Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 6 min czytania

Bezimienny, Zbieracze i Stara Karczma

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dwoje ludzi obleczonych w podarte płaszcze stało i w milczeniu obserwowało mężczyznę siedzącego kilka kroków od nich. Jeden łysy i bezzębny choć nie tak stary na jakiego wyglądał, drugi młody, z długimi, ciemnymi i nie mytymi od lat włosami. Cały czas wygrzebywał coś spomiędzy nich i wkładał do małego, popękanego garnuszka. Kilka z mijających ich istot skrzywiło się. Obydwaj śmierdzieli niemiłosiernie. Byli to zbieracze, członkowie najpaskudniejszej gildii w całym Ulu. Fakt ten nie umniejszał jednak ich użyteczności. Tuż przy nich stał rozklekotany drewniany wózek załadowany zwłokami. Niektóre zaczęły już gnić.

- Długo już tak siedzi? – Kudłaty spytał łysego - A bo ja wiem? Babka Meggi mówiła, że siedział tu już gdy była młoda. - Babka Meggi? - No wiesz, ta którą znaleźliśmy ostatnio wiszącą na ostrych krzakach, co nikt nie wiedział jak ją zdjąć, aż w końcu dziki Joe po prostu po nią wlazł. - Aaa… żwawa Meggi. Joe ją tak nazywa – wyjaśnił pośpiesznie, widząc pytające spojrzenie swego opiekuna - Mówił, że dwa razy im z wozu zlazła zanim pomyśleli, żeby ją do desek przybić. Cholernie ruchliwe babsko było. - No, to pewnie ta sama. Prawie pięćdziesięciu dożyła, a trep pewnie długo przed nią już tu siedział. - Dużo - stwierdził Kudłacz, a kolejny robaczek siłą wyrwany z naturalnego środowiska powędrował do słoiczka. - No, dużo za dużo, że tak powiem. Więcej, niż normalny by siedział. - To może on martwy? - Nieee… Widzisz ten szkielet? Jeden od tych z Baatezu też tak myślał i mu ten wisiorek chciał zabrać. Trupa nikt nie sprzątnął, no to leży tu do teraz. – podrapał się brudnym paluchem po łysej głowie – Ja tam tego nie widział ale mówili, że mu łeb gołymi ręcami oderwał. Kudłatemu oczy rozszerzyły się ze zdumienia – Gołymi? Baatezu?! - popatrzył z niedowierzaniem na siedzącego – Diabelstwo jakie musi być. Łysy wzruszył ramionami. – No, czysty nie jest. Mówili, że takie niebieskie iskry po nim skakały. Musi być mieszaniec jaki. Bo normalny, to on na pewno nie jest... Mężczyzna, o którym tak żywo rozprawiali, siedział po turecku, plecy wyprostowane, dłonie oparte na kolanach. Całe jego muskularne ciało pokrywały blizny, żaden skrawek nie był od nich wolny. Nieruchomy niczym posąg, mógłby za niego uchodzić, gdyby nie oczy, które sprawiały wrażenie przepełnionych energia. Bił z nich blask, zdawały się płonąć wewnętrznym ogniem. Człowiek wpatrzony był w jedno miejsce, w portal nad połamanymi drzwiami prowadzącymi do zrujnowanej karczmy, nieużywanej od lat, z zarwanym dachem i popękanymi ścianami. Nic dziejącego się wokół niego nie było go w stanie od tego oderwać. Ani…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%