Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 16 min czytania

Biała Róża

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W niewielkim gabinecie na komisariacie policji, przy River Street siedział Enrich. Był to mężczyzna młody ledwo po trzydziestce. Dzięki temu, że w liceum grał w koszykówkę jest wysoki i wysportowany, gdy od tygodni nie ma żadnej sprawy, zastanawiał się dlaczego nie został zawodowym sportowcem. Kiedyś miał na to szanse. Osiągał dobre wyniki w rozgrywkach ligi akademickiej. Jednak jak sam twierdził ktoś lub coś powołało go do zostania detektywem. Bardzo lubił to co robi, jednak nienawidził nudy, którą niestety wiało od tygodni. Czytał właśnie nowe wydanie Timesa, gdy do gabinetu wszedł jego partner detektyw Charles. Był to mężczyzna dużo starszy od Enricha, przez co jego kondycja fizyczna była praktycznie równa zero, ale co najważniejsze w tym fachu był całkowicie sprawny umysłowo. - Znaleziono zwłoki – oznajmił na wstępie. - Gdzie? - W bramie przy skrzyżowaniu Greenwood i Elżbiety I. - Jedziemy – niemalże wykrzykną Enrich był bardzo podekscytowany – nareszcie jakaś robota. - pomyślał wychodząc z gabinetu Zwłoki znajdowały się za śmietnikiem w ogromnej kałuży krwi. Na pierwszy rzut oka widać było, że ofiara jest przed trzydziestką. Dziewczyna była cała sina oraz miała poderżnięte gardło, w ranie spoczywała wsunięta biała róża, co tworzyło bardzo ciekawy kontrast z dużą ilością krwi. - O mój Boże – jękną cicho Enrich – Wiemy coś o niej? - Anastacia Goldman, 28 lat, sekretarka – odparł Charles – ostatnio miała chyba jakieś problemy z psychiką, świadek zeznał, że wracała z wizyty od psychiatry dr. Mc'Phersona – Po chwili ciszy dodał – W kieszeni jest książeczka zdrowia więc to raczej pewne. Zamyślony Enrich zbliżył się do denatki. Teraz dopiero mógł zauważyć, że była bardzo atrakcyjną kobietą. - Stwierdziłbym, że to rabunek, ale ta biała róża, Ktoś zostawił swój znak, - Tylko po co? - Właśnie tego mój drogi Charlesie musimy się dowiedzieć - Może jakiś wariat zaczyna grasować. No wiesz jak Kuba Rozpruwacz, albo ktoś taki. - No tylko miejmy nadzieje, że tego uda się schwytać. - zażartował Enrich ale szybko się zorientował, że jego partner nie jest w nastroju do żartów. - Chodź złożymy wizytę Mc'Phersonowi może się czegoś dowiemy. Wsiedli do samochodu i pojechali do gabinetu doktora. Szybko udali się na trzecie piętro przychodni i zapukali do pokoju. - Proszę wejść! - Dzień dobry doktorze nazywam się Enrich, a to mój partner Charles. Jesteśmy z policji. - O mój Boże, coś się stało? - odparł szybko Mc'Pherson całkowicie zdziwiony. - Chcielibyśmy zadać panu kilka pytań. - Proszę bardzo. - Czy zna pan Anastacie Goldman. - Anastacia Goldman, hmmm. Nie nie znam. - Jest pan pewien? - Spytał całkowicie zdziwiony Charles. - Tak. Na pewno jej nie znam. A coś się stało. - Znaleźliśmy dzisiaj jej zwłoki, a na miejscu zbrodni wszystko wskazywało, ze się u pana leczyła. - To bardzo dziwne, ja nigdy nie miałem pacjentki o takim nazwisku. - A wie pan, że to rzeczywiście dziwne. - oznajmił Charles – Mamy jej książeczkę zdrowia, a tam widnieje pańskie nazwisko. - powiedział to rzucając kartki na biurko – Niech pan sobie sprawdzi. Przez chwile w gabinecie zastała kompletna cisza. W której po chwili słychać było bardzo szybki i głośny oddech Mc'Phersona. - Może nie podała panu prawdziwego nazwiska. - powiedział Enrich całkiem spokojnie – Niech Pan spojrzy. - podsuną zdjęcie zamordowanej wraz z widoczna biała róża w gardle – Poznaje ją pan? - O mój Boże! Nie, naprawdę w życiu jej nie widziałem.- ręce doktora zaczęły się już trząść, był bardzo zdenerwowany. - W takim razie skąd pańskie pieczątki. - wrzasną Charles. - Nie mam pojęcia. Muszą być podrobione. Tak na pewno są podrobione. Ja Ja Ja... - Spokojnie doktorze wyjaśnimy to – oznajmił Enrich – Tymczasem proszę być w stałym kontakcie, jakbyśmy czegoś potrzebowali. - O O Oczywiście - Do widzenia – wyszli zostawiając Mc'Phersona samego ze swoimi myślami. - Ten doktorek coś kreci, to podejrzana sprawa mowie ci stawiam, ze na pewno ją znał, jakaś kochanka, albo coś takiego. Kłamie widziałeś jak się denerwował. - Masz racje Charles. To bardzo podejrzana sprawa. Enrich siedział w gabinecie rozmyślając o tym co sie wydarzyło. - 2 dni i nic – mówił sam do siebie – żadnych śladów pozostaje czekać, aż znowu zabije. - Tego był całkowicie pewny. Przypominało mu to jego starą sprawę, gdy pewien prawnik zamordował swoją kochankę. Wrobił w to pewnego handlowca i sam został jego obrońcą. Można się domyśleć, że robił wszystko, aby doszło do skazania podejrzanego. Wtedy jednak Enrich wyniuchał cały spisek. Teraz także jego ego nie pozwalało mu myśleć inaczej. Po prostu musi złapać morderce. Nagle rozległ się dźwięk dzwonka. - Inspektor Enrich słucham. - Enrich przyjeżdżał szybko na Justice Road 23 czekam na ciebie, mamy drugie ciało. Detektyw wtedy rzucił słuchawkę i od razu udał się na miejsce zbrodni. Dojazd zajął mu niecały kwadrans, na miejscu zauważył partnera który już czekał. Weszli do mieszkania. Wyglądało one jakby przeszło przez nie tornado. Krzesła, stoły były porozrzucane. Straszna duchota, odór wypitego alkoholu oraz potu mówiło o wielu libacjach. Ciało kobiety leżało na podłodze pomiędzy przewróconym stołem, a łóżkiem którego chyba nikt nigdy nie ścielił. Była cala posiniaczona, miała liczne rany i zadrapania. Jednak najbardziej skupiała uwagę biała róża wsunięta w ranę na gardle. - No to ofiara numer dwa, co wiemy? - Carol Longsword, zona Mikeala, straciła opiekę nad córką przez problemy z alkoholem.Sąsiedzi mówią, że często mąż ją bił, ona krzyczała no wiesz te libacje. - oznajmił Charles. - To ciekawe dlaczego właśnie ona? - Co masz na myśli? - No wiesz alkoholiczka, problemy w domu, nic nie posiada. Co mu dała jej śmierć? - Chodź trzeba przesłuchać męża. - szybko oznajmił Charles, nie dając dokończyć myśli Enrichowi. Kiedy dojechali na komisariat Mikeal Longsword już na nich czekał . Siedział w jednym z tych pokoi przesłuchań, z wielkim lustrem na ścianie i jednym stołkiem. Mąż ofiary wyglądał jak wrak człowieka. Miał sińce pod oczami spowodowane licznymi libacjami, brudne łachmany i na kilometr było czuć od niego wypity alkohol. - Panie Longsword co stało się wczoraj w nocy? - Ech, no ten, nie jestem pewien. - wybełkotał Mikeal. Enrich zobaczył jak jego ręce zaczynają się trząść. Nie wiedział czy to z nerwów czy też przez alkohol. - Jak to pan nie jest pewien? - spytał Charles. - Pamiętam, że piliśmy, trochę się posprzeczaliśmy może ją nawet odepchnąłem, ale na miłość Boską ja jej nie zabiłem. - Ktoś był z wami? - Tak mój kumpel George, ale on wyszedł i zostaliśmy sami. Ona krzyczała na mnie, że piję, że powinienem się leczyć tak jak ona. Ale ja nie potrafiłem. To prze zemnie zabrali nam Elizabeth, a ona oskarżała siebie. - Uderzył Pan wczoraj małżonkę? - Nie, no może trochę odepchnąłem, ale poszedłem spać. Żyła kiedy się kładłem. Pamiętałbym to gdybym ją zabił. O mój Boże biedna Carol. - Została wtedy sama? - Tak. - Mógł, ją ktoś odwiedzić? - Raczej nie. - Mógł by mi pan powiedzieć gdzie się leczyła? -spytał Enrich zamyślony. - Chodziła do jakiegoś psychiatry. Nie chciała iść do aa, wolała prywatnie. - Czy przypadkiem nie u dr. Mc'Phersona? - Tak, skąd Pan wie? Wtedy Enrich spojrzał na Charlesa, obaj partnerzy się uśmiechnęli i wiedzieli, że dzisiejszego dnia muszą złożyć jeszcze jedną wizytę. Zastali doktora akurat, gdy wychodził ze swojego gabinetu. - Dzień dobry Panie doktorze, czy moglibyśmy wrócić do pańskiego gabinetu i zadać kilka pytań. - Ale oczywiście, proszę. Weszli do gabinetu i zajęli miejsce naprzeciwko biurka Mc'Phersona. - W czym mogę służyć? - Mamy do Pana dwa pytania. Czy przypomina Pan sobie coś związanego z Anastacia Goldman? - Nie, mówiłem już Panom, ze nigdy jej nie widziałem. - A czy zna pan Carol Longsword? - spytał Charles. - Carol Longsword. Oczywiście zapisała się do mnie na terapie. - Dawno? - Jakiś miesiąc temu. Jest Alkoholiczką chce się leczyć. Myślę, że ma duże…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Biała Róża — czytnik · opowiadania