Przyjaźń · 12 min czytania
BIAŁE MOTYLE - Moja pierwsza wydana książka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
16.01.09
Hanka zabiera mnie na wyprzedaże. W sklepach już od kilku dni wiszą wielkie plakaty informujące, że za połowę ceny możesz mieć, co tylko chcesz. Grzebiemy, więc po wieszakach, przerzucając swetry, spódnice i spodnie. Każda szuka czegoś wystrzałowego najlepiej za dwie dychy. Hanka znajduje żółtą marynarkę. - Patrz, jaka sztuka – pokazuje mi zakładając na siebie. - Będziesz wyglądała jak robotnik drogowy – śmieję się. - Oszalałam – Hanka przegląda się w lustrze – Jest idealnie skrojona. - Ile? - Czterdzieści dziewięć. - Ja bym w czymś takim nie wyszła – grzebię dalej. - I dobrze – marynarka ląduje w koszyku – Masz coś? Zaprzeczam. - Idziemy do kasy. W Galerii jest chyba z milion ludzi. Tak, jak my szukają okazji, żeby wydać mniej niż zawsze. Kolejki do kas świadczą o tym, że wyprzedaż jest udana. My wychodzimy z żółtą marynarką i ze znalezionym przed chwilą szarym golfem. Przed nami jeszcze kilka sklepów. Hanka chwyta mnie za rękę i zaciąga do kawiarni. - Dziś ja stawiam – mówi odsuwając krzesło – Mam przeczucie, że niedługo znajdziemy jakąś pracę. Rozglądam się ciekawie dookoła, a gdy podchodzi do nas kelnerka zamawiam puchar lodów. Hania ogląda swój zakup. - Myślisz jeszcze o Filipie? – pyta mnie nagle. Rzadko, kiedy rozmawiamy na ten temat. Nie, nie, dlatego, że wciąż mnie to boli, ale dlatego, że w nowym roku nie warto wracać do minionych dni. - Czasem. - Zastanawiasz się, co teraz robi, albo gdzie jest? - Mam nadzieję, że odnalazł to, czego szukał. - Widziałam, że spakowałaś jego rzeczy. - Zdecydowałam, że brakuje mi miejsca w szafie. W weekend zawiozę je do jego rodziców. Hanka bawi się guzikiem. - To już prawie pięć miesięcy. - Wiem. Wciąż nie oduczyłam się liczenia dni bez niego. - Zastanawiam się, jakby to było bez Mateusza. No wiesz, czy mogłabym sobie znaleźć zastępstwo. Nie wiem, co jej odpowiedzieć. Ja sobie jeszcze nie znalazłam. - Może powinnaś kogoś poznać? – sugeruje ona. - Nie myślałam nad tym. Jakby nie było w sierpniu miałam być mężatką. Hanka głaszcze mnie po dłoni. - Jeszcze zostaniesz. - Ty też – mówię, bo wiem, jak jej zależy. Uśmiechamy się do siebie i zagłębiamy łyżeczki w śmietankową rozkosz.
17.01.09
Borys wygrał telewizor. W jego Galerii otwierali nowy sklep i poszedł spróbować szczęścia w loterii. Właśnie razem z Wróblem przywieźli go do mieszkania i próbują znaleźć mu miejsce w pokoju. - Trzeba będzie przesunąć twoje łóżko – stwierdza po długim namyśle Borys – postawimy tam stolik i będzie w sam raz. Wróbel kręci głową. - Lepiej wyrzucić ten stary fotel. - Tylko nie mój fotel. Tylko w nim tak dobrze mi się czyta. Stoimy wszyscy razem i myślimy. - A może połączyć ze sobą dwa łóżka? – wpada na pomysł Hanka. - Co? – Borys patrzy na nią zdziwiony – Ludzie pomyślą, że jesteśmy gejami. - Żadnego łączenia łóżek – Wróbel chyba też to usłyszał – Już wolę spać ma podłodze. Dalej nie ma idealnego konceptu. Hanka rezygnuje i idzie do kuchni zrobić herbatę. Może przy czymś do picia łatwiej będzie wpaść na jakieś rozwiązanie. - Mateusz na pewno wiedziałby, co zrobić – mówi, gdy pomagam jej zaparzyć sagę – Szkoda, że zawsze tak długo pracuje. - Chłopaki na pewno coś wymyślą – patrzę jak z pokoju wyjeżdża do korytarza jedno łóżko, za nim szafka i stół. - Mateusz ma do tego głowę. Kiedyś pokazywał mi plan domu, który chciałby mieć. Wszystko idealnie zaplanowane. - Będziesz miała darmowego dekoratora – śmieję się – Gorzej, tylko, jeśli sam będzie wszystko wybierał. - Tak bym chciała rozmawiać z nim na temat przyszłości. Ostatnio odnoszę wrażenie, że ucieka od takich rozmów. - Może czeka aż dostanie umowę na czas nieokreślony. Wiesz, jacy są mężczyźni. Dopóki nie mają stałej pracy nie potrafią rozmawiać o niczym innym. Już to przerabiałam. - Ale jakoś twój Filip potrafił się szybciej zdecydować. - I co z tego, skoro zostałam sama? Hanka nie odpowiada. Wiem, jak bardzo chce być już żoną Mateusza. Z rozmyślań wyrywa nas huk. Zrywamy się i biegniemy do pokoju chłopaków. To Wróbel próbował sam przesunąć szafę, która okazała się za ciężka. Oceniamy zniszczenia. Połamana szafka, uszkodzona podłoga i zbity wazon. Przy okazji znalazły się Borysa okulary, które zgubił we wakacje. Na dziś chyba koniec z przemeblowaniem.
Wieczorem
Wróbel pożyczył film i oglądamy. Przez korytarz nie da się prawie przejść, bo nikt nie miał już siły wnosić wszystkiego spowrotem. Telewizor stoi na stole, a my oparci o wersalkę Wróbla wcinamy chipsy. Film to jakaś durna komedia z serii „Amerykan Pie”, z której śmieje się tylko Wróbel. Nawet Borys woli bardziej ambitne kino. - Coś ty wypożyczył? – kiwa w końcu głową z politowaniem. - Chciałem nas trochę rozerwać. - Tą szmirą? Wróbel wzrusza ramionami. - Nie ma nic ciekawszego w telewizji? - Chyba znowu puszczają Bonda. - Wolę już jego, niż to. W głosowaniu Wróbel przegrywa i włączamy dwójkę. Bond skacze właśnie na jakiś pociąg i goni podejrzanego ubranego w bardzo obcisły strój. Hanka szturcha mnie w łokieć. - Patrz na ten tyłek – mówi szeptem. - Słyszałem – Borys siedzi tuż obok. Uśmiechamy się do siebie i udajemy, że nie patrzymy na wysportowane ciało Jamesa. Chciałoby się przytulić do takiej klaty. Nic dziwnego, że Bond ma zawsze tyle dziewczyn. Sama chętnie wskoczyłabym mu do łóżka. Wróbel zaczyna chrapać. Bond zdecydowanie nie jest w jego guście. Trzeba pogłośnić, bo nie wiadomo, o czym rozmawiają. W korytarzu jakiś ruch. To Mateusz wrócił z pracy i próbuje się przedostać przez labirynt mebli. - Co tu się dzieje? – patrzy na nas niezadowolony, że jego miejsce na buty zostało zajęte przez nogę od łóżka. - Kochanie Borys wygrał telewizor – Hanka biegnie do niego po powitalnego buziaka. - Czy to tu będzie długo stało? - Nie mieliśmy już siły wnieść spowrotem. Zresztą chłopacy nie wpadli jeszcze na pomysł, jak to wszystko ustawić. Mateusz zagląda do pokoju. - Przecież o to proste – patrzy okiem fachowca – Wystarczyło przenieść tylko ten jeden stolik i cofnąć łóżko do przodu – pokazuje. - Mówiłam, że…