Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Pisarstwo · 19 min czytania

Biała Róża

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był deszczowy , marcowy wieczór. Wiatr szumiał za oknem a gałęzie drzew uderzały o szyby, jakby chciały dostać się do środka. Białe płatki ostatniego śniegu tańczyły na tle pochmurnego, ciemnego nieba w rytm nadawany przez świst wiatru. Kobieta siedząca w pokoju nie mogła znieść tego przygnębiającego balu „nocnych zjaw”. Wydawało jej się,. że słyszy złowieszcze śmiechy złych duchów. Z apatią podniosła się z szarego fotela. Owinięta starym, brązowym kocem zaczęła schodzić po drewnianych, skrzypiących schodach, co idealnie zgrywało się z muzyką za oknem. Nagle zatrzymała się i z jej oczy popłynęły łzy. Zamiast ciemnego, zimnego, brudnego pokoju przed oczami stanął jej piękny salon. Na środku stała ogromna choinka, której zapach mieszał się z aromatem pierników i imbirowych ciasteczek. Tworzyło to prawdziwie świąteczną atmosferę. Przy okrągłym stole, na którym wśród potraw stał bukiet białych róż, siedziały trzy osoby. Kobieta z długimi, kasztanowymi lokami, rozpuszczonymi na ramiona śmiała się z zabawnej historyjki opowiadanej przez mężczyznę o dużych zielonych oczach. Wokół stołu biegał mały chłopiec podobny do rodziców. Miał ciemne loczki i głębokie, piękne oczy. Nagle to wszystko prysło, pękło jak bańka mydlana, rozbita przez niesprawiedliwy, zły los. Wrócił rzeczywisty ponury obraz domu, który niegdyś tętnił życiem i pełen był radości kochającej się rodziny. Kobieta o kasztanowych włosach usiadła na schodach. Z jej szafirowych oczu płynęły łzy. Była senna. Minęły trzy miesiące od tragedii, która nią wstrząsnęła, tragedii, za którą się winiła. Znów zaczęła wspominać swoje wcześniejsze życie, za które tyle razy dziękowała Bogu. Tworzyli szczęśliwą rodzinę, ich dom był zawsze otwarty i pełen ciepła. Oprócz siebie nie mieli nikogo. Gabrysia wychowała się w domu dziecka i nie miała krewnych. Igor pochodził z bogatej rodziny. Zawsze żył zgodnie z schematem i planem ułożonym przez jego rodziców. Dobrze pamiętał awanturę po tym jak powiedział im, że ma zamiar ożenić się z Gabrysią. Siedział na obitym drogą tkaniną fotelu w kolorze czerwono-zielonym. Nigdy nie lubił tego pokoju, ani tego domu. Wyglądał jak zamek, wzięty prosto z czasów średniowiecza. Portrety, ogromne pokoje, fotele oraz kwieciste tapety nadawały mu charakterystyczny, historyczny ton. Efekt dopełniał ojciec spacerujący w szlafroku, oraz matka w cienkich sukniach, wiecznie narzekająca na ból głowy. Tym razem też co chwilę dotykała skroni. -Co!!??- wrzasnęła matka.-Tadeusz, zrób coś- mocno chwyciła rękaw męża. -Spokojnie Janinko- podał żonie zioła. Ojciec z cierpliwością znosił humory i fanaberie Janiny. Czasem w jego brązowych oczach można było dostrzec zmęczenie. -Dziękuję skarbie. Powiedz mu coś!- Znów dotknęła palcami skroni. -Synu-Tadeusz usiadł obok Igora.- Rozumiem, że zauroczyła cię ta dziewczyna, ale pamiętaj, ona jest inna od nas. -Co to znaczy inna? Czy według was nie zasługuje na miłość, bo jest biedna?- Igor dotknięty do żywego nerwowo chodził po pokoju. -Zasługuje, ale na miłość kogoś równego sobie. Na nic zdawały się prośby i tłumaczenia Igora. Rodzice byli nieugięci. W końcu po godzinie Janina wybuchła. -Nie, Tadeusz!- zdecydowanym ruchem wstała.- Ojciec chciał powiedzieć, że nie chcemy w naszym domu widzieć żadnego kocmołucha, i jak dobrze pamiętam już z ojcem wybraliśmy ci żonę. -Nie nazywaj jej tak, rozumiesz?- Igor spojrzał gniewnie na matkę. -Do reszty zwariowałeś przeproś ją bo…- Tadeusz stanął w obronie żony -Bo co?- Igor nie dawał za wygraną -Dosyć- Tadeusz krzyczał, jego ręce drżały.- Wybieraj my albo ona! Igorowi napłynęły łzy do oczu. Powoli odwrócił się i zmierzał do wyjścia. -Właśnie dokonałem wyboru- powiedział Igor otwierając drzwi. -Nie chcemy cię tu więcej widzieć!- usłyszał jeszcze głos ojca. Padało. Dopiero nadchodziła wiosna, przełomowy moment w roku, symbol nowego życia. Ze wszystkich sił chciał, aby jego nowe życie z ukochaną kobietą było szczęśliwe. Wiedział, że będzie im trudno, ale mieli siebie. Tylko siebie. Szedł przez przemoczone ulice i chciało mu się płakać. Nie mógł uwierzyć, że jego rodzice go opuścili. Wiedział, że rozmowa będzie trudna, ale nie sądził, że tak się skończy. Nie chciał więcej o tym myśleć. Teraz najważniejsza była Gabrysia. Musiał coś wymyślić, żeby stworzyć jej dom, o którym tak bardzo marzy. -Witaj skarbie!- na dźwięk pogodnego głosu Gabrysi Igor uśmiechnął się mimowolnie.- Jak poszła rozmowa z rodzicami? -Ja nie mam już rodziców Różyczko … Było im trudno. Sami musieli radzić sobie z przeciwnościami losu. Studiowali i pracowali, aby zapewnić sobie dobry start. Wiele razy zastanawiali się, czy uda im się zbudować od podstaw solidny, pełen miłości dom. Wiedzieli, że dopóki mają siebie nic nie jest w stanie ich pokonać. Wreszcie ukończyli studia. Igor stał się wziętym prawnikiem, a Gabrysia fotografem w popularnym czasopiśmie. Ustatkowali się, kupili dom, który Gabrysia sama urządziła. Dominowały w nim ciepłe, pastelowe kolory. Porozkładane na podłodze puchowe dywany oraz jasne, drewniane meble, sprawiały, że był przytulny. Dodatkowego uroku dodawały barwne zasłonki w dużych, wpuszczających wiele promieni słońca oknach. Na ścianach porozwieszane były liczne fotografie. Już niedługo miały tam zawisąć zdjęcia ze ślubu zakochanych… Gabrysia długo czekała na ten dzień. Obudziła się wcześnie rano i spacerowała nerwowo po mieszkaniu. Ostatnią noc przed ślubem spędziła w mieszkaniu przyjaciółki z domu dziecka- Jagody. Nie chciała, aby Igor zobaczył ją przed ceremonią. Kiedy razem rozpoczęły przygotowywania cały stres zniknął. Przyczynił się do tego głośny śmiech Jagody, jej zabawne, trochę złośliwe uwagi i śmieszne miny. Młode kobiety bardzo się kochały. Razem spędziły dzieciństwo, pocieszając się nawzajem. Teraz przyjaciółka czesała Gabrysię, robiła jej makijaż, wesoło podśpiewując. Wreszcie po dwóch godzinach Jagoda z uznaniem przyglądała się swojemu „dziełu”. -No, no- pokiwała głową.- Jestem genialna! -Jaga, czy wyglądam ładnie?- Gabrysia nerwowo przełykała ślinę patrząc w swoje odbicie w lusterku -Ładnie?!- Jagoda krzyknęła z udawanym oburzeniem.- To obraza mojej pracy twój Kochany padnie na twój widok. -Wiesz co?- Gabrysia podniosła podbródek.- Racja, jestem jak kopciuszek-ze łzami szczęścia w oczach przytuliła się do przyjaciółki. -Hola, hola! Bo rozmażesz makijaż, nie będę cię znowu malowała.- Jagoda śmiejąc się z trudem tłumiła łzy. - Chodźmy, bo nie wypada spóźnić się na własny ślub. Czekając przed ołtarzem, Igor nerwowo przestępował z nogi na nogę, pociły mu się dłonie i zaschło mu w gardle. Goście schodzili się do kościoła. Zaprosił rodziców, lecz wiedział, że nie przyjdą. Cały kościół przystrojony był białymi różami i kremowymi wstążkami. On sam czuł się dziwnie w poważnym smokingu i zabawnej muszce. Martwił się o Gabrysię, a dokładnie, o to co zrobi z niej, jej „postrzelona” przyjaciółka. Wreszcie wszyscy usiedli, orkiestra zaczęła grać marsza. Igorowi szumiało w uszach. Zanim zobaczył Gabrysię od Marcina- swojego przyjaciela usłyszał: „Trzymaj się stary.”. Niepotrzebnie się martwił, bo Jagoda sprawdziła się w stu procentach. Jego przyszła żona wyglądała jak księżniczka. Miała długą białą suknię bez ramiączek, na dole obszytą perełkami. Włosy były zaczesane do góry w luźnego koka, w którego powpinane były malutkie, białe różyczki. Na twarz opadał welon, lecz mimo tej przeszkody, udało mu się jednak dostrzec wesołe iskierki tańczące w jej oczach. Wreszcie podała mu dłoń i uroczystość się rozpoczęła. Zakochanych przepełniało szczęście. Jagoda cichutko szlochała. Dwa miesiące później Gabrysia dowiedziała się, że jest w ciąży. Radości nie było końca. Igor malował pokoik dla dziecka, a Gabrysia kupowała, lub szyła śpioszki, buciki i ubranka. Gdy Gabrysia była już w ósmym miesiącu wszystko było gotowe na przyjęcie nowego członka rodziny. Słoneczny pokój z błękitną tapetą w pszczółki, drewniane łóżeczko i szafki z niezliczoną ilością pluszowych słoników, misiów i żyraf czekały na nowego lokatora. Igor czasem dokuczał Gabrysi, że teraz ma dwie żony, taka jest duża. Wreszcie nadszedł dzień rozwiązania. Igor czekał na korytarzu w szpitalu. Spacerował w tą i z powrotem z ogromnym bukietem białych róż w dłoni. Serce waliło mu jak oszalałe, a żołądek „podchodził do gardła”. Po kilku godzinach pielęgniarka zawołała go do sali. Patrząc na swoją ukochaną żonę, nieludzko zmęczoną, ze łzami w oczach, uśmiechającą się do malutkiego „zawiniątka”, które trzymała w ramionach poczuł się dumny i szczęśliwy. Obejmując Gabrysię uświadomił sobie, że spełniło się jego największe marzenie- miał rodzinę. „Moja kochana Różyczka”- powiedział całując ją w policzek. Wiedział, że bardzo lubi, gdy ją tak nazywa. Teraz pragnął tylko chronić swoją rodzinę i być szczęśliwym. Po powrocie do domu, obok ślubnych zdjęć zawisła fotografia Maciusia. Maciek był ślicznym dzieckiem. Po ojcu odziedziczył piękne zielone oczy, a po mamie brązowe loki. Rósł bardzo szybko. Rzadko też pozwalał rodzicom przespać całą noc. Jego pierwszym słowem nie było „mama”, albo „tata”, lecz „pies”. To oznaczało tylko jedno- Maciuś już od małego wiedział, czego chce i potrafił się o to upomnieć. Rodzice spełnili jego życzenie, lecz dopiero na siódme urodziny. * * *

-Całe…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%