Aktualności · 6 min czytania
Bieganiem mając zdarte zelówki -nowelka dygresyjna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Biegł przez Rynek – jak zwykle. Zawsze gdzie szedł, tam biegł. I nie wynikało to z inspiracji amerykańską kinematografią, ale ze względów czysto praktycznych. Ustawicznie cierpiał na niedobór czasu. Nazywał się Kuba albo Walery – co za różnica? I tak to tylko jedno z imion, które pęd historii rozwieje na cztery wiatry. Wyławiał uchem różne akcenty i języki. Stadka obcokrajowców sunęły dostojnie krok za krokiem, oglądając z zadowoleniem na twarzy barwne wrocławskie kamieniczki. Wszędzie dało się słychać suche trzaski aparatów fotograficznych przypominające zamykanie się sideł. Dźwięk osaczał przechodniów lub przebiegniów z każdej strony. Ale jednak to dobrze, że coraz więcej turystów przyjeżdża do Wrocławia. Region zaczyna się rozwijać i staje się przez to prawdziwie europejskim miastem. Może Polacy wreszcie wyleczą się z kompleksów bycia prowincją Europy. Poza tym, dzięki kontaktom z ludźmi nie znającymi polskiego można podszkolić się w angielskim, tudzież w niemieckim. Mijał akurat Empik, z którego wysypało się stado rozchichotanych różowo-złotych dwunastolatek pokrytych większą ilością farby niż Panorama Racławicka. Pełno takiego tałatajstwa pęta się ostatnio pod nogami. Chłopak przydeptał jedną z dziewuch. Czy zrobił to specjalnie, czy nie – kto go tam wie. Nie przejął się wymyślną wiązanką łacińskich epitetów posłanych w swoją stronę, tylko pobiegł dalej. Była wczesna wiosna, więc nareszcie mógł uwolnić przedramiona z okowów kurtki. Co z tego, że skóra pokrywała się buntowniczo gęsią skórką. To jej wina, że nie przywykła do delikatnych ukąszeń chłodnego wiatru. Większość ludzi chodziła jednak szczelnie zabudowana metrami kwadratowymi najmodniejszych metek. Można odnieść wrażenie, że to nie centrum miasta, ale wybieg dla zagłodzonych modeli. Wiosna oznacza także powrót dorożek na Rynek. Wrocławskie powozy równają się, niestety, drażniącej nozdrza woni niedomytych koni oraz końskich pozostałości ścielących się smętnie na bruku. I jak tu kochać zwierzęta, gdy fetor wykręca cię na drugą stronę? Wszędzie było pełno ludzi. Masa, ławica, sfora dzikich bestii łaknących kufla porządnego piwa. Wydaje się, że dopiero pod wieczór wrocławianie wylegają na miasto i rzucają się w wir zabawy. Chłopak przeciskał się łokciami i kolanami, nie bacząc na ścigające go złowrogie spojrzenia. Spieszył się. Zegar na wieży Ratusza właśnie wybił ósmą. Chłopak zaklął pod nosem i przyspieszył jeszcze bardziej, choć nie sądził, by było to możliwe. Jego lekcja hiszpańskiego zaczęła się pół godziny temu. Co z tego, że chodzi się do najlepszej szkoły językowej w województwie, skoro ciągle opuszcza się zajęcia? Chłopak nic jednak…