Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

melodramat · 12 min czytania

Beznamiętnie

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Kochałam cię… nikogo przedtem tak nie kochałam. Nikogo…”

Clarissa we łzach powtarzała te słowa, biegając po Hyde Parku. Padał zimny, listopadowy deszcz, a bezlistne drzewa uginały się pod naporem silnego wiatru. Nie miała siły biec, wszystko z niej zeszło, cała energia, była bezradna, bezbronna. Z ledwością stawiała nogę za nogą, w końcu bieg zamienił się w marsz.

„Kochałam cię, kochałam… Byłeś całym moim światem…”

Krzyczała poprzez łzy. Buty miała przemoknięte, chlupała w nich woda. Mokra kurtka przyklejała się do ciała, włosy do twarzy. Wodospady łez łączyły się z deszczem. Była sama. Sama, samotna, samotnością bolesną aż do kości obdartej z ochronnej warstwy mięśni. Nie miała siły biec, a jednak tkwiła w nocnej ulewie. Nie mogła, nie chciała wrócić do domu. Jeszcze nie. Jeszcze nie teraz.

*****

Dorian otoczył ją opieką od pierwszego dnia kiedy się poznali. Najpierw jako wirtualny, poznany przez Internet przyjaciel, potem jako mężczyzna z krwi i kości. Nie zamieszkali od razu razem, dzieliło ich kilkaset kilometrów. On miał swoją ukochaną pracę, której nie chciał porzucić. Spotykali się w co drugi weekend albo u niej albo u niego. Łączyła ich bajka, razem tworzyli inny świat, piękniejszy od rzeczywistego. Sms-owali do siebie dniem i nocą, nie mogąc nacieszyć się wzajemną obecnością, nie nadążając z dzieleniem się każdą myślą, każdym prawie oddechem. Nie mogli bez siebie istnieć.

W końcu porzucił rodzinne miasto i przeprowadził się do niej, do Londynu. Rozmawiali o wszystkim, nie mieli przed sobą tajemnic. W mig chwytali myśli partnera, nawet te niewypowiedziane.

Pierwsza rysa na szkle zabolała. Przed nocą powiedział jej kilka przykrych słów. Nie mogła potem zasnąć, leżała w ciemnym pokoju płacząc i wróżąc bliski koniec związku. Nad ranem przyszedł ją przeprosić. Kochali się potem czule, z miłością pieszcząc i całując. Po pierwszej ranie wszystko wróciło do normy, bajka wróciła na strony niezapisanej jeszcze książki. Tworzyli ją razem każdego dnia po troszku, skrupulatnie i pięknie zapisując każdą nową literkę, każde zdanie. Z niezwykłą dbałością o szczegóły.

Kolejny rozdział książki różnił się od pierwszego. Był dojrzały i spokojny, bez górskich szczytów i głębokich dolin. Wpadli w wir londyńskiego życia, czasami gubiąc samych siebie, zapominając o partnerze. Zaczął się powolny rozłam. Oddalanie zespolonych dusz i ciał. Dorian często bywał w rozjazdach, Clarissa samotnie spędzała wieczory lub coraz częściej wychodziła z koleżankami się zabawić. Oczy same szukały punktu zaczepienia. Nowe pokusy, powabne słowa adoratorów nęciły ją.

Po powrocie Dorian nie śmiał patrzeć jej w oczy. Na pytania reagował podenerwowaniem. Na narzekanie, że zbyt często jest sama i czuje się nieszczęśliwa, wręcz agresją. Nie kłócili się. Była zbyt słaba, by się z nim kłócić, nie miała natury wojowniczej. Prawdziwa miłość potrafi wiele wybaczyć. Z pokorą i zbolałym sercem znosiła ostre słowa, które z czasem wyostrzały się jak świeżo zatemperowane ołówki. Dorian nie przebierał w słowach, pojawiły się przekleństwa. Z początku łagodne i nie ukierunkowane bezpośrednio na nią, potem wzmocnił się ich ton i zmienił kierunek. Atakował ją, krytykował boleśnie. Niejedna noc po tamtej pierwszej sprawiała jej ból. Rankiem nadchodziła refleksja, skrucha i prośba o przebaczenie.

Clarissę wykańczała huśtawka emocji serwowana przez Doriana. Gasła, w jej sercu zagościła pustka. Beznamiętnie podchodzić zaczęła do powtarzających się nocno-dziennych cykli, łudząc się, że w czymś takim można wiecznie trwać.

Gdy czasami udało im się odbudować bliskość i niejako zapomnieć o tym co złe, nagle bum – powtarzały się nocne sesje, które i za dnia zaczęły miewać miejsce. Beznamiętnie odczytywała sms-y w pracy, zajęta korporacyjną wielozadaniowością. Beznamiętnie czekała na wyjaśnienie, jakie tym razem zapoda Dorian dla swoich agresywnych wypowiedzi. Beznamiętność stała się lekarstwem na ból, na stres, na płacz, który nie chciał przyjść, by ulżyć sercu.

Czasem podróżowali, najczęściej w pasmo górskie Grampianów. Oboje lubili długie wędrówki i wspinaczkę, a potem zasłużony odpoczynek w schronisku. Piwo, a po nim dobry sen. To były chwile wytchnienia, weekendy bez emocjonalnych huśtawek. Niezbędna kuracja dla ich związku.

*****

Clarissa miała zwyczaj spędzać urodziny w niezwykłych miejscach. Tym razem wybrała zamek królewski w Windsorze, położony kilkadziesiąt kilometrów od Londynu. Nigdy tam nie była i chciała właśnie tam spędzić okrągłe urodziny. Dorian nie miał nic przeciwko, z reguły dostosowywał się do ustalonych przez nią planów podróżniczych, w ten sposób unikali sporów na kolejny temat.

Dzień był piękny i słoneczny, jakby specjalnie podarowany w prezencie urodzinowym. Ze stacji kolejowej ruszyli od razu na zamek. Był weekend, więc przed kasami utworzyły się już spore kolejki. Cierpliwie odczekali swoje, a potem zaczęli zwiedzanie odsłuchując uważnie informacje płynące ze słuchawek.

Zamek robił imponujące wrażenie: dom lalek, kaplica królewska, apartamenty i pokoje królewskie. Zdobienia, obicia, draperie, żyrandole, dywany, meble, obrazy, okna, jednym słowem wszystko. Clarissa była zachwycona, lubiła podróże w czasie. Lubiła wczuwać się w minioną atmosferę i dawne obyczaje. Długo tkwiła w każdej z sal, przy niejednym z eksponatów. W kaplicy również spędziła dużo czasu, podziwiając gotyckie sklepienia i surowy styl wnętrza. To była jej pasja.

Dorian przeciwnie, niecierpliwił się, cmokał i popędzał ją, nie zważając, że to jej urodziny. Gdy zakończyła swoją porcję zachwytów podniósł się z ławki, na której czekał.

- Wreszcie! – zaczął podniesionym głosem. – Ile można? - To wyjątkowo urocze miejsce. Poza tym wiesz, że lubuję się w zamkach i pałacach. - Wynudziłem się tutaj jak mops. - Ciebie wszystko nudzi. I denerwuje – odparła chłodno, ruszając do sklepu z pamiątkami.

Poszedł w ślad za nią, w prezencie kupił jej czarną herbatę w puszce. Nic romantycznego, ale nie zaskoczył jej,…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Beznamiętnie — czytnik · opowiadania