Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

Biała noc

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dogasający blask świecy rozbudził kochanków owiniętych w starą niedźwiedzią skórę, ich oddechy były wciąż nieregularne, a ciała zlane słonym potem. W spojrzeniach wciąż tkwiła siła niedawnej namiętności. Wiedzieli, że widzą się po raz ostatni, a ta noc jest tylko świadectwem bezsensowności, jakiegokolwiek współistnienia, które miało by wpływ na resztkę ich życia. Chatę znów zaczął opanowywać chłód wszechobecnej zimy, ciepła nie dawał już kominek, gdyż nikt nie silił się, aby dołożyć do gasnących płomieni. Potężny mężczyzna odsunął się od kobiety, wykorzystują wygodną wymówkę rozpalenia ognia. Już od dłuższego czasu myślał jak się wyrwać z objęć. Ona ze swym nie odłącznym uśmiechem postanowiła poznęcać się nad nim jeszcze przez moment, wstała za nim i przytuliła się do jego pleców. - Czego jeszcze chcesz? - Spytał pewnym głosem Nie odpowiedziała, spodziewała się takiej reakcji, jednak dawało jej satysfakcję że wprawiła go w sytuacje, z której potrafił wybrnąć tylko sarkazmem. Zawsze chodziło tylko o to, aby któreś miało przewagę, dziecinna gra, wiecznie nie rozwiązany spór, o to kto ma racje, a o to kto się przyzna do słabości. Łączyło ich tylko jedno, tylko w tej sytuacji nie walczyli, nie prowadzili sporu, bo aby zaznać rozkoszy potrzebowali się na wzajem, tylko wtedy nie bali się swych słabości i nie zwracali uwagi na dzielące ich życia. Lecz, gdy gasła świeca, a największa namiętność się wypalała, znów stawali się dwoma przeciwnymi żywiołami. Nie wstydzili się swoich czynów, nie mieli czego, ich jedynym grzechem była pycha, nie było tam miłości, żadne z nich nie rozumiało tego słowa. Nigdy nawet się nie kochali, to był porostu sex. Mężczyzna delikatnie odepchnął wiążące go dłonie, i zaczął szuakc ubrania, skrawki odzieży porozrzucane były po całej podłodze, nigdzie się nie śpieszyli, lecz to zawsze pożądanie dyktowało tępo. Jeszcze kilka godzin wcześniej byli dla siebie wszystkim, teraz nawet nie byli w stanie spojrzeć sobie w oczy, z jednej strony obawiając się obojętności, z drugiej zaś jakiejkolwiek dobroci. Było ciemno i padał śnieg, wyjątkowo nie komfortowe okoliczności, aby opuści chatę. Ale wymówka na pewno zaraz się znajdzie, jakieś pilne spotkanie, ważna sprawa; wiecznie ograniczeni czasem... Szybkim ruchem zarzucił na siebie jasną puchatą kurtkę, i wyszedł na szalejącą burzę. Pomyślała że nie bolało by ją bardzo gdyby już nigdy go nie zobaczyła, brakowało by jej tylko tego chwilowego uczucia tuż przed spotkaniem, gdy wierzyła że może tym razem będzie inaczej, może powie, że coś do niej czuje, że jest dla niego wszystkim. Oczywiście gdyby to kiedykolwiek powiedział, ona by go wyśmiała, nie miała innego wyjścia, już zbyt często się z niego śmiała, aby teraz potrakotowac go poważnie. Nauczyła się przed nim bronić, trzymała go na dystans, by nie mógł jej skrzywdzić. Czuła przy nim bezpieczeństwo, a jednak bała się go jak nikogo na świecie. Znała go, a jednak nie wiedziała czego się po nim spodziewać. Nauczył ją bólu, i dzięki tej nauce znosiła wiele, była silniejsza, najgorsze było już za nią, udało jej się. Nie zakochała się. Ręce zaczęły mu kostnieć z zimna, gdy dobierał najmniej przewilgnięte sztaby drewna. Poczuł ulgę że opuścił chatę choć na chwilkę, potrzebował…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%