Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 8 min czytania

Bezimienni - wstęp

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

WSTĘP

Cała sprawa zaczęła się przed dziesiątkami, setkami lat. Były to czasy pokoju i dobrobytu. Cały nasz świat był wtedy niepodzielny i zamieszkany przez różne istoty, żyjące ze sobą w zgodzie. Ale jak wiecie, szczęście nie trwa nigdy długo. Zło i zawistne myśli wylęgły się w umysłach Bezimiennych, a ich serca zaczęły krzyczeć z pożądania dla naszych cudownych, złotych miast i pałaców, ozdób i dzieł, z którymi nie mogły się równać żadne twory Bezimiennych. Wtedy wypowiedzieli oni nam wojnę, mając nadzieję, że w ten nieuczciwy i zuchwały sposób zagarną nasze dziedzictwo. Ale nie daliśmy się zaskoczyć. Broniliśmy się tak zażarcie, że wkrótce zwyciężyliśmy pyszałkowatych Bezimiennych i podbiliśmy ich prymitywne, opóźnione krainy. Teraz my mogliśmy się cieszyć się z ich klęski, napawać ich niewolnictwem i poddaństwem, ale... te myśli nie postały nawet w głowach szlachetnych władców ludzi. Między naszymi państwami powstała Granica, określana przez rzekę Liris, przebiegającą przez środek kontynentu. Pozwoliliśmy Bezimiennym wieść ich nędzną, prymitywną egzystencję, z wolna zapominając o ich istnieniu. Świat za rzeką stał się puszczą potworów, do której wstępu nie mają zwykli śmiertelnicy. Bezimienni przetrwali. Tym razem wreszcie mamy szansę naprawić błąd. Przekroczyliśmy Granicę.

Wieki temu ludzie i Sidarzy żyli razem, w zgodzie. Byliśmy przyjaciółmi, sprzymierzeńcami. Do czasu. Ludzie zaczęli odchodzić od ideału lasu i harmonii z Naturą. Zaczęli tworzyć wyniosłe, sztuczne budowle, w których mieszkali i którymi się chwalili, jak gdyby mogły one się równać z potencjałem Przyrody. W końcu stwierdzili, że Sidarzy są zbyt niegodni, by mogli żyć razem z nimi. Wypowiedzieli nam wojnę. Przegrali. Wytyczyliśmy Granicę, by uniknąć przyszłych wojen i sporów. Ale i tak ta jedna walka zdołała zniszczyć nasz świat, a garstka pozostałych przy życiu istot musiała trudzić się, mozolnie go odbudowując. Ludzie żyli w swoim świecie, Suldzie; my – Sidarzy – w Lutronie. Nie widzieliśmy na oczy człowieka od kilku wieków. Teraz znów przybyli. Przybyli, by palić, grabić i zabijać. Przekroczyli Granicę.

***

Rozłożyste żagle łopotały na wietrze, a liny jęczały żałośnie, napięte do granic wytrzymałości. Potężny, rozległy pokład pełen był żołnierzy, gawędzących ze sobą lub wyglądających przez burtę, tęsknym wzrokiem wodząc po linii brzegowej. Statki były gotowe do obicia. Tłum zgromadzony na nadbrzeżu nagle zafalował i rozstąpił się, a żołnierze momentalnie ustawili się w równych szeregach i zasalutowali, kierując wzrok w stronę luki powstałej między zgarbionymi w ukłonie postaciami. Jechała tamtędy na czarnym koniu kobieta niezwykłej piękności – gęste, kręcone włosy wiły się wokół dumnej twarzy, piękna suknia opinała talię, a bystre oczy omiatały szemrzący tłum. Koło niej kroczył mężczyzna, równie przystojny co kobieta – prowadził jej wierzchowca za wodze. On także spoglądał na kobietę z uwielbieniem, choć nie zachowywał się uniżenie, jak zgromadzeni ludzie. Doszli do trapu, wiodącego na pokład największego statku. - Pani – odezwał się mężczyzna, wyciągając szarmancko dłoń, by pomóc jej zejść z konia. Kobieta uśmiechnęła się wyniośle, ignorując gest mężczyzny i bez pomocy zeszła na ziemię. - Poradzę sobie, Lamairze – zwróciła się do mężczyzny – A teraz chodźmy na okręt; muszę z tobą coś przedyskutować. - Oczywiście, pani. Lamair pochylił głowę i podał jej dłoń, po czym razem wkroczyli na trap. Zewsząd posypały się kwiaty, rzucane przez jasnowłose dziewczęta. Kobieta skrzywiła się, czując na włosach deszcz płatków. Mężczyzna uśmiechnął się skrycie. - To twoja sprawka, Lamair? – warknęła. - Ależ nie, oczywiście, że nie, Jorando... Pani... – zapytany pochylił głowę, a gdy już znaleźli się na pokładzie statku, uniósł ją znowu, bo do pary podszedł sprężystym krokiem

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Bezimienni - wstęp — czytnik · opowiadania