziewczyna. - Podczas pierwszej bitwy

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bezimienni - rozdział 1 — czytnik · opowiadania