Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 12 min czytania

Biały welon

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- To czekamy na Pana niecierpliwie. – rozbrzmiewał w słuchawce kobiecy głos. – Proszę tylko podać dokładną godzinę przyjazdu, to ktoś wyjdzie po Pana na dworzec. - Naturalnie. Sprawdzę, o której przyjeżdża autobus i przedzwonię. – odpowiedział. - To do usłyszenia. No i oczywiście zobaczenia już na miejscu. – powiedziała śpiewnie kobieta i odłożyła słuchawkę zanim on zdążył się pożegnać. Odłożył słuchawkę i ciężko usiadł na krześle. Złożył ręce na stole i westchnął. Co go podkusiło, żeby przyjąć tę propozycję. Przecież jego czas na zasłużonej emeryturze miał upływać na lenistwie i samych przyjemnościach. A na pewno nie na pracy. Miał już 67 lat i wielką ochotę na zasłużony odpoczynek. Dwa miesiące temu odszedł na emeryturę i nie była to bynajmniej jego decyzja. Odwlekał ten moment w nieskończoność, aż wreszcie zmusiły go do tego czynniki zewnętrzne. Po prostu postanowiono zredukować w przychodni jedno stanowisko. Nawet się przed tym bardzo nie bronił. Wiedział doskonale, że zrobił już wszystko, co mógł zrobić, wyleczył tysiące dzieci i musi dać teraz szansę młodszym kolegom na wykazanie się. Bez wątpienia był wybitnym specjalistą budzącym szacunek i zaufanie wśród pacjentów, a raczej ich rodziców. Leczył dzieci, każdy kontakt z małym pacjentem był jak balsam na jego serce. A gdy udało mu się wyprowadzić malucha z naprawdę ciężkiego stanu, to nie podziękowania rodziców ani prezenty, które usiłowali mu wciskać, były dla niego najlepszą zapłatą. Ale był nią widok uśmiechniętego i radosnego dziecka, którego rozpierała energia, oczy błyszczały i nie było siły, aby zatrzymać go choć jeszcze jeden dzień w łóżku. Kochał swoją pracę i brak sposobności jej wykonywania budził w nim lęk. Ale wiek robił swoje. Nie miał już tyle siły, ani tyle cierpliwości co dawniej. Szybciej się męczył, irytował, często był roztargniony. Zdrowie też trochę szwankowało. Podwyższone ciśnienie i poziom cukru, niewielkie zaburzenia rytmu serce i okresowe nasilone bóle głowy utrudniały funkcjonowanie na tych samych obrotach co wcześniej. Świadom swoich ograniczeń w odpowiednim czasie, to znaczy w wieku sześćdziesięciu pięciu lat, zrezygnował z pracy w szpitalu. Ale nie mógł również odejść z poradni. Zresztą ze szpitalem tak do końca się nie rozstał. Odwiedzał nadal pozostawionych tam pacjentów, udzielał konsultacji, radził młodszym lekarzom. I był szczęśliwy. Czarne chmury nad jego głowę napłynęły pół roku temu. Wiadomość, że powinien odejść na emeryturę wstrząsnęła nim. Było mu z tym ciężko i źle. Nie wyobrażał sobie, że nie będzie już nikogo leczył, bał się, że stanie się niepotrzebnym, zramolałym starcem. Jego wątpliwości rozwiali sąsiedzi, para przemiłych staruszków, jak o nich wcześniej myślał. Okazało się, że oboje są na emeryturze już od pięciu lat i wcale nie czują się niepotrzebni. Wręcz przeciwnie są bardziej aktywni niż za czasów swojej młodości. Zwiedzają kraj, a nawet jeżdżą na wycieczki zagraniczne, odkrywają nowe pasje i zainteresowania, poznają nowych ludzi, uprawiają sporty i prowadzą naprawdę rozrywkowe życie. Zaczynał się powoli oswajać z myślą o emeryturze, planował, co będzie na niej robił. Kupował książki, które chciał przeczytać, przeglądał foldery z zagranicznymi wycieczkami, sprawił sobie nawet nowy rower uznając, że to świetna forma ruchu i na dodatek świetny środek lokomocji na rynek po świeże warzywa i owoce. Na emeryturze postanowił zmienić swoje życie na bardziej zdrowe. Chociaż był lekarzem i te tematy były mu dobrze znane, to nie udawało mu się przestrzegać zasad zdrowego życia. Często nie dosypiał, zarywał noce, jadł byle co, w pośpiechu, no i ten ciągły stres, walka z nieustannie upływającym czasem. Teraz to wszystko miało się zmienić. Miał mieć czas tylko dla siebie i swoich przyjemności. Ale jeden telefon zburzył jego spokój. Dostał propozycję objęcia stanowiska lekarza w sanatorium dla dzieci z chorobami dróg oddechowych. Długo się wahał, bił z myślami, miotał się między odpowiedzą TAK a NIE. Aż wreszcie podjął decyzję. Kochał przecież leczyć dzieci i nie mógł pozwolić na to, aby któreś dziecko cierpiało bardziej lub dłużej niż to jest konieczne. A to wszystko, co zamierzał robić, może przecież odłożyć na późnej. Miał wyjechać za trzy dni, a nawet nie zaczął jeszcze się pakować. Powinien jak najszybciej to zrobić. Na szczęście musiał zabrać tylko rzeczy osobiste. Całe umeblowanie i wyposażenie kuchni zostawiał. Ale i tak było mu się ciężko do tego zabrać. Przez czterdzieści lat dużo się tego nagromadziło. Ale nie było rady, musiał się wreszcie do tego zabrać. Transport miał zabrać cięższe rzeczy już za dwa dni, a on sam z bagażem podręcznym miał jechać za trzy. Nie miał więc wiele czasu. Postanowił najpierw spakować książki, pisma i tony papierów, dokumentów, płyty i bibeloty. Następnie zabrać się za ubrania. Opróżniał półki, szafy i szafki, szuflady. I kiedy już wszystko było poukładane w pudłach, walizach i torbach przypomniał sobie o pawlaczu. Pawlacz znajdował się w przedpokoju i nie był otwierany od lat. Nie miał chęci zaglądania tam, ani tym bardziej wspinania się na stołek. Ale rad nie rad zrobił to. Sam był ciekaw, co pawlacz kryje w sobie. Przekręcił kluczyk, drzwiczki lekko skrzypnęły i zawartość pawlacza przestała być tajemnicą. Oczywiście znalazł tam stare papiery, chyba sprzed trzydziestu lat, jakieś dziwne ozdoby, chyba na choinkę, niemodną już parę butów i kilka zawiniątek w foliowych torbach. Papiery przejrzał z grubsza, te naprawdę stare postanowił wyrzucić, były wśród nich nawet dwa albumy ze zdjęciami, ale teraz nie miał czasu, by je oglądać. Odłożył je na bok, buty postanowił postawić obok śmietnika i wielce zaintrygowany zaczął rozwijać foliowe torby. Z pierwszej wyjął tamburyno, z następnej grzechotki i kołatki. Jakże on się tego naszukał z dwadzieścia lat temu, kiedy chciał na oddziale założyć mini orkiestrę. Znalazł to dopiero dziś. Postanowił zabrać…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%